Ilość czy jakość?

tatuum, awionetka

W życiu cenię sobie… I tu rozwija się długa lista u każdej z nas: miłość, rodzinę, przyjaciół, bezpieczeństwo itp.
A jak to się ma do tak prozaicznej rzeczy, jaką są zdobycze wypełniające Twoją szafę?
Ostatnio pisałam o racjonalnych zakupach i zdobywaniu umiejętności opierania się nieuzasadnionym pokusom. Na powyższe pytanie, po mojej konsumpcyjnej metamorfozie, odpowiedziałabym, cenię sobie jakość!
Jakość, a nie ilość drogi Panie.

Moja zmiana w podejściu do zakupów dotyczyła nie tylko nauki panowania nad swoimi materialistycznymi zachciankami, ale również na inwestowaniu w dobra, które będą mogły posłużyć mi przez wiele lat. Czyli w prosty sposób przekaz ujmując, skupiłam się bardziej na jakości zakupowanych rzeczy, a nie na ich ilości.
Posiadam w szafie rzeczy, które mimo upływu lat nadal cieszą i o dziwo wciąż nadają się do założenia. Co więcej, nie rzadko stają się obiektem zachwytów. Satysfakcja płynąca ze skomplementowanej rzeczy, która po wymianie kilku zdań okazuje się starociem w rewelacyjnym stanie i te wielkie oczy mówiące „No co Ty???!!!” jest po prostu nieopisana. Tak, tak ten sweterek dała mi babcia na 18 urodziny, a teraz mam… yyyyy, no dobra przyznaję bez bicia od kilku dni już 30. Super fason, uniwersalny kolor i niezwykła jakość! Bezmetkowiec, zakładam, że made in Poland, zakupiony pewnie na pobliskim bazarku, bo co jak co, ale mojej świętej pamięci babci w galerii handlowej to sobie nie wyobrażam:P Czyli żadne „ą” „ę”, a dobrze udziergany prosty i nawet w mój gust trafiający sweterek. Nadal cieszy i przyprawia o wielkiego banana na twarzy. Bo po pierwsze, nadal w częstym użyciu, a po drugie niesie w sobie pewną historię i miłe wspomnienia.
¾ mojej dotychczasowej szafy nie kwalifikuje się na przetrzymywanie jej dłużej niż do kolejnego sezonu. Mimo tego, że większość z tych rzeczy kocham, to wiem, że ich wygląd nie nacieszy mojego oka przez wystarczająco długi okres. Postanowiłam, że czas to zmienić i zacząć inwestować w porządniejsze produkty.

Ogromnym uznaniem cieszą się u mnie rzeczy vinatge, z którymi często eksperymentuje i dodaje je do swoich stylizacji. Jestem pod ogromnym wrażeniem ich trwałości i ponadczasowości. Ich wygląd nadal ujmuje i jestem pewna, że ten stan rzeczy nie zmieni się jeszcze przez bardzo długi czas. Najwspanialszą kopalnią ubrań i dodatków vintage jest dla mnie Londyn. Często do niego wracam, a do domu przywożę wypakowana zdobyczami walizkę.

Kolejną dobrą inwestycją są rzeczy, które kupuje od sprawdzonych młodych projektantów. Produkowane są one w większości w Polsce z bardzo dobrych materiałów. Ale uwaga! Nie dajmy się nabrać na metkę „made in Poland”, bo to, że uszyte u nas, nie znaczy, że każda osoba podejmująca się założenia marki przykłada taką samą wagę do jakości!

Ukracając swoje modowe zachcianki nie zrezygnowałam z sieciówek, które mogłyby kojarzyć się jedynie z gorszą jakością. W rzeczywistości tak nie jest, to tylko od nas zależy, jaki produkt wybierzemy i jak dobrze znamy się na materiałach. Takie marki coraz częściej mają w swojej ofercie kolekcje premium, które z założenia mają nam oferować produkty lepszej jakości. No i oczywiście nie oszukujmy się, ale sieciówki są też idealnym źródłem tak zwanych basików na co dzień. Są one nieodłącznym elementem mojej garderoby i dość mocno je eksploatuję. A nie ma nic wygodniejszego niż po sezonie wymienić taki biały basic po prostu na nowy.

Ostatnią i najwspanialsza inwestycją w moich oczach są produkty wysokiej klasy marek. Jest to już dość duży wydatek, więc nie mogę sobie na niego zbyt często pozwolić. Ale nabyta przeze mnie umiejętność oszczędzania pozwala mi na skrupulatne odkładanie małego co nieco przez dłuższy okres na tę jedną wymarzoną rzecz. To jak kupowanie drogich obrazów. Gdy jeden zawiśnie w Twoim salonie, delektujesz się jego widokiem jeszcze przez bardzo długi czas.

Doświadczyłam już niejednokrotnie satysfakcji płynącej z inwestowania w jakość, dlatego też staram się mieć to zawsze na uwadze, gdy dokonuje kolejnego zakupu. Szczerze polecam takie podejście do sprawy. Wiem, że choć wymaga ono sporej dyscypliny i zorganizowania, naprawdę warto. Chętnie posłucham Waszych doświadczeń:)


rys. Mateusz Hajnysz https://www.facebook.com/nerdsketcher/

Continue Reading

Wielkie powroty

tatuum, awionetka

Łódź miasto, w którym się urodziłam i wychowałam. Często kojarzone z obskurnymi ulicami, szarą strefą, ogólnym nieładem i brudem, ostatnimi czasy daje mi się poznać na nowo z innej, tej bardziej pozytywnej strony.
Sześć miesięcy temu, ze stolicy, sprowadziliśmy się na stare śmieci i mimo mojej początkowej niechęci do tego pomysłu, muszę przyznać, że jest mi tu coraz lepiej:)
Oczywiście spowodowane jest to przede wszystkim komfortem, który przy dwójce dzieci dają mi rodzice. Ale też miasto samo w sobie zaczyna mnie powoli zachwycać swoim nowo nabytym urokiem.
Dlatego dziś casualowa stylizacja w łódzkich murach. Świeci słońce, wiosnę czuć w powietrzu a odgłosy parzonej kawy dobiegają do nas z Offa:)

Dziś w roli głównej mój ulubiony grubo pleciony sweterek vintage na krotki rękaw w obłędnych kolorach. Do tego levisy, które wyhaczyłam przypadkowo na jakiejś promocji i wbiłam się w o rozmiar mniejsze niż sprzed ciąży. Nie ukrywam, dzieciaki dają czasem popalić, więc ciągłe bieganie za piłka lub spacery z małą w chuście robią swoje:P Wygrzebałam tez moje zeszłoroczne białe buty z Zary, które po prostu uwielbiam. No i mały prezent, który sprawiłam sobie na dzień mamy:) Pod przykrywką większej wygody przy małym dziecku zakupiłam torbę Karla Lagerfelda w pięknym pudrowym różu przewieszaną przez ramię. Idealnie zastępuje tę do ręki. A jaka wygodna:P Czego kobieta nie wymyśli, żeby usprawiedliwić swoje zakupy;)
No dobrze zapraszam do oglądania!

tatuum, awionetka

tatuum, awionetka

tatuum, awionetka

tatuum, awionetka

tatuum, awionetka

tatuum, awionetka

Jeansy – Levi’s; Sweterek – Vintage; Szalik – H&M; Torba- Karl Lagerfeld


fot. Mr Blacksheep Photography https://www.facebook.com/Mr.BlacksheepPhotography/

Continue Reading