Szczęśliwi rodzice kładą swoje dzieci wcześnie spać

Przed pojawieniem się dzieci…

…byliście z mężem zapewne bardzo szczęśliwą parą, chodziliście do kina, do restauracji. Cieszyliście się sobą, wyjeżdżaliście na wakacje, czytaliście razem książki na kanapie. Cud miód i orzeszki.

Skoro tak bardzo się kochaliście, postanowiliście, że najwyższy czas na dziecko!

Okres ciąży, czas wypełniony wielkimi planami. Obietnicami, że nie zatracicie siebie, że nadal będziecie szczęśliwą kochającą się rodziną, że nie będziecie powielać błędów rodziców… dodać do tego tylko jeszcze świąteczną scenerię niczym z reklamy coca-coli, i można by się rozpłynąć…

A jak wygląda Wasze życie teraz?

Dzieci, dzieci i cały dzień dzieci. A to nakarmić, a to przebrać,, a to starsze odebrać z przedszkola i zawieźć na zajęcia piłki nożnej, a to poczytać, a to się pobawić, a to opowiedzieć bajkę na dobranoc, a to wyściskać… I tych A TOCHÓW, znalazłabym jeszcze całe mnóstwo!

Zachciało się dzieci to macie! Dzień wypełniony nimi po brzegi, klejącą podłogę, pomalowane ściany, stos brudnych ubrań i zero czasu dla siebie. Po całym dniu padacie z mężem na twarz i tyle z Waszej wyidealizowanej wizji życia z dziećmi.

I po co było się decydować???

Ale skoro już nie macie odwrotu, to może by tak odsunąć te szkodniki czasem trochę na bok i poświecić sobie nawzajem odrobinę uwagi? Nie mówię, żeby od razu wychodzić do kina, bo to jest już wyższy poziom zaawansowania. Ale, żeby chociaż wspólne wieczory przy serialu były tylko Wasze!

Jak to zrobić?

Połóż dzieci wcześnie spać!

O której Wasze dzieci idą do łóżek? 22,23? Nie za późno?

A może nie macie określonego czasu pójścia spać? I niech się dzieje wola nieba?

Od momentu pojawienia się Ignasia w naszym życiu, znajomi i rodzina, dziwnie się na nas patrzyli, gdy my kurczowo trzymaliśmy się pewnej rutyny i godzin snu.

Twierdzili, że nie ma w nas za grosz luzu i że nie można dzieci ustawić jak w wojsku. Czułam się z tym okropnie, bo zastanawiałam się, czy aby nie jestem złą matką, zasłaniając swojemu dziecku okna o 19 30, gdy latem było jeszcze widno.

Z perspektywy czasu i doświadczeń z drugim dzieckiem, wiem, że był to najmądrzejszy krok, jaki mogliśmy wykonać.

Z DWÓCH POWODÓW:

Sen ma niesamowicie korzystny wpływ na rozwój dziecka.

Są gdzieś jakieś na to badania, ale w przytaczaniu takich rzeczy jestem słaba, więc musicie mi uwierzyć na słowo. Dziecko wysypia się:

  • co eliminuje poranne fochy
  • lepiej znosi okres jesienno-zimowy i choroby za tym idące.
  • ma więcej energii, co nie zawsze jest dla nas rodziców korzystne, ale takie są już dzieci
  • lepiej przyswajają wiedzę i chętniej uczestniczą w zajęciach przedszkolnych i poza przedszkolnych
  • mają lepszy apetyt

Wczesny kładzenie dziecka spać ma również zbawienny wpływ na Wasz związek, bo:

  • zyskujecie czas na rozmowy o dorosłym życiu
  • możecie w spokoju zrelaksować się po całym dniu
  • lub oddać się przyjemnościom na które przy dzieciach nie możecie sobie pozwolićJ

DLATEGO godzina pójścia dzieci spać jest u nas godziną świętą.

Mamy taką zasadę, że maksymalnie do godziny 21: 00, Iguś musi być wykąpany, najedzony i wyczytany:P

Julkę odstawiamy do łóżeczka już o godzinie 19:00.

Godzina 21: 01 jest równoznaczna ze startem imprezy!

No dobra, może nie zawsze, bo Jula, a w sumie jej obecnie wychodzące zęby, potrafią nam czasem zrujnować plany, no ale takie życie. Nie zawsze wszystko jest kolorowe. Czasem i na dobrą imprezę wpada nieproszony gość.

Ale gdy wszystko idzie zgodnie z założeniami, mamy wolne!!!!

Spać chodzimy w okolicach 23-24, tak więc prosta kalkulacja, zdobywamy więc ponad 3, 4 godziny wolnego czasu tylko dla siebie!

Po prostu BAJKA!

Tym oto sposobem jesteśmy małżeństwem i jednocześnie rodzicami z prawie sześcioletnim stażem. I muszę powiedzieć, że całkiem nieźle się trzymamy.

Znalezienie balansu pomiędzy czasem spędzonym z dziećmi a czasem spędzonym ze współmałżonkiem jest dość istotną podwaliną naszego szczęśliwego życia. Gdy cały nasz dzień wypełnia jedynie praca, obowiązki domowe i dzieci, zatracamy się w tym wszystkim zapominając o potrzebach osoby, z którą to wszystko stworzyliśmy. A nie stworzyliśmy tego po to, żeby później się od siebie odsunąć, a po to, by razem się tym cieszyć.

Oczywistą sprawą jest, że nie każdy wieczór możecie poświęcić na przytulasy i romantyczne kolacje. Bo tam gdzieś zza okna wychyla się WIELKI OBIADUS, który trzeba na jutro przygotować. Idźcie zatem do kuchni i ugotujcie go razem! Łączycie wtedy pożyteczne z przyjemnym np. z rozmową przeprowadzoną w świętym spokoju i to w dodatku w Waszym języku.

Nie bylibyście w stanie tego zrobić, gdyby Wasze dzieci o 21:30 nadal biegały po kuchni, prawda?

Jeśli nie wiesz jak poradzić sobie ze zmianą nawyków i kładzeniem dziecka wcześnie spać napisz do mnie geeway@geeway.pl

Twoja Gee

 

Continue Reading

Nie dawaj dziecku tableta!

ramka-strona-geeway

Moją główną misją na blogu jest pokazywanie, Wam, mamom, że czas dla siebie to bardzo ważny element szczęśliwego macierzyństwa. Nic się w tej kwestii u mnie nie zmienia. Ale jest jedno, ALE! Czas wolny tak i owszem ALE, nie za wszelką cenę!

Nie za cenę dziecka siedzącego z tabletem w ręku!

Wspólny rodzinny obiad w restauracji. Zasiadamy do stolika, składamy zamówienie i czekamy…
I o ile w restauracji nie ma kącika dla dzieci, nie zastanawiając się, ,wyjmujemy naszą ulubioną grę planszową „Pędzące żółwie” i czekamy na jedzenie.

OKRES OCZEKIWANIA NA JEDZENIE 30 MIN i …0 MINUT TABLETA

Wyjazd samochodem do Włoch z trzyletnim wtedy Ignasiem. Całą drogę śpiewamy, gramy w gry słowne, odgadujemy kształty chmur i rozwiązujemy zadanka dla trzylatków.

DROGA DO WŁOCH 23 GODZINY i…0 GODZIN TABLETA

A Ty co robisz z dzieckiem w takich sytuacjach?

  1. Wyjmujesz grę, kolorowankę lub zeszyt z zadaniami?
  2. Wykorzystujesz ten czas na rozmowę z dzieckiem?
  3. A może wręczasz dziecku tablet?

Jeśli Twoja odpowiedź to „c”, proszę, poświęć chwilę na przeczytanie tego artykułu.

Jeśli masz głębokie przekonanie, że Twojemu dziecku nie dzieje się żadna krzywda, gdy spędza czas nad tabletem, muszę niestety zburzyć Twój światopogląd!

Nadużywanie technologii przez Twoje dziecko wpływa bardzo negatywnie na jego ogólny rozwój. Każda godzina ekspozycji dziecka na technologię na wczesnym etapie życia przekłada się na przyszły spadek aktywności w szkole, gorsze wyniki w nauce, wzrost zobojętnienia i spadek empatii.

Słowa te nie są moim wymysłem, a podsumowaniem wieloletnich badań przeprowadzanych w USA (po więcej zapraszam do lektury „Efekt Wioski” Susan Pinker)

Przedstawię Ci teraz kilka mitów, które obecnie funkcjonują w naszym społeczeństwie.

Technologia wspomaga rozwój mojego dziecka

Aplikacji i rozwiązań technologicznych dla dzieci na rynku jest już co niemiara. Znajdziemy dosłownie wszystko. Aplikację do uczenia niemowlaków pierwszych słów, iNocnik, który umili nam naukę kontroli zwieracza, najróżniejsze logiczne gry dla dzieci czy aplikacje do nauki czytania i pisania. Producenci wyszli naprzeciw wszelakim potrzebom naszych pociech, tylko czy aby na pewno one tego potrzebują?

  • Czy przypominasz sobie, żeby Twój nocnik skandował, kiedy po raz pierwszy zrobiłaś do niego kupę? Czy raczej to mama biła Ci brawo i wycałowała z radości?
  • Czy czujesz się poszkodowana, przez to, że to mama uczyła Cię pierwszych słów, a nie urządzenie elektroniczne
  • Czy nie miło wspominasz granie z rodzicami w pierwsze gry planszowe, śmiejąc się przy tym i spędzając z nimi niezapomniany czas.

Aplikację możemy wymyślić dosłownie na wszystko, ale czy jest coś, co może zastąpić dziecku rodzica?

Gdy sadzasz dziecko przed ekranem, aby spokojnie móc zająć się swoimi sprawami, wpadacie w dwa osobne niezwiązane ze sobą światy. Ty sprzątasz i gotujesz, a dziecko siedzi zamknięte w swoim pokoju. Nie dyskutujecie, nie wymieniacie się spostrzeżeniami, nie śmiejecie się. Pozbawiacie się interakcji, która ma niesamowicie korzystny wpływ na jego rozwój.

Nic nie zastąpi bezpośredniego kontaktu rodzica i dziecka, jeśli chodzi o rozwój umiejętności językowych oraz rozwój poznawczy i społeczno-emocjonalny.

Czas, który poświęcasz dziecku to najlepsza inwestycja w jego rozwój. Dziecko poprzez interakcję z rodzicem uczy się rozmawiać, rozpoznawać emocje, i funkcjonować w społeczeństwie A co najważniejsze czuje się potrzebne i kochane i właśnie to kształtuje go na całe życie.

Każda godzina Twojego dziecka przed ekranem to godzina mniej na rozmowy i wspólne zabawy.

W naszym domu staramy się, aby dzieciaki brały czynny udział w życiu rodziny. Zamiast tableta, gdy nie mamy dla nich czasu, proponujemy pomoc w obowiązkach domowych lub zachęcamy do samodzielnej zabawy. O dziwo, dość dobrze się to sprawdza. Ignaś uwielbia majstrować w kuchni, a Julka zawsze z chęcią poprzerzuca makaron z miski do miski.

Moje dziecko uczy się, grając w gry edukacyjne i oglądając bajki

Przekonanie, że Ty ogarniasz dom, a Twoje dziecko w tym czasie uczy się na tablecie, jest bardzo naiwne. Dziecko wpadając w świat technologii, przepada, często tępo patrzy się w ekran, niewiele z tego wynosząc.
Początkowo głęboko wierzyłam, że mój Ignaś uczy się, oglądając bajki w języku angielskim. Wydawało mi się, że skoro my dorośli, często uczymy się, jakichś słów w innym języku słuchając muzyki bądź oglądając filmy, to dzieci też tak mają.

Nic bardziej mylnego!
Po kilku tygodniach oglądania w kółko tej samej bajki moje dziecko nie było w stanie mi jej w żaden sposób streścić. A ja naiwna sądziłam, że tym sposobem nauczy się języka.
Ilość bodźców, którą dziecko otrzymuje, wpatrując się w ekran, jest tak duża, że małe główki nie są w stanie tego wszystkiego przetworzyć. Do dziecka docierają jedynie kolorowane obrazy i zmieniające się dźwięki.

Zapytałaś kiedyś swoje dziecko, o czym była bajka? No właśnie, rzadko kiedy maluchy potrafią odpowiedzieć na to pytanie. A mimo wszystko lgną do bajek jak opętane. Bo tym, co je przyciąga to zmieniający się obraz, soczyste kolory i dźwięki. A nie treść, a tym bardziej nauka!

Dlatego zamiast, podsuwać dzieciom gry typu MEMORY w wersji elektronicznej usiądź z nim i razem zagrajcie w wersje papierową. Zapewniam Cię, że wyniesie z tego o wiele więcej aniżeli z wersji elektronicznej.

W przeprowadzonych przez Dimitra Christakisa badaniach stwierdzono korelację pomiędzy wpatrywaniem się w ekran we wczesnym dzieciństwie a niższymi wynikami w testach oceniających rozwój językowy, poznawczy i emocjonalny w późniejszym wieku. (tu też zapraszam do lektury „ Efekt Wioski” Susan Pinker)

Tak więc, nie jest to mój wymysł a potwierdzone badaniami wyniki.

Nie chcę tu nic ujmować świetnym programom edukacyjnym, bo pewnie wiele z Was korzysta i jesteście zadowolone. Pewnie coś tam te małe główki zawsze przyswoją. Ale pytanie, czy warto, skoro idzie za tym tyle negatywnych konsekwencji.

Dziecko które, nie używa tableta nie poradzi sobie w przyszłości.

Powiem tak, skoro często 8 miesięczne dziecko jest w stanie odblokować telefon i wykonać na nim proste czynności, to czy naprawdę sądzisz, że nie poradzi sobie z tym za kilka lat? Interfejs takich urządzeń jest zazwyczaj tak łatwy, że radzą sobie z nim nawet niemowlaki. Producentom nie zależy na tym, żeby tworzyć urządzenia skomplikowane w użyciu. Także spokojnie, nic nie stanie się Twojemu dziecku, jeśli na parę lat wstrzymasz się z podawaniem mu ekranów dotykowych. Ty sobie dałaś radę, mimo braku styczności z takimi urządzeniami w dzieciństwie. Więc Twoje dziecko też da sobie radę.

Podobno używanie tabletów i oglądanie bajek przez dzieci w wieku do 2 lat, ma wręcz katastrofalne skutki odbijające się na ich rozwoju Do drugiego roku życia w ogóle nie powinno się zatem podsuwać dzieciom takich rozwiązań, a później również bym się nie spieszyła. Im dłużej wstrzymamy się z technologią u dzieci, tym bardziej uchronimy je przed negatywnymi konsekwencjami na etapie ich wczesnego rozwoju.

Co więcej, pokusiłabym się o stwierdzenie, że dziecko prędzej będzie miało problemy w szkole, używając tableta we wczesnym wieku, aniżeli to, które tego tableta nie dostaje.

Wszystkie dzieci grają

Nieprawda! Są na tym świecie rodzice, którzy nie pozwalają dzieciom używać telefonów, tabletów i komputerów do pewnego roku życia! Moje dziecko dopiero w tym roku (mając obecnie 5 lat) po raz pierwszy dostało pozwolenie na granie 2 razy w tygodniu po 40min.

Często narażona jestem na krzywe i mało pochlebne spojrzenia ze strony innych mam. Zołza! Sztywniara! Liczę się z tym, ale swojego postępowania zmienić nie zamierzam.

Obserwuję moje dziecko i widzę, że nie dzieje mu się żadna krzywda, gdy odmawiam mu gry na telefonie. Jasne pyta, drąży, czasem się foszy i wychodzi do pokoju, trzaskając drzwiami. Ale już wie, że wytyczyliśmy sobie pewne granice, których nie będziemy przekraczać. I zazwyczaj szybko mu przechodzi. Wraca, wtula się, a wtedy ja, staram się, wymyślić w zamian coś fajnego co możemy zrobić razem. Chociażby nawet wstawić pralkę. On sortuje ubrania po kolorach, Jula przeczołgując się w tę i we w tę wszystko mu miesza, ten się złości i każe jej wszystko naprawiać… śmiesznie jest. I tak mija nam wspólne popołudnie.

Ograniczanie dzieciom dostępu do technologii w dzisiejszych czasach nie jest sprawą łatwą. Wymaga niestety sporej konsekwencji i cierpliwości. Ale jest osiągalne. Przetestowałam to z moim pięciolatkiem i nie zamierzam zmienić zasad przy Julce. Widzę tego ogromne plusy i wytrwam w moich postanowieniach nawet kosztem mojego wolnego czasu. Bo wiem, że warto i nie dam się zwariować. Wy też nie dajcie się zwariować dzisiejszym czasom. Tu przecież chodzi o Wasze jedyne dzieci.

Post ukazał się również gościnnie na Blogi Mam


fot. Mr Blacksheep Photography

Continue Reading