Im Chanel, You are HM

tatuum, awionetka

Masstige!

Że niby co przepraszam? Tak, tak masstige! To zestawienie dwóch słów „mass” i „prestiż”. Dwa niby wykluczające się słowa, a jednak ich zestawienie znalazło odzwierciedlenie w dzisiejsze j modzie. Wielcy projektanci łączą siły z sieciówkami i BOOOM!!!! Mamy mieszankę wybuchową! Opinia?! Sam koncept z założenia ciekawy, ale czy grzechu wart?

Baczyńska wśród proszków do prania!

Masstige leży tak daleko od prestige jak Brzeziny od Paryża. I to właśnie w tej małej podłódzkiej miejscowości, oczy z ziemi zbierałam na widok „pani” przemierzającej ulice z torbą Gosi Baczyńskiej. Niby nic w tym dziwnego, bo przecież to trend dla mas. Ale wyobraźcie sobie, wchodzi taka “pani” po papier toaletowy do pobliskiego drogerii, a wychodzi z torbą od znanego projektanta. Czyli masstige pełną gębą. Nie zrozumcie mnie źle, każdemu wolno skosztować mody wyższych lotów. Ale zastanawiam się, czy owa „pani”, znała wcześniej twórczość projektantki? Czy może Gosia pozostanie dla niej jedynie tą Gośką z Rossmanna? „Pani” nie ucierpi, a wręcz skorzysta. A Baczyńska? no cóż!

Prosto z Lidla po Balmain

H&M działa tutaj bardziej świadomie, zachowując ów prestiż wypuszczanych kolekcji. Marka zawęża ich zasięg do największych sklepów na świecie, przyciągając jedynie żądnych metek fashionistów. Ale czy w ramy prestiżu wpisuje się wielogodzinne sterczenie przed sklepem w oczekiwaniu na otwarcie drzwi? A później walka, podstawianie nóg, wyszarpywanie sobie tych luksusowych rzeczy z rąk?
Takie właśnie dantejskie sceny zarejestrowały kamery w sklepach H&M w dniu wypuszczenia ostatniej kolekcji Balmain. Nie wspomnę już o desperatach wręcz koczujących na ulicy Szpitalnej w oczekiwaniu na zakup limitowanych sneakersów wypuszczonych przez Kanye Westa.

Need more money for Chanel

Chanel, Lanvin, Balmain brzmi drogo i ekskluzywnie. Na pytanie, czy chciałabym mieć szafę po brzegi wypełnioną takimi markami, wykrzyczałabym głośno, rzucając głową z podniecenia, TAKKKKKKKK!!!! Ale czy stałabym godzinami na Marszałkowskiej, aby świadomie wkroczyć na plac boju? Zdecydowanie NIEEEEEEEEEEE!!!
Może i jestem dinozaurem i nie kumam tych klimatów, ale widok śpiących pod sklepem klientów ogrzewających się herbatką z termosu, jakoś gryzie mi się z luksusem. Oczywiście każdemu wolno, jeśli ktoś ma czas i chęci… Sama wolę zachować odrobinę klasy, nie mieć metek, wyspać się i wypić herbatę w domu.

KENZO for H&M

Kolekcja zapowiada się znakomicie! Szkoda, że dane mi będzie podziwiać ją jedynie na zdjęciach. No, chyba że ktoś zechce mi ją przesłać prosto do domu;)


rys. Mateusz Hajnysz http://mhajnysz.pl/pl/

You may also like

29 Comments

  1. Szczerze mówiąc nie zwracam uwagi na metki. Ważne jest dla mnie aby ubrania w których chodzę były czyste i abym wyglądała w nich po prostu dobrze. Jeśli już miałabym kupić coś markowego to pewnie były by to buty bądź torebka.

    1. Jasne czystość i schludność ponad wszystko no i oczywiście jakość. A ta już często idzie z lepszymi metkami (ale nie twierdzę, że zawsze). W markowych rzeczach lubię historię i całą twórczość projektanta. Więc jeśli już mi się zdarzy to nie kupuję ostatniego hitu a bardziej klasyczną rzecz będącą odzwierciedleniem danej marki. hahah mówię, jakbym miała tych rzeczy wiele, ale niestety jeszcze tak nie jest;) Pozdrawiam:)

  2. Lubię markowe rzeczy, ale nie przywiązuje do nich mocnej uwagi. Najważniejszy jest dla mnie komfort noszenia ubrania i to czy dobrze wyglądam. Choć od czasu do czasu lubię kupić coś markowego.

    1. Komfort jest najważniejszy. Nie wyglądamy dobrze w rzeczach w których się złe czujemy i żadna metka nam tego nie zagwarantuje. Nasz dyskomfort widać na pierwszy rzut oka i cały czar marki siada:/ Bardzo słuszna uwaga:) No tak ale baby jak to baby czasem lubimy sobie dogodzić:) A kto nam zabroni!Pozdrawiam!

  3. Jakoś nie czaję pędu na metki (bo metka, czy też jej brak, nie koniecznie są miarą jakości). Dla mnie ubranie ma znieść codzienne użytkowanie przez czas adekwatnie długi do ceny, a potem, gdy już się starga, znosi i w ogóle, być może mieć życie po życiu w roli szmaty do podłogi 😉

  4. Jako, że moda oznacza dla mnie jakiekolwiek ubranie, a nazwiska przez Ciebie przytaczane nic mi nie mówią, nikt by mnie nie namówił nawet na wielogodzinne wyczekiwanie na otwarcie sklepu. Ba, ostatnio kupowałam jakąś spożywkę w dyskoncie i ładowałam zakupy do mojej torby z lumpeksu. Kasjerka z zaciekawieniem spytała skąd mam torbę, bo to bardzo znana, droga marka w UK. Cóż, a ja mam ją kupioną za 20 zł/ kg 😀 To nie metka jest ważna, lecz jakość produktu.

    1. Super:) to znaczy, że jesteś niezła w szukaniu perełek i to przez przypadek:) Weźmiesz mnie ze sobą na zakupy? Bo ja kurde czasami godzinami po lumpach chodzę a tam sam Primark:/

  5. Zawsze możesz wziąć udział w ‘przepychaniu’ się online, bo przecież kolekcja dostępna jest też w sklepie internetowym h&m. I wszyscy mają równe szanse 🙂 ja nieee będę brała udziału w tej bitwie ponieważ nieee chciałabym chodzić potem w ubraniach o których wszyscy wszystko wiedzą: cenę, skąd i że pewnie właśnie komuś z rąk wywalam. Nie oszukujmy się też, dla h&m to nie znaczy że to od projektanta. To nie to samo, nie ma się czym podniecać 😀 sama też pisałam podobny post o ‘ nowym luksusie’ apropos wittchen w lidlu! Masakra. Widzę, że mamy podobne zdanie na ten temat

    1. Tak w internecie też jest szansa, ale mam chyba tak jak Ty, że nie chciałabym, żeby ktoś pomyślał, że dana rzecz zdobyta była w bitwie. Więc nie kręci mnie to. Jak powiedziałam, wolę zachować klasę a tej nigdzie nie sprzedają:) Masz racje Wittchen w Lidlu albo Loft 37 w Biedronce:/ To już temat na inny post. Pozdrawiam:)

  6. Nie kręci mnie bicie się o metkę 😉 Choć są rzeczy za które jestem skłonna zapłacić więcej, bo mi się po prostu podobają. Ale czekanie na ulicy odpada zdecydowanie 😉

  7. Dla mnie też metka ma niewielkie znaczenie.. Najważniejsze jest dla mnie czy mi się coś podoba, jak się w tym czuję i jak wyglądam. Może to być nawet bazarowy łaszek :)i nie wyobrażam sobie stać za czymś w jakiejś ogromnej kolejce.. aż takiego bzika jeszcze nie mam 🙂

    1. Czyli urodziłaś się pewnie po zmianach, skoro nie wyobrażasz sobie stania w kolejkach:P Wtedy ludzie stali, oni to dopiero mieli bzika:P Pozdrawiam gorąco:)

  8. Czyli jak chodzę z torebką Guessa po bułki do biedronki to popełniam foux pas ? 😀 Zresztą do lumpeksu też z nią zaglądam 😉 nie chce mi się zmieniać :). A tak na poważnie nie zabijam się o metki. Są rzeczy za które mogę zapłacić więcej, ale bez przesady :).

  9. Nie zwracam uwagi na metki 🙂 Nie zawsze cena idzie w parze z wysoką jakością tkanin czy wykonania, dlatego uważam, że ubranie musi nam się podobać, musimy czuć się w nim dobrze i to jest najważniejsze 🙂

    1. Tak to oczywiście jest najważniejsze jak się w czymś czujemy. Ja niestety mam czasem słabość do metek, przyznaję się bez bicia:P Czy to źle czy dobrze, nie wiem. Ale moja kasa (o ile ją uzbieram) moja sprawa:)

  10. Ja właśnie nie wiem czy to dla projektantów takie korzystne. Bo może i zasięg sprzedaży osiągają lepszy, ale chyba najpierw trzeba przemyśleć dla kogo właściwie chce się szyć – dla mas czy dla “wybranych”?

    1. Tak masz absolutną rację. To jest już temat z innej strony czy projektantom opłaca się to na tyle, że mogą pozwolić sobie na nadszarpnięcie swojej reputacji.

  11. “Sama wolę zachować odrobinę klasy, nie mieć metek, wyspać się i wypić herbatę w domu.” Jestem tego samego zdania. Brawo MY 😉

  12. Kilka lat temu poszłam obejrzeć kolekcję Marni for H&M. To był mój pierwszy i ostatni raz. To jak ludzie zachowują się w sklepach jest przykre i wręcz żałosne momentami. Lubię się fajnie ubrać, ale uwagę zwracam przede wszystkim na jakość wykonania. Także mam ciuchy i drogie, i takie z lumpeksu, a nawet coś z targu się znajdzie. I dobrą herbatę też lubię! 🙂

    1. I to jest fajne podejście:) To tak samo jak ja, raz kupuję drogo a raz za grosze:) Ale stanie za metką w takich okolicznościach niet niet niet;) Pozdrawiam:)

  13. Rewelacyjny tekst i zgadzam się z Tobą w 100%. Gdzieś mi ten luksus ginie, kiedy staje się masowy. I nie oszukujmy się ubrania z H&M, chociażby były we współpracy z najdroższym i najlepszym projektantem, nadal są ubraniami z H&M. Marzy mi się kilka cudownych ubrań od projektantów, ale pragnę ich “oryginalnych”.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *