WORK – LIFE BALANCE kiedyś nadejdzie, czyli największe kłamstwo, w jakie wierzysz.

Obiecałam Wam, że już nie będę wracać do kampanii Rutynka. Jednak żeby dobrze zobrazować moje przesłanie, na chwilę chciałabym wrócić do okresu kampanii.

Na co dzień pracuję z domu. Podjęliśmy z mężem taką decyzję, aby jedno z nas, mając bardziej elastyczną pracę, mogło swobodnie odbierać dzieci, zawozić je na zajęcia czy zostawać w domu w razie ich przeziębienia.

Sądziłam, że tym sposobem uda mi osiągnąć mój wymarzony i jakże osławiony stan work-life balance. Wydawało się to takie realne. Skoro z założenia jestem w domu, na pracę poświęcam mniej czasu niż poprzednio, a jej godziny są elastyczne.

Nic tak bardzo nie zrujnowało mojej wizji jak przeprowadzenie kampanii Rutynka. Jak już wiecie z poprzednich postów, kampania kosztowała mnie sporo stresów i wysiłku. (Więcej znajdziesz tutaj i tutaj.)Przez bity miesiąc wszystkie moje myśli skupiały się właśnie na niej. Myślałam o Rutynku w dzień i w nocy. W toalecie i pod prysznicem. Przy wspólnym obiedzie z rodziną i kiedy lunch konsumowałam sama.

Przecież praca nad „swoim” miała odbywać się w sielsko anielskiej zbalansowanej atmosferze! A zamiast tego w drodze po dzieci, załatwiałam jeszcze w biegu ostatnie maile. Odkładałam na bok telefon, kiedy byliśmy już razem w domu, ale to nie oznaczało, że skończyłam pracę. Ona nadal działa się w mojej głowie. A ja tylko czekałam, aż dzieci pójdą spać, żebym mogła odpisać na zaległe wiadomości.

Wtedy zrozumiałam, że balansu nie mam. Jedyne co mam to WYBÓR

Kampania pochłonęła mnie jak niejeden duży projekt w korporacji. Zaburzyła mój balans i wtargnęła na rodzinne terytorium. Nie musiało tak być, bo mogłam iść drogą, w której nie podejmuję walki o sukces kampanii. Ale, z pełną świadomością wybrałam Rutynka. Oboje z mężem wiedzieliśmy, z czym się to wiąże. Na chwilę zniknęłam i przekierowałam całą uwagę na pracę.Teraz jestem już z powrotem, bo Rutynek okupuje drukarnię, a ja po pracy ponownie mogę spędzać świadomy czas z moją rodziną.

 Idealny stan rzeczy

Work-life balance istnieje często w naszych głowach jako wyidealizowany stan umysłu. Marzymy o nim, wizualizując sobie własną firmę, pracę z domu czy odcięcie się od korporacji, wierząc, że w przyszłości może doświadczymy życiowej równowagi.

Dyskutowałam kiedyś ze swoim znajomym o moich planach na własną firmę. Rozmowa miała zabarwienie nieco coachingowe i padło w niej pytanie: „dlaczego tak naprawdę chcę mieć coś swojego”. Ja bez wahania odpowiedziałam: „bo chce mieć w końcu czas dla swojej rodziny”. Zdziwienie w jego oczach poprzedzało pytanie: „ale czy naprawdę sądzisz, że własna firma da ci więcej swobody”.

Nie rozumiałam, o co mu tak właściwie chodzi, aż do momentu, w którym poczułam totalne wypalenie (przez przepracowanie), próbując rozkręcić pierwszy biznes internetowy. Miałam to, co chciałam, ale w żaden sposób nie zbliżało mnie to do życiowej równowagi.

Zawsze będzie coś „jeszcze” do zrobienia

Może się często wydawać, że jak już coś odhaczymy na swojej liście, coś osiągniemy, coś zakończymy, to właśnie wtedy będzie odpowiedni moment, aby zadbać o równowagę w życiu.

Nic bardziej mylnego. Po skończeniu dużego projektu w firmie, wcale nie oznacza, że kolejny, większy się nie pojawi. To tylko mrzonki i nasze nadzieje. Prasując godzinami stertę ubrań, chyba nie sądzisz, że zaraz nie wstawisz kolejnej pralki?

Zawsze będzie coś! Odkładamy równowagę na później, racjonalizując podejmowane decyzje. Na przykład postanawiamy zostać dłużej w pracy, odpowiedzieć na jeszcze jednego smsa czy napisać jeszcze jeden rozdział książki.

To Ty decydujesz, na co poświęcasz swój czas i energię

Work-life balance nie dzieje się ot tak, po prostu. Nie dostaniemy też go od nikogo w prezencie. To Ty świadomie musisz podjąć decyzję, że zaczynasz o niego dbać. Nie jak zadzieje się coś czy coś innego. Najlepiej zacznij działać tu i teraz.

Wyobraź sobie sytuacje, że rozkręcasz swoją firmę. Jak myślisz, kiedy będzie odpowiedni moment na ten idealny stan rzeczy? Jak zarobisz pierwszy tysiąc, pięć tysięcy, dziesięć, a może sto? Co będzie dla Ciebie oznaką, że już czas?

Często wydaje nam się, że jak biznes już będzie rozkręcony, przynosił większe zyski, będziemy mieli większych klientów, to wtedy będziemy mogli sobie pozwolić na spokój. Ale czy przypadkiem wtedy nie czeka nas większa odpowiedzialność, więcej oczu będzie na nas patrzeć (w przypadku np. bloga), projekty będą poważniejsze i każdy błąd u większego klienta może ciągnąć za sobą lawinę konsekwencji? Czy w takich okolicznościach będziemy w stanie nagle się „wyluzować” i zadbać o wymarzony balans?

Życiowa równowaga nie jest zależna od czynników zewnętrznych. Jest zależna od nas samych. Bo to właśnie my o niej decydujemy. Nie nasz szef, terminy, projekt czy wyzwania, jakie stawia przed nami nasza własna firma.

Równowaga jest wtedy, kiedy to Ty podejmujesz świadomą decyzję, na co poświęcasz swój czas i energię. Jeżeli nie znajdziesz na nią czasu teraz, to nie przyjdzie ona sama później. Wszystko to kwestia ŚWIADOMYCH wyborów.

Jeśli wybierasz, że chwilowo musisz poświęcić się pracy, nie obwiniaj innych za brak czasu dla rodziny, siebie czy Twoje zainteresowania. To Ty stoisz za decyzjami, które kształtują twoje życie. Mówiąc i tłumacząc, „że taka praca”, pozostawiasz swoje życie w rękach innych.

Chcę mieć więcej czasu na…

Ciągle narzekamy na brak czasu. Rozmyślamy, co moglibyśmy robić, gdyby doba była dłuższa. Gdy głębiej przeanalizujemy swój dzień, może się nagle okazać, że czasu wcale nie mamy aż tak mało, problem jest raczej z jego efektywnym wykorzystaniem.

Tracimy często czas na zastanawianie się nad niemożliwym zamiast skupić się na tym, co jest w zasięgu ręki. Jeśli powiesz sobie: „chcę mieć więcej czasu dla rodziny”, zapewniam Cię, że możesz osiągnąć to już dziś, np. dzięki odłożeniu na bok smartfona, na którym co chwila wyświetlają się powiadomienia o nowych mejlach, lub po prostu wyłączeniu wszystkich notyfikacji związanych z pocztą, komunikatorami i innymi, podobnymi aplikacjami. Wtedy podejmujesz świadomą decyzję, kiedy sięgasz po telefon, i możesz być obecna całą sobą dla swojej rodziny.

Gdy wracasz do domu, a po głowie nadal chodzi Ci praca, Twoja uwaga z chwili, którą chciałaś poświęcić rodzinie, ciągle przekierowywana jest na sprawy zawodowe.Tym sposobem ani nie poświęcasz czasu najbliższym, ani nie za bardzo możesz skupić się na przychodzących wiadomościach. Nie jest to efektywne  wykorzystanie czasu. A tym bardziej nie zbliża Cię to do osiągnięcia życiowej równowagi. Przeplatasz ze sobą te czynności, nie skupiając się dobrze na żadnej z nich.

Nie liczy się ilość, a jakość

 Narzekamy, że za mało czasu poświęcamy dzieciom, twierdząc, że dobra zabawa to np. cały wolny, bez żadnych obowiązków weekend. Problem w tym, że taki może się nigdy nie wydarzyć. Bo zawsze będzie coś do zrobienia. A to trzeba będzie ugotować obiad, wstawić zaległą pralkę czy odwiedzić dziadków lub nadrobić coś w pracy.

Pisząc ten post, można by rzec, że nadwyrężam rodzinny weekend (i daleko mi do równowagi pomiędzy pracą a rodziną), bo robię to w niedzielne popołudnie. Robię to dziś, bo wszystko wskazuje na to, że Jula nie pójdzie przez kolejne dni do żłobka. A mój czas na pracę w tygodniu diametralnie się skurczy. Dlatego podjęłam świadomą decyzję pracy w niedzielę. Ale jednocześnie całą energię od rana poświęciłam dzieciom. No może tylko 98%, bo po wygłupach na placu zabaw, musiałam uciąć sobie piętnastominutową drzemkę:)

Chcę Ci tutaj pokazać, że po pierwsze to my sami decydujemy o tym, gdzie i jak lokujemy naszą uwagę. A po drugie – czasem ważniejsza jest jakość spędzanego z kimś czasu, a nie tylko ilość. Nie możemy porównywać jakości czasu spędzanego z dziećmi przy planszówkach do oglądania z nimi filmów.

Rozumiesz, o czym mówię?

Wiedząc, co czeka mnie popołudniu (czyli praca), poranek poświęciłam dzieciom a nie dzieciom, sprzątaniu i gotowaniu jednocześnie. Skutkowało to totalnym bałaganem w domu i opóźnionym obiadem i wielką stertą niewyprasowanych ciuchów. Ale spędzony z nimi czas był tego wart. Byłam z nimi i dla nich, całą sobą. A później ze spokojem ducha, mogłam zabrać się do pracy.

WORK-LIFE BALANCE – zacznij już dziś.

Równowagi życiowej nie osiągniesz jutro. Jedynym dobrym na nią momentem jest tu i teraz. Obiecując sobie, że zaczniemy od jutra, same siebie okłamujemy, bo ani jutro, ani za rok czy za dwa nie będzie mniej do zrobienia.

Dlatego życiowa równowaga to nie przełomowy moment w naszym życiu, a raczej:

  • umiejętność podejmowania decyzji, na co poświęcamy czas;
  • świadomość tego, co jest dla nas ważne.

I to tu i teraz!

Osiągając te dwie rzeczy, stajemy się paniami swojego czasu. Decydujemy i robimy to, co zdecydowałyśmy. Aż chciałoby się powiedzieć: as simple as that (tłumaczenie: to takie proste).

Tym sposobem mamy czas na wszystko, co jest dla nas ważne. I co najważniejsze – nie szukamy winnych, a bierzmy pełną odpowiedzialność za nasze decyzje.

A jak wygląda Twoja życiowa równowaga? Wciąż o nią walczysz? Czy już się poddałaś?

Jestem bardzo ciekawa jak sobie z tym radzisz? A jeśli sobie nie radzisz, to dlaczego? Zostaw komentarz pod postem lub napisz do mnie na geeway@geeway.pl

Jestem mamą taką jak Ty, z takimi samymi problemami i codziennymi zmaganiami. Napisz do mnie.

 

Twoja Gee

 

You may also like

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *