Wciąż prosisz i powtarzasz, a Twoje dziecko ma Cię w d….

Prosisz kilkukrotnie o coś swoje dziecko, a czujesz się jakbyś wciąż mówiła do ściany?

 Starasz się podejść je sposobem, ale niewiele to daje, bo w odpowiedzi słyszysz ciszę lub przeszywające NIE?

 Zdarza Ci się unieść, bo ileż razy można powtarzać, ale wtedy zwykle jest jeszcze gorzej?

Mogę powiedzieć Ci jedno: nie jesteś osamotniona.

Chyba każdy rodzic przez to przechodzi.

Nic mnie bardziej nie wyprowadza z równowagi niż lekceważenie moich próśb typu: sprzątnij, proszę, w pokoju, umyj zęby czy pościel łóżko.

Z reguły staram się być miła i spokojna, mówić zachęcającym tonem i nie wprowadzać niepotrzebnie nerwowej atmosfery. Rezultaty są wtedy 50:50. Raz się udaje, a raz nie ma mowy o współpracy.

Przecież z nim rozmawiam, tłumaczę, zachęcam

ale czasem czuję się, jakbym rzucała grochem o ścianę!

Mycie zębów, ubieranie się, ścielenie łóżka, odstawianie naczyń do zlewu to czynności, które niezmiennie powtarzają się każdego dnia. Wychodzę z założenia, że dyskusje czy sprzeczki na ich temat są absolutnie zbędne i zabierają nam bardzo dużo czasu, energii i cierpliwości.

Niestety Ignaś wielokrotnie się przeciw nim buntował, przedłużał i mówił, że ich nie zrobi.

Przez takie sytuacje spóźnialiśmy się często do przedszkola. Rozstawaliśmy się też w mało ciekawej atmosferze. Bo już o poranku zdążyliśmy się wszyscy na siebie zezłościć. Później Ignaś przepraszał i mówił, że już będzie nas słuchał, gdy go o coś prosimy. Następnego dnia sytuacja powtarzała się.

To mnie wykańczało. Wieczne powtarzanie, proszenie, rozmowy, że tak nie można. Znacie to? Czułam, że wszystko wymyka się spod kontroli. a my denerwowaliśmy się, że jesteśmy bezradni.

Byłam w kropce. Miałam wrażenie, że moje wysiłki i dobre chęci idą na marne. Moje dziecko zaczęło dorastać, a chęć bycia niezależnym stawała się coraz bardziej wyraźna.

Im dziecko starsze, tym więcej dyskusji, przedłużania, buntu, podkreślania własnego zdania i tekstów w stylu: „no i?” „dlaczego mam robić to, co Ty mi każesz?” i wiele innych.

Spędziłam godziny, dni, tygodnie, a nawet miesiące na szukaniu właściwego rozwiązania. Szukałam informacji w Internecie, przeczytałam mnóstwo książek, pytałam innych mam. Aż w końcu doszłam w czym rzecz.

Dzieci mają obowiązki w d…, z tego samego powodu co Ty!

Dla nas dorosłych oczywiste jest, że codziennie musimy się umyć, ubrać, zjeść śniadanie. Dla dzieci ten aspekt jest daleki od oczywistości. Te czynności to jedynie “przeszkadzajki”, które odciągają je od fajnych rzeczy.  Dlatego, gdy prosiliśmy o coś Ignasia, on odpowiadał “zaraz” i wracał do świata zabawy. Po czym oczywiście, po chwili zapominał o tym, co miał o zrobienia.

Wkraczaliśmy w jego świat z niewygodnymi wymaganiami, gdy on w głowie miał jedynie zabawę. Trudno się dziwić to jeszcze dziecko.

My dorośli, choć ciężko się pewnie niektórym przyznać, też nieraz mówimy sami sobie “zaraz”, odkładając mniej przyjemne rzeczy na potem (czyt. obowiązki). Zanurzamy się w strefę komfortu jak np. oglądanie seriali, czytanie książek czy inne. Udając, że nie mamy nic do zrobienia. Czyż nie?

To się moi mili nazywa prokrastynacja, czyli odkładanie nieuniknionego na później.

Dlatego nie dziw się, gdy np. prosisz swoje dziecko o zakończenie zabawy i sprzątniecie klocków, on jest daleki od spełnienia Twojej prośby. Odrywasz go od zabawy, czegoś przyjemnego, a prosisz o sprzątanie!

Come on!

Rozumiesz, w czym rzecz?

W całej tej układance zabrakło nam jednego elementu

Gdy Ignaś był mniejszy, nasza współpraca była rewelacyjna. Wszystko odbywało się według pewnych schematów i planu. Znał rytm dnia i wszystkie rytuały. Wiedział, że gdy je kolację, zaraz będzie książeczka na dobranoc i czas spania. Świetnie się w tym odnajdował i rewelacyjne z nami współpracował. Nie miał zbyt wielu obowiązków, a we wszystkim pomagali rodzice.

Wszystko zaczęło się zmieniać, gdy zaczęliśmy od Ignasia więcej wymagać, a jednocześnie jego poczucie niezależności i własnego zdania zaczęło się rozwijać.

Zaczął się sprzeciwiać, przedłużać i nie robić tego, o co go prosimy. Skupiliśmy wtedy całą uwagę na rzekomym buncie, zaniedbując przy tym naszą… codzienną rutynę.

Zapomnieliśmy o fundamentach dobrej komunikacji z Ignasiem. O tym, że przecież dzieci lubią wiedzieć, co po czym następuje. Bo przecież, gdy znają plan, rytuały i zasady, czują się bezpieczniej i lepiej wtedy współpracują.

Niemowlaki czują się bezpiecznie, gdy rodzice poruszają się w powtarzalnym rytmie dnia. Daje to maleństwu poczucie komfortu, że wszystkie jego potrzeby zawsze będą na czas zaspokojone. Bo gdy mamusia kąpie, to wiadomo, że zaraz będzie karmienie. Codziennie przecież tak jest, prawda?

W przypadku dzieci starszych odnosi się to bardziej do zasad ogólnie panujących w domu. Dzieci poruszające się w środowisku, gdzie określony schemat dnia powtarza się codziennie, czują się bezpieczniej, ponieważ wiedzą:

  • jaki jest plan dnia oraz co po czym w ciągu dnia następuje;
  • czego oczekują od nich rodzice;
  • jakie są ich codzienne obowiązki, gdyż taką listę wspólnie z rodzicami stworzyli.

No dobra, ale jak ma się prokrastynacja do rutyny?

Codzienne obowiązki najlepiej wykonywać rutynowo, bez większego zastanawiania i rozczulania, że nam się nie chce. Gdybym tak codziennie rano dywagowała, czy chce mi się wstawać, myć i iść do pracy, traciłabym jedynie swoją energię. Bo oczywistym jest, że te rzeczy muszę zrobić.

Tak samo powinno być z dziećmi. Codzienne obowiązki i tak trzeba wykonać.

Bo jak to tak w piżamie i bez mycia zębów do przedszkola?

A im więcej my upominamy dzieci i im bardziej one się sprzeciwiają, tym więcej tracimy wszyscy energii na przepychanki, sprzeczki i konflikty.

Dlatego codzienne obowiązki najlepiej zamienić w nawyk.

A nawyk to nic innego jak zautomatyzowana czynność, którą nabywa się w wyniku ćwiczenia (według Wikipedii).

Znalazłam rozwiązanie!

Połączyłam dwie rzeczy:

BUDOWANIE NAWYKÓW

i

ELEMENT ZABAWY

Tak, aby zachęcić Ignasia do codziennych obowiązków poprzez zabawę. A jednocześnie konsekwentnie wypracowywać w nim nawyk, wykonywania tych wszystkich, mniej przyjemnych, czynności w ciągu dnia.

Spisałam wszystkie czynności, jakie Ignaś powinien robić rano. Wszystkie obowiązki umieściłam na osobnych kartkach tak, aby były bardziej czytelne i łatwiejsze do zapamiętania.

Pokazałam je Ignasiowi. Wspólnie ustaliliśmy, które z kart będą należały do jego obowiązków, a w których potrzebuje jeszcze pomocy. Ustaliliśmy, że będziemy do nich codziennnie wspólnie zaglądać, a on będzie odkładał wykonane zadania na bok.

Karty bardzo mu się spodobały, wieczorem je przeglądał i czytał wszystkie napisy. Rano rozłożyliśmy je na blacie w kuchni i zaczęliśmy naszą przygodę.

Jak nam szło?

Z początku z wykonywaniem samych czynności było różnie. Trochę narzekał, że nie chce mu się ich wszystkich wykonywać, że za dużo itd. Podobała mu się jednak idea odkładania karteczek na bok.

Tak dzień w dzień, wracaliśmy do Rutynka, czasem z większym, czasem z mniejszym zaangażowaniem. Ale codziennie.

Chwaliliśmy Ignasia za samodzielność i dziękowaliśmy za pomoc w organizacji dnia. Mówiliśmy mu, że jest to dla nas bardzo ważne i docenialiśmy, że się angażuje.

Aż pewnego razu Ignaś rano przyszedł do kuchni, oznajmiając nam, że już się umył, ubrał, pościelił łóżko i jest gotowy do śniadania.

Szczękę zbierałam z podłogi! Pierwszy poranek, bez upominania, napiętej atmosfery, zbędnego pośpiechu.

Mamy to! Mamy nawyk!

 – „Skoro zadziałało to u nas, to może zadziała u innych” – pomyślałam.

Tak powstał Rutynek, czyli karty codziennych obowiązków dla dzieci

Rutynek to mały pomocnik Twojego dziecka. Za pomocą kart, krok po kroku, pokazujesz mu jakie obowiązki powinien wykonać rano, w ciągu dnia i wieczorem.

Karty pomagają sprawnie, bez narzekania, a często nawet z uśmiechem na twarzy, przejść przez kolejne etapy dnia.

Zamiast słuchania zrzędliwych rodziców, którzy zawsze czegoś chcą, dziecko ma okazję do samodzielnej zabawy w odhaczanie obowiązków.

ZAMIAST UPOMINANIA – FAJNA ZABAWA

ZAMIAST ZŁOŚCI – PRZYJEMNA ATMOSFERA

ZAMIAST MARNOWANIA CENNYCH MINUT I GODZIN NA PRZEPYCHANKI, CZAS NA TO, CO ZDECYDOWANIE PRZYJEMNIEJSZE 

Rutynek nie jest jeszcze w sprzedaży. Obecnie ciężko pracuję nad sklepem w którym karty będą dostępne. Jeśli jesteś zainteresowana, możesz zapisać się na listę oczekujących, a ja powiadomię Cię o starcie sprzedaży.

Zapisać możesz się tutaj

Czy to działa?

Oczywiście!!!

Z Rutynkiem zaprzyjaźniło się nie tylko moje starsze dziecko, ale też dzieci moich znajomych. Wszyscy jednogłośnie mówimy, że to działa.

Pani Miniaturowa: Rutynka testujemy z synem od dwóch tygodni. Choć jesteśmy już nieco “za duzi” na tego rodzaju rozwiązania, u nas sprawdza się świetnie. Dlaczego? Ponieważ moje dziecko musi samodzielnie odprawiać się do szkoły, a Rutynek pomaga mu sprawdzić, czy z rana zrobił wszystko co powinien. Mój syn odziedziczył po mnie poranne roztrzepanie. Pamiętam, jak moi rodzice wiele razy prosili mnie “idź się umyj”, “zrobiłaś już to?”, a “zrobiłaś już tamto?”. A ja wiecznie półprzytomna z rana nie rozumiałam o co im chodzi, czemu już dziesięć razy powtarzają to samo 😉 Chciałam oszczędzić mojemu dziecku takich wspomnień, dlatego uznałam, że Rutynek to coś, co nam pomoże. Syn teraz bezproblemowo wychodzi do szkoły i nie musimy się oboje martwić, synek w domu, a ja w pracy, czy zrobił wszystko co miał. Teraz na spokojnie mogę jeździć na 7:00 do pracy i nie muszę wydzwaniać do syna, czy aby na pewno zrobił to i tamto. Teraz gwarantuje mi to uśmiechnięta buźka na kartach Rutynka. Jeżeli pragniesz wspomóc swoje dziecko w nauce samodzielności lub chcesz wyrobić w nim dobre nawyki i zadbać, by bez Twojego rodzicielskiego marudzenia chętnie wykonywał poszczególne czynności w ciągu dnia, koniecznie spraw sobie karty Rutynek. 

Polecam, 

Pani Miniaturowa, mama taka sama jak Ty, tylko miniaturowa.

INSPIRACJE MAMYZ rutynka korzystaliśmy kilka razy w wakacje i mam bardzo pozytywne odczucia- Igor angażował się w wykonywanie zadań z kart.

MAMA POZA SCHEMATAMI: Filip bardzo się  zaciekawił, gdy karty do nas doszły. Z chęcią przyglądał się jak je rozkładam.  U nas Rutynek działa bardziej jak takie złote hasło, bo Filip sam o nich szybko zapomina. Ale słowa:  “Ale wiesz jak jest w rutynku? Co robimy po przyjściu z dworu?” działają i idzie umyć ręce.  Jest “mniej walki” pytanie czy to przypadek, czy zasługa Rutynka?:) Karty są bardzo dobrze wykonane. U nas były rzucane, deptane… i wyglądają cały czas tak samo.

Ewa: Karty Adasiowi się bardzo spodobały. Cieszy się kiedy je odwraca buźką do góry. Ograniczyliśmy liczbę kart, bo na niektóre jest jeszcze za mały.

Ania: Korzystamy codziennie. W pierwszy dzień przy kolacji było ogromne zainteresowanie. Mój mąż wszystko Jagodzie wytłumaczył. Rano wstała niewyspana i nie chciała się ubierać, ścielić łóżka, dzień jak co dzień. Na co mąż powiedział, że idzie po karty i sprawdzimy co musimy zrobić rano. Przyszedł, a łóżko było pościelone;) Karty sa wygodne, maja jasny i rzeczowy przekaz, idealny dla dzieci. Generalnie produkt uważam za udany

Ewa:  Kolejność ustawiania kart poszła super. Karty są przejrzyste i logiczne dla małych 

Pozdrawiam, Twoja Gee

fot:  Mr Blacksheep Photography


Głęboko wierzę w to, że kluczem do szczęśliwego macierzyństwa jest przede wszystkim szczęśliwa i spełniona mama. Wiem też, jak ciężko jest nam mamom wygenerować chwilę dla siebie. Dlatego przygotowałam dla Ciebie serię maili, w których opisuję moje sposoby na to aby w ciągu dnia pełnego obowiązków i wyzwań nie zapomnieć o sobie.

Po przeczytaniu maili:

  • Z łatwością wygenerujesz chwilę dla siebie
  • Nauczysz swoją rodzinę, że każdy ma swoje potrzeby i każdy potrzebuje czasu tylko i wyłącznie dla siebie. Nawet MAMA!
  • Twoje życie będzie bardziej poukładane i spokojniejsze
  • Ograniczysz elementy zaskoczenia, które w łatwy sposób dezorganizują Ci dzień
  • Dzieci widząc spokojniejszą mamę, same będą spokojniejsze i szczęśliwsze.

Zapisz się poniżej, a otrzymasz pierwszego maila już dziś!

You may also like

30 Comments

  1. U nas nie ma problemu ze starszakiem jeśli chodzi o obowiązki…z młodą idzie nam opornie, ale widzę mały progres.W naszym przypadku sprawdza się konsekwencja i opcja “słucham Ciebie tak, jak Ty mnie”

    1. Tak słucham Ciebie tak jak Ty mnie to czasem rzeczywiście dobra opcja. Niestety u nas odwróciło się to i teraz czasem Ignaś tez potrafi nam tak odpowiedzieć;)

  2. Przeraziłaś mnie. Skoro Ty, z twoim zamiłowaniem do rutyny miałaś takie problemy z Ignasiem, to co będzie kiedy moja córka podrośnie… u nas od 1,5 roku każdy dzień wyglądał inaczej. Nie mamy żadnego planu dnia, robimy to, co nam przyjdzie do głowy, nie mówiąc już o tym, że co chwilę gdzieś wyjeżdżamy.

    1. Różnie to jest, nie każade dziecko jest takie samo i nie zawsze potrzebuje rutyny. Także głowa do góry. Rutyna to jedno z rozwiązań:)

  3. Zdecydowanie brakuje mi tej cierpliwości w przekonywaniu dzieci do pewnych spraw. Przy jednej miałam jej pokłady, z dwoma limit jest na wyczerpaniu 😀 chętnie wypróbuję Twoich metod, bo już mnie czasem gęba boli co chwila to samo powtarzać 😀 mam nadzieję, że nie znudzi im się po paru dniach (a mi nie zabraknie konsekwencji;)). Dzięki za ten post, idę się wyciszyć 😀

    1. Każdej z nas brakuje czasem cierpliwości, to zupełnie normalne. Ja też powtarzałam i nadal czasem muszę powtarzać. Przychodzą różne etapy i cały czas musimy się uczuć swoich dzieci i podejścia do nich;) Takie macierzyństwo już jest:)

  4. U nas baaardzo ciężko z obowiązkami, większość rzeczy staram się robić z synem na zasadzie, ja pomogę Tobie a Ty mi, jednak coraz częściej syn pokazuje rogi i ewidentnie robi mi na złość, będziemy nad tym mocno pracować 🙂

  5. Te karty codziennych obowiązków wydają się być jakimś rozwiązaniem, zastanawia mnie tylko ich jakość. Bo jeśli używamy je codziennie, czy się szybko nie zniszczą.

    1. My mama je już od 3 miesięcy i nic szczególnego się z nimi nie dzieje. Dodatkowo testowało je wiele osób i wiele z nich mówi, ze jakość wykonania jest naprawdę dobra:)

  6. Bardzo ciekawa kampania. Ja od niedawna wróciłam do pracy. Pracuję w przedszkolu z grupą dzieciaczków w wieku 2-3 lat. Wiek dzieci przybliżony do mojego szkraba (2,4 miesiące). Ostatnio mamy niezły hardcore. Młody się mnie w ogóle nie słucha. Zanim wróciłam do pracy, zajmowałam się dzieckiem. Teraz częściej jest to mąż lub ktoś z rodziny. Młody nie słucha, robi wszystko na opak. Jest ciężko tym bardziej, że w pracy z dziećmi nie mam problemu, słuchają poleceń, łatwiej mi do nich dotrzeć. Problem chyba leży w tym, że bliscy podczas zajmowania się synkiem, nie dostosowują się do naszych rytuałów, które wprowadziłam będąc z młodym w domu. Wracając po pracy zmęczona, wszystko muszę robić od nowa i tłumaczyć synkowi wiele rzeczy.Ech…

    1. Tak jeśli ktoś wchodzi nam z rutyną w paradę, to rzeczywiście nie jest to najłatwiejsze. Ale chyba mimo wszystko warto budować nawyki, bo dobrze wypracowany nawyk zostaje z nami na zawsze:)
      Ja bym na Twoim miejscy się nie poddawała, bo to może zaprocentować na przyszłość. A innym członkom rodziny na spokojnie wytłumaczyć o co chodzi i poprosić o stosowanie się do Twoich zasad. Pozdrawiam

  7. U mnie, jak byłam dzieckiem, też głównym hasłem było “zaraz” 😉 Bardzo fajny pomysł z tymi kartami, możliwość odkładania wykonanych zadań na bok i kolekcjonowania ich działa bardzo motywująco, szczególnie, jeśli później dostaje się od rodziców pochwały, albo, jeśli rodzice chwalą się znajomym, jakie mają grzeczne i pomocne dziecko. Sama co prawda nie mam jeszcze dzieci, ale z przyjemnością czytam o sposobach na wychowanie i zbieram wiedzę, która w przyszłości może mi się bardzo przydać 🙂

  8. hmm. Sposób ciekawy, ale póki co u nas jest zbyteczny i mam nadzieję, że tak już pozostanie:) w porównaniu do tego, co piszą ludzie, którzy mają dzieci w wieku mojej córki, to trafił mi się wyjątkowy egzemplarz;)

    1. Jasne ten problem pewnie nigdy nie znika na zawsze;) Obowiązki są obowiązkami i wiadomo, że my dorośli a szczególnie dzieci się od nich trochę migamy;)

  9. Jeszcze nie mam dzieci i raczej szybko mieć nie będę, ale jestem wolontariuszem na świetlicy i rodzice często przychodzą z takim problemem, polecę tę kampanię i może wesprą ten projekt. Oby tak było! 😉

  10. 1. Nie słyszałam jeszcze o tym portalu. Ciekawa sprawa. Zajrzę na pewno!
    2. Gdy byłam dzieckiem to rodzice mojej koleżanki zrobili dla niej i jej rodzeństwa tablicę obowiązków, podobną jak mieliśmy w przedszkolu. Za każdą zrobioną rzecz dostawali znaczki na tablicę. Po całym tygodniu było podsumowanie. Nie wiem jakie nagrody dostawali. Ale Twoje karty mi o tym przypomniały. Rutyna to słowo-klucz 🙂

    1. Zapraszam serdecznie:)
      Te tablice ze znaczkami z tego co wiem, to nadal funkcjonują w wielu domach i wielu się też sprawdzają:) Pozdrawiam:)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *