Jak wyjść rano z dzieckiem o czasie i nie spóźnić się do pracy?

Nie macie czasem wrażenia, że gdy z dziećmi trzeba być gdzieś na czas, rzadko kiedy się to udaje? A jeśli już nawet się udaje, to odbywa się to w dość stresującej atmosferze?

U nas spóźnianie się i gnanie na łeb na szyję to był codzienny klasyk.

Nie ważne jak wcześnie wstawaliśmy, dzień w dzień mieliśmy problem z dotarciem tam, gdzie trzeba na czas.

Gdzie leżał problem?

Ubrania na rano szykowaliśmy wieczorem, wstawaliśmy nieco wcześniej, a owoce na poranną owsiankę kroiliśmy już po kolacji. Robiliśmy wszystko, żeby nasze poranki były sprawniejsze. Więcej znajdziesz tutaj.

Wszystko wydawało się być zorganizowane i dopięte na ostatni guzik. Wystarczyło tylko wstać, zjeść śniadanie, ubrać się i wyjść.

Proste prawda?

A jednak nie do końca!

Taka organizacja działa, gdy nie masz dzieci;)

Gdy je masz, każdy nawet najbardziej zorganizowany poranek, może zakończyć się totalną klapą.

Dlaczego tak się dzieje?

Bo najzwyczajniej w świecie naszym dzieciom nie spieszy się tak bardzo jak nam;)

One mają wiele innych fajniejszych rzeczy na głowie niż wyszykowanie się do żłobka, przedszkola czy nawet szkoły. Więcej o tym, dlaczego tak się dzieje, znajdziesz tutaj.

I gdy prosimy nasze dzieci o ubranie się, umycie zębów czy pościelenie łóżka, zapewniam Cię, że są to ostatnie rzeczy do zrobienia na ich liście.

Wtedy wszystko się zaczyna!

10 x mówisz umyj zęby

25 x powtarzasz ubierz się

48 x upominasz pościel łóżko

Ignorowanie, ociąganie się, totalna asertywność.

Brzmi znajomo?

I nawet gdybyście dołożyli wszelkich starań, żeby wyjść o czasie z domu, takie sytuacje sprawiają, że wszystko wymyka się spod kontroli.

Jak zachęcić dzieci do porannych obowiązków?

Dzieci muszą chcieć wykonywać poranne obowiązki, żeby wykonywały je bez upominania.

A żeby chciały, jakoś powinniśmy je zachęcić;)

U nas odbywa się to poprzez zabawę z Rutynkiem.

Zabawa polega na odhaczaniu wykonanych zadań i odwracania ich buźką do góry. Dzięki kartom Ignaś zdecydowanie chętniej stawia czoła codziennym, nudnym czynnościom, na które nie zawsze ma ochotę.

Rutynek powoli i konsekwentnie buduje w Ignasiu dobre nawyki i pomaga mu nie zapomnieć np. o umyciu zębów.

A my nie musimy w kółko powtarzać i upominać;) Uff cóż za ulga;)

Prawda jest taka, że poranki dla większości rodziców są stresujące!

Nasze, dzięki Rutynkowi idą jakoś, tak nieco łatwiej. Ale wiadomo nie zawsze, bo bywają dni kiedy Ignaś nie ma ochoty na nic. Albo się nie wyśpi, albo nie ma nastroju na zabawę, albo jeszcze milion innych rzeczy. Wiadomo – życie. Wtedy odpuszczamy i pomagamy mu przejść przez poranne czynności.

Tak czy siak Rutynek odwala kawał dobrej roboty. Dzięki niemu:

  • Ignaś utrwala sobie swoje poranne obowiązki
  • Mniej marudzi, że mu się nie chce
  • Nie ociąga się (aż tak bardzo;))
  • Wie, co jest z rana do zrobienia i mniej się buntuje
  • A MY JUŻ TAK BARDZO SIĘ NIE SPÓŹNIAMY;)

Pozdrawiam,

Twoja Gee

Continue Reading

Co sprawiło, że moje dziecko zaczęło mnie słuchać?

Pewnie się zastanawiasz i zachodzisz w głowę, czy to jest w ogóle możliwe. Krótko odpowiem, że jest.

Jest milion sytuacji w których chciałybyśmy, żeby dzieci nas słuchały. Metod i technik proponowanych przez specjalistów jest zatrzęsienie. Każdy ma swoje racje i każdy ze sposobów znajdzie swoich zwolenników.

Kilku sama używam i działają

Problem u mnie zaczynał się wtedy, gdy w nasz dzień wkradał się pośpiech.

Najczęściej działo się to z samego rana. Bo przecież do pracy wyjść trzeba i dzieci do przedszkola czy szkoły odwieźć.

Moje dziecko, jak na złość właśnie rano najczęściej odmawiało współpracy (tu znajdziesz odpowiedź dlaczego).

Czasami nie chciało się ubierać, myć zębów, jeść śniadania a czasami te wszystkie czynności po prostu przedłużało. Zaczynałam się wtedy denerwować, co oczywiście pogarszało całą sytuację.

Metody? W pośpiechu? Chyba same wiecie, jak to jest.

Byłam zmęczona i sfrustrowana. Nie lubiłam naszych poranków.

Szukałam, pytałam, testowałam, aż w końcu znalazłam rozwiązanie!

Korzystamy z tej metody już od ponad pół roku. Korzystają też moi znajomi.

DZIAŁA!

Okazuje się, że dzieci jednak potrafią nas słuchać i robić to, o co je prosimy:)

Metodą są karty, które sama stworzyłam

Karty obowiązków dla naszych maluchów, które pomagają im w wykonywaniu obowiązków, o które my rodzice, w kółko prosząc, strzępimy sobie tylko język.

Karty z założenia przeznaczone są dla dzieci w wieku od 2-10 lat, ale sprawdzają się też czasem u starszych:)

Karty nie są jeszcze w sprzedaży, ale mogą być już wkrótce.

Za moment przekieruję Cię na stronę, gdzie dowiesz się o nich więcej. Ale zostań ze mną jeszcze minutę.

Ruszyła właśnie kampania crowfundigowa, której celem jest uzbieranie kwoty pieniędzy potrzebnej na produkcję kart.

Jeśli Tobie takie karty, też by się przydały, potrzebna jest Twoja pomoc i wsparcie kampanii.

Jak to zrobić dokładne instrukcje znajdziesz tutaj.

W skrócie:

  1. Wybierasz jedną z proponowanych nagród (zazwyczaj są to karty plus jakiś gratis)
  2. Dokonujesz płatności
  3. Udostępniasz link do kampanii wszystkim znajomym, którym karty również by się przydały. Zwiększa to naszą wspólną szansę na sukces:)
  4. Trzymasz kciuki, żeby kampania się udała:)

Karty będą mogły się zmaterializować wtedy, gdy kampania osiągnie 100% założonego celu.

Liczy się każde wsparcie i każde udostępnienie kampanii.

Jeśli kampania osiągnie sukces, ja uwijam się z produkcją, tak szybko, jak to tylko możliwe, a karty (wraz z innymi wybranymi nagrodami) najpóźniej pod koniec listopada, pukają do Twoich drzwi.

Jeśli kampania się nie uda, WSZYSTKIE WPŁACONE PRZEZ CIEBIE ŚRODKI WRACAJĄ NA TWOJE KONTO.

Czyli ryzyko żadne, a możesz sprawić, że KARTY zaczną pomagać Tobie, jak i wielu innych rodzinom:)

A teraz zapraszam do zapoznania się z kartami:)

Jeśli masz jakieś pytania lub wątpliwości, napisz do mnie:) Jestem do Twojej dyspozycji:)

Twoja Gee

geeway@geeway.pl

fot:  Mr Blacksheep Photography


Głęboko wierzę w to, że kluczem do szczęśliwego macierzyństwa jest przede wszystkim szczęśliwa i spełniona mama. Wiem też, jak ciężko jest nam mamom wygenerować chwilę dla siebie. Dlatego przygotowałam dla Ciebie serię maili, w których opisuję moje sposoby na to aby w ciągu dnia pełnego obowiązków i wyzwań nie zapomnieć o sobie.

Po przeczytaniu maili:

  • Z łatwością wygenerujesz chwilę dla siebie
  • Nauczysz swoją rodzinę, że każdy ma swoje potrzeby i każdy potrzebuje czasu tylko i wyłącznie dla siebie. Nawet MAMA!
  • Twoje życie będzie bardziej poukładane i spokojniejsze
  • Ograniczysz elementy zaskoczenia, które w łatwy sposób dezorganizują Ci dzień
  • Dzieci widząc spokojniejszą mamę, same będą spokojniejsze i szczęśliwsze.

Zapisz się poniżej, a otrzymasz pierwszego maila już dziś!

Continue Reading

Wciąż prosisz i powtarzasz, a Twoje dziecko ma Cię w d….

Prosisz kilkukrotnie o coś swoje dziecko, a czujesz się jakbyś wciąż mówiła do ściany?

 Starasz się podejść je sposobem, ale niewiele to daje, bo w odpowiedzi słyszysz ciszę lub przeszywające NIE?

 Zdarza Ci się unieść, bo ileż razy można powtarzać, ale wtedy zwykle jest jeszcze gorzej?

Mogę powiedzieć Ci jedno: nie jesteś osamotniona. Chyba każdy rodzic przez to przechodzi.

Nic mnie bardziej nie wyprowadza z równowagi niż lekceważenie moich próśb typu: sprzątnij, proszę, w pokoju, umyj zęby czy pościel łóżko.

Z reguły staram się być miła i spokojna, mówić zachęcającym tonem i nie wprowadzać niepotrzebnie nerwowej atmosfery. Rezultaty są wtedy 50:50. Raz się udaje, a raz nie ma mowy o współpracy.

Przecież z nim rozmawiam, tłumaczę, zachęcam

ale czasem czuję się, jakbym rzucała grochem o ścianę!

Mycie zębów, ubieranie się, ścielenie łóżka, odstawianie naczyń do zlewu to czynności, które niezmiennie powtarzają się każdego dnia. Wychodzę z założenia, że dyskusje czy sprzeczki na ich temat są absolutnie zbędne i zabierają nam bardzo dużo czasu, energii i cierpliwości.

Niestety Ignaś wielokrotnie się przeciw nim buntował, przedłużał i mówił, że ich nie zrobi.

Przez takie sytuacje spóźnialiśmy się często do przedszkola. Rozstawaliśmy się też w mało ciekawej atmosferze. Bo już o poranku zdążyliśmy się wszyscy na siebie zezłościć. Później Ignaś przepraszał i mówił, że już będzie nas słuchał, gdy go o coś prosimy. Następnego dnia sytuacja powtarzała się.

To mnie wykańczało. Wieczne powtarzanie, proszenie, rozmowy, że tak nie można. Znacie to? Czułam, że wszystko wymyka się spod kontroli. a my denerwowaliśmy się, że jesteśmy bezradni.

Byłam w kropce. Miałam wrażenie, że moje wysiłki i dobre chęci idą na marne. Moje dziecko zaczęło dorastać, a chęć bycia niezależnym stawała się coraz bardziej wyraźna.

Im dziecko starsze, tym więcej dyskusji, przedłużania, buntu, podkreślania własnego zdania i tekstów w stylu: „no i?” „dlaczego mam robić to, co Ty mi każesz?” i wiele innych.

Spędziłam godziny, dni, tygodnie, a nawet miesiące na szukaniu właściwego rozwiązania. Szukałam informacji w Internecie, przeczytałam mnóstwo książek, pytałam innych mam. Aż w końcu doszłam w czym rzecz.

Dzieci mają obowiązki w d…, z tego samego powodu co Ty!

Dla nas dorosłych oczywiste jest, że codziennie musimy się umyć, ubrać, zjeść śniadanie. Dla dzieci ten aspekt jest daleki od oczywistości. Te czynności to jedynie “przeszkadzajki”, które odciągają je od fajnych rzeczy.  Dlatego, gdy prosiliśmy o coś Ignasia, on odpowiadał “zaraz” i wracał do świata zabawy. Po czym oczywiście, po chwili zapominał o tym, co miał o zrobienia.

Wkraczaliśmy w jego świat z niewygodnymi wymaganiami, gdy on w głowie miał jedynie zabawę. Trudno się dziwić to jeszcze dziecko.

My dorośli, choć ciężko się pewnie niektórym przyznać, też nieraz mówimy sami sobie “zaraz”, odkładając mniej przyjemne rzeczy na potem (czyt. obowiązki). Zanurzamy się w strefę komfortu jak np. oglądanie seriali, czytanie książek czy inne. Udając, że nie mamy nic do zrobienia. Czyż nie?

To się moi mili nazywa prokrastynacja, czyli odkładanie nieuniknionego na później.

Dlatego nie dziw się, gdy np. prosisz swoje dziecko o zakończenie zabawy i sprzątniecie klocków, on jest daleki od spełnienia Twojej prośby. Odrywasz go od zabawy, czegoś przyjemnego, a prosisz o sprzątanie!

Come on!

Rozumiesz, w czym rzecz?

W całej tej układance zabrakło nam jednego elementu

Gdy Ignaś był mniejszy, nasza współpraca była rewelacyjna. Wszystko odbywało się według pewnych schematów i planu. Znał rytm dnia i wszystkie rytuały. Wiedział, że gdy je kolację, zaraz będzie książeczka na dobranoc i czas spania. Świetnie się w tym odnajdował i rewelacyjne z nami współpracował. Nie miał zbyt wielu obowiązków, a we wszystkim pomagali rodzice.

Wszystko zaczęło się zmieniać, gdy zaczęliśmy od Ignasia więcej wymagać, a jednocześnie jego poczucie niezależności i własnego zdania zaczęło się rozwijać.

Zaczął się sprzeciwiać, przedłużać i nie robić tego, o co go prosimy. Skupiliśmy wtedy całą uwagę na rzekomym buncie, zaniedbując przy tym naszą… codzienną rutynę.

Zapomnieliśmy o fundamentach dobrej komunikacji z Ignasiem. O tym, że przecież dzieci lubią wiedzieć, co po czym następuje. Bo przecież, gdy znają plan, rytuały i zasady, czują się bezpieczniej i lepiej wtedy współpracują.

Niemowlaki czują się bezpiecznie, gdy rodzice poruszają się w powtarzalnym rytmie dnia. Daje to maleństwu poczucie komfortu, że wszystkie jego potrzeby zawsze będą na czas zaspokojone. Bo gdy mamusia kąpie, to wiadomo, że zaraz będzie karmienie. Codziennie przecież tak jest, prawda?

W przypadku dzieci starszych odnosi się to bardziej do zasad ogólnie panujących w domu. Dzieci poruszające się w środowisku, gdzie określony schemat dnia powtarza się codziennie, czują się bezpieczniej, ponieważ wiedzą:

  • jaki jest plan dnia oraz co po czym w ciągu dnia następuje;
  • czego oczekują od nich rodzice;
  • jakie są ich codzienne obowiązki, gdyż taką listę wspólnie z rodzicami stworzyli.

No dobra, ale jak ma się prokrastynacja do rutyny?

Codzienne obowiązki najlepiej wykonywać rutynowo, bez większego zastanawiania i rozczulania, że nam się nie chce. Gdybym tak codziennie rano dywagowała, czy chce mi się wstawać, myć i iść do pracy, traciłabym jedynie swoją energię. Bo oczywistym jest, że te rzeczy muszę zrobić.

Tak samo powinno być z dziećmi. Codzienne obowiązki i tak trzeba wykonać.

Bo jak to tak w piżamie i bez mycia zębów do przedszkola?

A im więcej my upominamy dzieci i im bardziej one się sprzeciwiają, tym więcej tracimy wszyscy energii na przepychanki, sprzeczki i konflikty.

Dlatego codzienne obowiązki najlepiej zamienić w nawyk.

A nawyk to nic innego jak zautomatyzowana czynność, którą nabywa się w wyniku ćwiczenia (według Wikipedii).

Znalazłam rozwiązanie!

Połączyłam dwie rzeczy:

BUDOWANIE NAWYKÓW

i

ELEMENT ZABAWY

Tak, aby zachęcić Ignasia do codziennych obowiązków poprzez zabawę. A jednocześnie konsekwentnie wypracowywać w nim nawyk, wykonywania tych wszystkich, mniej przyjemnych, czynności w ciągu dnia.

Spisałam wszystkie czynności, jakie Ignaś powinien robić rano. Wszystkie obowiązki umieściłam na osobnych kartkach tak, aby były bardziej czytelne i łatwiejsze do zapamiętania.

Pokazałam je Ignasiowi. Wspólnie ustaliliśmy, które z kart będą należały do jego obowiązków, a w których potrzebuje jeszcze pomocy. Ustaliliśmy, że będziemy do nich codziennnie wspólnie zaglądać, a on będzie odkładał wykonane zadania na bok.

Karty bardzo mu się spodobały, wieczorem je przeglądał i czytał wszystkie napisy. Rano rozłożyliśmy je na blacie w kuchni i zaczęliśmy naszą przygodę.

Jak nam szło?

Z początku z wykonywaniem samych czynności było różnie. Trochę narzekał, że nie chce mu się ich wszystkich wykonywać, że za dużo itd. Podobała mu się jednak idea odkładania karteczek na bok.

Tak dzień w dzień, wracaliśmy do Rutynka, czasem z większym, czasem z mniejszym zaangażowaniem. Ale codziennie.

Chwaliliśmy Ignasia za samodzielność i dziękowaliśmy za pomoc w organizacji dnia. Mówiliśmy mu, że jest to dla nas bardzo ważne i docenialiśmy, że się angażuje.

Aż pewnego razu Ignaś rano przyszedł do kuchni, oznajmiając nam, że już się umył, ubrał, pościelił łóżko i jest gotowy do śniadania.

Szczękę zbierałam z podłogi! Pierwszy poranek, bez upominania, napiętej atmosfery, zbędnego pośpiechu.

Mamy to! Mamy nawyk!

 – „Skoro zadziałało to u nas, to może zadziała u innych” – pomyślałam

Tak powstał Rutynek, czyli karty codziennych obowiązków dla dzieci.

Rutynek to mały pomocnik Twojego dziecka. Za pomocą kart, krok po kroku, pokazujesz mu jakie obowiązki powinien wykonać rano, w ciągu dnia i wieczorem.

Karty pomagają sprawnie, bez narzekania, a często nawet z uśmiechem na twarzy, przejść przez kolejne etapy dnia.

Zamiast słuchania zrzędliwych rodziców, którzy zawsze czegoś chcą, dziecko ma okazję do samodzielnej zabawy w odhaczanie obowiązków.

ZAMIAST UPOMINANIA – FAJNA ZABAWA

ZAMIAST ZŁOŚCI – PRZYJEMNA ATMOSFERA

ZAMIAST MARNOWANIA CENNYCH MINUT I GODZIN NA PRZEPYCHANKI, CZAS NA TO, CO ZDECYDOWANIE PRZYJEMNIEJSZE 

Rutynek jeszcze się nie zmaterializował

Aby tak się stało i aby mógł on pomagać większej liczbie dzieci i rodziców potrzebne jest Twoje wsparcie.

Na www.wspieram.to/Rutynek ruszyła kampania, która ma na celu uzbieranie środków potrzebnych na wyprodukowanie kart.

 

Jeśli chciałabyś, żeby Rutynek znalazł się i w Waszym domu, wesprzyj proszę mój projekt. Jeśli myślisz, że Rutynek może przydać się również u innych, to podziel się informacją o niej ze znajomymi. W ten sposób zwiększą się szanse na sukces tej kampanii. Im nas więcej, tym większe szanse na to, że Rutynek trafi pod polskie dachy, w tym i Wasz.

Jak działa kampania?

Kampania na wspieram.to pozwala sprawdzić, czy te karty są czymś, z czego inni też chcieliby skorzystać. Obecnie sprawdzam czy spodobają się Wam na tyle, że będziecie chciały je wesprzeć i sprawić, że znajdą się i u Was w domu.

Każdy może się zapoznać z opisem tego produktu na wspieram.to i go kupić (korzystając z nagród po prawej stronie). Jeżeli będzie wystarczająco zainteresowanych i uda się uzbierać minimalną kwotę potrzebą do realizacji (9000 tys. pln), to karty zostaną wyprodukowane, a wszyscy wspierający dostaną karty najpóźniej w listopadzie. Jeżeli nie uda się uzbierać minimalnej kwoty potrzebnej na wyprodukowanie tych kart, to pieniądze wrócą na konto wspierających, a karty nie zostaną wyprodukowane.

O tym jak działają takie platformy możesz więcej dowiedzieć się np. tutaj.

 

Pozdrawiam, Twoja Gee

fot:  Mr Blacksheep Photography


Głęboko wierzę w to, że kluczem do szczęśliwego macierzyństwa jest przede wszystkim szczęśliwa i spełniona mama. Wiem też, jak ciężko jest nam mamom wygenerować chwilę dla siebie. Dlatego przygotowałam dla Ciebie serię maili, w których opisuję moje sposoby na to aby w ciągu dnia pełnego obowiązków i wyzwań nie zapomnieć o sobie.

Po przeczytaniu maili:

  • Z łatwością wygenerujesz chwilę dla siebie
  • Nauczysz swoją rodzinę, że każdy ma swoje potrzeby i każdy potrzebuje czasu tylko i wyłącznie dla siebie. Nawet MAMA!
  • Twoje życie będzie bardziej poukładane i spokojniejsze
  • Ograniczysz elementy zaskoczenia, które w łatwy sposób dezorganizują Ci dzień
  • Dzieci widząc spokojniejszą mamę, same będą spokojniejsze i szczęśliwsze.

Zapisz się poniżej, a otrzymasz pierwszego maila już dziś!

Continue Reading

Twój przedszkolak idzie do szkoły – czy jesteście już gotowi?

Mam ochotę wykrzyczeć „ Kiedy ten czas tak zleciał?!”

Poważnie, nie wierzę! Zostało parę dni do rozpoczęcia roku szkolnego, a ja pojąć nie mogę, że za chwilę moje dziecko idzie do pierwszej klasy. Zaraz usiądzie w szkolnej ławce, a zanim się obejrzę pójdzie pewnie na studia….

Nic tylko wyjąć wszystkie albumy ze zdjęciami, przygotować paczkę chusteczek, zagrzebać się pod koc i z łezką w oku powspominać miniony czas.

Czy Ty też się tak rozklejasz na samą myśl o tym, że twoje dziecko lada moment przekroczy szkolne progi?

Zanim popłynie Ci cały makijaż i rozpłaczesz się na dobre, zastanów się, czy aby na pewno wszystko już macie gotowe. Zrób szybką check listę, a potem możesz szlochać dowoli;)

WYPRAWKA KUPIONA?

Lista rzeczy potrzebnych do pierwszej klasy przygotowywana jest często przez wychowawcę. Jeśli nie otrzymałaś jej na zebraniu przed rozpoczęciem roku, zapytaj o nią w pierwszych dniach szkoły. Powinnaś dostać konkretną listę, ile jakich bloków, zeszytów, kredek, farb i innych zakupić.

Jeśli nie otrzymałaś jeszcze takiego spisu, a chcesz już kupić wyprawkę, możesz skorzystać z naszej. Podejrzewam, że w większości produkty powinny się pokrywać. Wyprawka ucznia klasy pierwszej 2017

My zakupy mamy już za sobą. Dobrze wiecie, że markety i wielkie zakupowe wyjścia są nie w moim stylu. Więc nie zaskoczę Was, mówiąc, że zrobiłam to sprawnie, szybko i przez Internet;) W komfortowych warunkach, bez marketowego zgiełku i hałasu wybieraliśmy poszczególne elementy wyprawki.

Plecak, piórnik, worek, zeszyty, bloki, kredki, długopisy, plastelina, bidon, śniadaniówka to wszystko udało się nam zamówić za jednym zamachem. Maksymalna oszczędność czasu i wygoda w jednym, czyli to, co tygryski lubią najbardziej;)

   

Za udane zakupy dziękujemy eplecaki Olbrzymi wybór akcesoriów szkolnych. Świetna obsługa i szybka wysyłka.

STRÓJ GALOWY DOBRANY?

Na samo wspomnienie stroju galowego z dzieciństwa robi mi się niewygodnie. Sztywna biała koszula i plisowana granatowa spódniczka, to koszmary z mojego dzieciństwa. Dziś na szczęście strój na rozpoczęcie roku może być nieco wygodniejszy i o niebo ciekawszy. Aczkolwiek pierwszy dzień w szkole to wydarzenie poważnej rangi. Dlatego nie polecam zbytniego wyluzowania w tym temacie. Ważne jest by strój był w klasycznych kolorach, krojem zachowywał powagę wydarzenia, natomiast resztę pozostawiam Waszej wyobraźni.

Zadbaj o to, żeby Twoja pociecha wyglądała uroczyście, ale czuła się przy tym swobodnie. Strój powinien być wygodny i przewiewny, ale warto pomyśleć o czymś do narzucenia.

Nie zapomnij  o dodatkach, te nadadzą dziecięcej lekkości całej stylizacji.

Poniżej przygotowałam dla Was kilka propozycji dla chłopca i dziewczynki.

Wszystkie pokazane na zdjęciach produkty dostępne są w sklepach SMYK

KĄCIK DO NAUKI PRZYGOTOWANY?

Kącik do nauki dla Ignasia, powstał u nas już jakieś pół roku temu. Początkowo miał służyć do rysowania, pisania i robienia zadanek, ale szybko zamienił się w wystawkę na lego i dobry blat do przyklejania naklejek.

Czasu do rozpoczęcia szkoły zostało niewiele, więc postanowiliśmy zabrać się za jego odgruzowywanie. Sprzątnęliśmy zestawy ninjago, wyszorowaliśmy naklejki i teraz prawie wygląda jak nowe;) Ciekawe tylko na jak długo;)

Ważne by dziecko miało swój osobisty kącik w którym może w spokoju odrabiać lekcje. Nie powinno robić tego na kolanie, w kuchni czy w salonie przed telewizorem. Im lepiej zagospodarowana przestrzeń do odrabiania lekcji tym, podobno więcej chęci do nauki;)

Świetne propozycje kącików dla chłopca i dziewczynki przygotowała Marysia z Mamygadżety, po inspiracje zapraszam tutaj. Czy widzicie jakieś podobieństwa w naszych kącikach dla chłopców?;)

ORGANIZACJA DNIA ZAPLANOWANA?

Nie wiem jak jest u Was, ale mnie ten element pójścia Ignasia do szkoły przeraża najbardziej. Trochę nam to zajęło, ale nauczyliśmy się wyrabiać do przedszkola na godzinę 9:00 i uważam to, za nie lada sukces.

Lekcje na godz. 8:00 to dla mnie na ten moment organizacyjna abstrakcja. Nie wspominając już o wygospodarowaniu czasu na odrabiane lekcji, pakowanie plecaka i innych związanych ze szkołą dodatkowych obowiązków.

Przeraża mnie to na tyle, że już jakiś czas temu zaczęłam pracować nad rozwiązaniem, które pomoże nam, ale mam nadzieję, że i Wam w codziennej organizacji dnia. Jeszcze nie mogę wszystkiego zdradzić, ale obiecuję, że najpóźniej 9 września dowiecie się, co takiego wykombinowałam;) A poniżej drobny zwiastun;)

Twój i mój przedszkolak za kilka dni stanie się pierwszoklasistą. Jest to bardzo ważne wydarzenie i nielada wyzwanie. Zarówno dla Ciebie, dla mnie, ale też dla naszych dzieci. Zadbajmy o wyprawkę, strój galowy, kącik do pracy i organizację dnia, ale w tym całym zamieszaniu nie zapomnijmy, kto tego dnia jest najważniejszy. Wspierajmy swoje maluchy, dodajmy im otuchy, bądźmy przy nich, a gdy będziemy przekraczać szkolny próg, złapmy je  mocno za rękę i powiedzmy:

Kocham Cię i jestem tu z Tobą.

Ja już płaczę, nie wiem jak Ty….

Życzę Wam powodzenia na nowym etapie życia, a w szkole samych sukcesów.

Twoja Gee

fot:  Mr Blacksheep Photography


Głęboko wierzę w to, że kluczem do szczęśliwego macierzyństwa jest przede wszystkim szczęśliwa i spełniona mama. Wiem też, jak ciężko jest nam mamom wygenerować chwilę dla siebie. Dlatego przygotowałam dla Ciebie serię maili, w których opisuję moje sposoby na to aby w ciągu dnia pełnego obowiązków i wyzwań nie zapomnieć o sobie.

Po przeczytaniu maili:

  • Z łatwością wygenerujesz chwilę dla siebie
  • Nauczysz swoją rodzinę, że każdy ma swoje potrzeby i każdy potrzebuje czasu tylko i wyłącznie dla siebie. Nawet MAMA!
  • Twoje życie będzie bardziej poukładane i spokojniejsze
  • Ograniczysz elementy zaskoczenia, które w łatwy sposób dezorganizują Ci dzień
  • Dzieci widząc spokojniejszą mamę, same będą spokojniejsze i szczęśliwsze.

Zapisz się poniżej, a otrzymasz pierwszego maila już dziś!

 

Continue Reading

Mamo, odłóż w końcu ten telefon… czyli jak być obecnym rodzicem.

Moja historia

To było popołudnie jak każde inne, odebrałam dzieciaki i odwiozłam je do domu. Szykując obiad, próbowałam jeszcze jedną ręką na telefonie odpisywać na maile, które tego dnia spływały jak szalone.

Dzieciaki, co chwila – a to jedno, a to drugie – przychodziły i coś ode mnie chciały. Ja odpowiadałam zbywająco: „mhm” „tak, tak, już:” i „chwileczka” i kontynuowałam klikanie po ekranie. Mijały minuty, a moje dzieci dzielnie walczyły o uwagę. A ja nie reagowałam, gapiłam się w telefon jak opętana. Aż w końcu Ignaś wykrzyknął do mnie:

„Mamo, czy możesz w końcu przestać wpatrywać się w ten telefon i dać nam coś do picia?!”

Zamarłam. Odłożyłam telefon w połowie napisanego słowa, nalałam im picie i usiedliśmy do stołu.

Milczałam, aż w końcu wydusiłam z siebie: „PRZEPRASZAM”.

Zrozumiałam, że…

Zrobiłam to, co zawsze tak bardzo krytykowałam i czego się tak wystrzegałam. Tego popołudnia fizycznie przebywałam w jednym pomieszczeniu z moimi dziećmi, ale moje myśli odpłynęły gdzieś bardzo daleko. Pochłonięta byłam nadal pracą, którą o godz.15: 30 obiecałam sobie już całkowicie zamykać.


Popełniłam trzy błędy:

  • Byłam nieobecna i nie poświęcałam dzieciom mojej uwagi.
  • Nie słyszałam, co do mnie mówią i ignorowałam ich prośby.
  • Gapiłam się w telefon, gdy akurat był czas na wspólne popołudnie.

Czyli esencja złych przykładów, które dajemy dzieciom, a potem się dziwimy, dlaczego zachowują się tak, a nie inaczej. Ale dziś nie o tym.

Ta sytuacja zmobilizowała mnie do przemyślenia, w jakim stopniu świadomie i z pełnym zaangażowaniem spędzam czas ze swoimi dziećmi.

Czy na pewno jestem obecnym rodzicem?

Czy na pewno mój czas z dziećmi jest świadomy?

Czy jestem zaangażowana w to, co czują i czego potrzebują?

Ogrom obowiązków zakłóca relacje

Praca, dzieci, dom – to dla każdej mamy nie lada wyzwanie. Jakby nie patrzeć, to trzy pełnowymiarowe etaty, które każdego dnia trzeba przepracować. Otwierasz oko i zaczyna się pierwszy, ostatni kończy się gdy z powrotem kładziesz się do łóżka.

Każdego dnia pędzimy, chcąc odhaczyć wszystko, co mamy na liście. Nic dziwnego, że przełączamy się na tryb „autopilota” i po kolei realizujemy zadania: odpisać na maile, odebrać dzieci, podgrzać obiad, posprzątać, poczytać dzieciom książkę.

W tym całym chaosie dnia codziennego zapominamy o najważniejszym, o tym, że nasze życie i nasze dzieci są tu i teraz, nie za trzy maile i dwa dania. TU I TERAZ

Budowanie więzi ze swoim dzieckiem

Budowanie więzi to nie jest zabieg jednorazowy. To wytrwała, konsekwentna i świadoma praca każdego dnia.

Budowanie więzi to nie zaplanowana godzina zorganizowanej zabawy na podłodze z zegarkiem w ręku. To te drobne sytuacje wymagające Twojej uwagi i zaangażowania.

I w końcu budowanie więzi to nie cel sam w sobie. To nasze świadome, codzienne życie.

To w jakim stopniu obecni i dostępni jesteśmy dla naszych dzieci, w ogromnym stopniu wpływa na to, jak silną więź z nimi zbudujemy. One widzą, słyszą i czują, kiedy jesteśmy z nimi, a kiedy nasze myśli odpływają gdzie indziej.

Dzieci potrzebują nas i naszej obecności, pragną wiedzieć, że są dla nas najważniejsze. Ważniejsi od pralki, obiadu czy telefonu z kolejnym zleceniem.

Czy nasz świat ma się kręcić tylko wokół dzieci?

Nie twierdzę, że teraz powinniśmy wszystko inne porzucić, nie mieć prawa do złego nastroju czy chwili dla siebie i po pracy całą uwagę poświęcać tylko dzieciom. W każdym obszarze naszego życia najważniejszy jest balans i pewne granice. Tak samo tutaj.

Rodzice miewają przecież gorsze dni, więcej pracy lub czasem doskwiera im po prostu niewyspanie. To wszystko jest zupełnie normalne i mamy do tego stuprocentowe prawo. Możemy być wtedy mniej obecni i mniej zaangażowani. One powinny też umieć to uszanować.

Niemniej jednak powinniśmy wypracować w sobie nawyk poświęcania uwagi dzieciom. Nie musisz stawać na głowie i planować dwugodzinnej zabawy czy wielkich atrakcji.

Wystarczy, że w normalnych, codziennych sytuacjach nauczysz się świadomej i pełnej zaangażowania dostępności dla dziecka.

Co zrobić, żeby być bardziej obecnym rodzicem?

 Nie musisz zmieniać wiele, wystarczy kilka drobnych nawyków, które pokażą Twojemu dziecku, że jesteś z nim tu i teraz, troszczysz się o niego i to, co do Ciebie mówi, jest dla Ciebie ważne.

  1. Pracę zostawiaj w pracy.

Gdy wracasz z pracy do domu, nie myśl już o tym, co się wydarzyło w ciągu dnia ani nie planuj, co zrobisz jutro. Nie otwieraj skrzynki mailowej, żeby sprawdzić, czy status jakiejś sprawy się zmienił. Teraz jesteś w domu ze swoimi dziećmi, one czekały na Ciebie cały dzień, pragną z Tobą porozmawiać, pobawić się i poprzytulać.

Wiem, nie jest to łatwe, gdy masz intensywną pracę lub wydarzyło się coś stresującego lub ekscytującego. Ale z drugiej strony pamiętaj, że by móc spędzać świadomy czas z dziećmi, musisz nauczyć się odcinać i mówić: „NIE”. Inaczej zawsze będzie coś, co odciągnie Twoje myśli w kierunku pracy.

Bądź jak pracownik urzędowy 15:56 – jesteś w blokach startowych, 16:00 – praca? Jaka praca?

  1. Schowaj telefon i wyłącz powiadomienia, gdy jesteś z dziećmi

Siadasz z dziećmi do zabawy, a Twój telefon ciągle dzwoni – a to mama, a to koleżanka pisze coś na messengerze – co chwila odrywasz się i łapiesz za telefon. Przecież powinnaś odpisać i odebrać. Pytanie brzmi, czy rzeczywiście i czy świat się zawali, jeśli zajmiesz się tym później?

Ważniejsze są ploteczki czy Twoje dzieci, które tak się za Tobą stęskniły?

Wyłącz dźwięk lub najlepiej schowaj telefon, nie będziesz się wtedy rozpraszać, a dzieci uzyskają Twoją 100% atencję.

Tak, sprawa niełatwa, bo dziś telefon to nasza druga ręka. Sama mam z tym problem i czasem nie potrafię przestać wgapiać się w ekran. Ale pracuję nad tym, wrzucam telefon pod poduszkę i pozwalam się mu za mną stęsknić 😉

  1. Utrzymuj kontakt wzrokowy podczas rozmowy

Gdy Twoje dziecko przychodzi, żeby ci coś powiedzieć czy pokazać, patrz mu w oczy. Nie zmywaj, nie ładuj pralki i nie gap się w tym czasie w telewizor.

Patrzeniem prosto w oczy pokazujesz mu, że go słuchasz, że to co mówi, jest dla Ciebie ważne. Okazujesz szacunek i tym samym uczysz go w stosunku do innych.

  1. Kucaj, gdy rozmawiacie

Często rozmawiamy z naszymi dziećmi z poziomu rodzica, który jest wyżej i dalej. Okazuje się jednak, że rozmowa w kucki może przynieść niesamowite rezultaty. Nie dość, że pokazujemy dziecku, że aktywnie go słuchamy, patrzymy mu wtedy prosto w oczy, to jeszcze pokazujemy mu, że jesteśmy sobie równi.

Kucanie wielu rodzicom niestety nie przychodzi naturalnie. Mnie również, bo godziny spędzone w parterze z przyklejoną Julką sprawiają, że stanie na dwóch nogach w pozycji wyprostowanej wydaje mi się niezłym przywilejem. Kucanie do Ignasia jest dla mnie dodatkowym wyzwaniem. Ale jednak wartym zachodu i dodatkowego wysiłku. Tym bardziej, że skoro księżna Kate w szpilkach i obcisłych garsonkach kuca, to ja chyba też mogę 😉

  1. Przepraszaj, gdy wiesz, że nawaliłaś

Przyznawaj się do błędu, gdy wiesz, że zrobiłaś coś źle. Jeśli zignorowałaś jakąś prośbę dziecka, bo na chwilę odpłynęłaś lub zajęłaś się czymś innym, powiedz dziecku, że nie powinnaś była tego robić.

Nie rżnij głupa (jakby to powiedział mój maż) i nie ściemniaj, dzieci są mądrzejsze, niż Ci się wydaje.

Każdy popełnia błędy, grunt to umieć się do tego przyznać.

  1. Zadawaj pytanie, wykazuj zainteresowanie

 Gdy dziecko przychodzi do Ciebie i opowiada Ci o jakiejś bajce, o której nie masz zielonego pojęcia, nie zbywaj go słowami: „no to super” (mnie nadal często się to zdarza). Postaraj się wykazać prawdziwe zainteresowanie, zadaj parę pytań, dowiedz się czegoś więcej o bohaterach, żebyś mogła zrozumieć kim jest Jay, Kay i co to do cholery jest Spinjitzu 😉 Da Ci to podstawy do dalszej rozmowy. Będziesz mogła wejść w świat swojego dziecka, zaangażować się i zrozumieć jego fascynacje.

Dla mnie to nadal niezła abstrakcja. Mimo że pytam i próbuję zrozumieć, to nadal nie ogarniam mocy Ninjago. Chyba zacznę robić notatki 😉

  1. Jadajcie wspólne posiłki

Najlepszym momentem na Twoją aktywną obecność są wspólne posiłki. Możecie wtedy porozmawiać, pośmiać się i poopowiadać o tym, co się wydarzyło w ciągu dnia.

Nie musi to być wystawny obiad czy obfita kolacja. Wystarczy bułka, kawałek sera i Wy przy stole. Bez tabletów, telefonów i telewizora. Więcej tutaj.

Tekst Ignasia sprawił…

Że dotarło do mnie, jak łatwo jest wpaść w pułapkę nieobecnego rodzica. Dookoła nas jest wiele rozpraszaczy, które sprawiają, że zapominamy o tym, że nasze życie dzieje się tu i teraz.

Straconego czasu z naszymi dziećmi nikt nam nie zwróci, dlatego powinien być on świadomy i pełen zaangażowania. Sądzę, iż nie ma w życiu nic bardziej cennego ponad czas, uwagę i zaangażowanie, które możemy podarować naszemu dziecku.

Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest, nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi.

Jan Paweł II

Pozdrawiam, Twoja Gee

fot:  Mr Blacksheep Photography


Głęboko wierzę w to, że kluczem do szczęśliwego macierzyństwa jest przede wszystkim szczęśliwa i spełniona mama. Wiem też, jak ciężko jest nam mamom wygenerować chwilę dla siebie. Dlatego przygotowałam dla Ciebie serię maili, w których opisuję moje sposoby na to aby w ciągu dnia pełnego obowiązków i wyzwań nie zapomnieć o sobie.

Po przeczytaniu maili:

  • Z łatwością wygenerujesz chwilę dla siebie
  • Nauczysz swoją rodzinę, że każdy ma swoje potrzeby i każdy potrzebuje czasu tylko i wyłącznie dla siebie. Nawet MAMA!
  • Twoje życie będzie bardziej poukładane i spokojniejsze
  • Ograniczysz elementy zaskoczenia, które w łatwy sposób dezorganizują Ci dzień
  • Dzieci widząc spokojniejszą mamę, same będą spokojniejsze i szczęśliwsze.

Zapisz się poniżej, a otrzymasz pierwszego maila już dziś!

Continue Reading

Dlaczego mój niemowlak nie śpi, kiedy już czas?

No właśnie dlaczego?

Nie­jedni rodzice zacho­dzą w głowę dla­czego ich dziecko nie chce spać kiedy jest zmę­czone.
Prze­cież to takie natu­ralne – mówią. Chce Ci się spać, kła­dziesz się i śpisz. Nie­stety nie dzieje się tak u nie­mow­la­ków i czę­sto jesz­cze nie u dzieci.

Rodzice czę­sto albo nie wie­dzą jak zadbać o sen dziecka, albo wycho­dzą z mod­nego zało­że­nia spa­nia „ na żąda­nie”.
Pro­blem w tym, że nie­mow­laki i czę­sto jesz­cze dzieci, nie potra­fią pod­jąć świa­do­mej decy­zji o pój­ściu spać.

Gdy pomi­niemy moment w któ­rym nasze dziecko zaczyna być zmę­czone droga do wydłu­żo­nego niespa­nia i roz­draż­nie­nia dziecka jest już bar­dzo krótka.
Dziecko za pomocą zie­wa­nia, tar­cia oczu czy uszek poka­zuje nam, że jest zmę­czone. Jest to moment w któ­rym powin­ni­śmy zare­ago­wać i spraw­nie odpo­wie­dzieć na jego potrzebę. Zosta­wia­jąc dziecku wolną rękę nara­żamy go na prze­mę­cze­nie, a to cią­gnie za sobą fru­stra­cje, płacz a następ­nie histe­rię. Jakość snu po przej­ściu takiej drogi, nie­stety pozo­sta­wia wiele do życze­nia.

Oczy­wi­ście są dzieci które w wieku nie­mow­lę­cym zasy­piają wszę­dzie bez więk­szego pro­blemu. Ale zda­rzają się i takie które potrze­bują odpo­wied­nich warun­ków i rytu­ałów aby w spo­koju mogły zasnąć.
Dla­tego też naszym obo­wiąz­kiem jest zadbać o odpo­wied­nią higienę snu. Tak aby nasze dziecko mogło czer­pać z niego jak naj­wię­cej korzy­ści.
Aby zapew­nić mu spo­kojny relak­su­jący sen, należy pamię­tać o kilku punk­tach.

1. Miej­sce

Punkt naj­waż­niej­szy, a tak czę­sto przez rodzi­ców baga­te­li­zo­wany. Gdy cza­sem widzę jak matki usil­nie, bez rezul­ta­tów, pró­bują uśpić swoje dziecko np. na spa­ce­rze, gdy dookoła mnó­stwo bodź­ców w postaci jeż­dżą­cych aut, mam chęć zadać pyta­nie „ A Ty byś tak usnęła?”

Wiem, że utarło się, że spa­cer i potrzą­sa­nie wóz­kiem to nie­zły spo­sób na sen dziecka. Może cza­sem i tak, gdy nasze dziecko ma aku­rat na to melo­dię. Ale są trzy ALE.

  • Czy zawsze będziesz wycho­dziła z dziec­kiem na spa­cer, aby je uśpić?
  • Czy naprawdę sądzisz, że hałas ulicy to dobre warunki do spa­nia?
  • Do jakiego wieku będziesz woziła swoje dziecko w wózku, aby usnęło?

Tak samo jak Ty dziecko powinno usy­piać w sta­łym miej­scu a naj­le­piej w swoim łóżeczku.

Po pierw­sze daje mu to olbrzy­mie poczu­cie bez­pie­czeń­stwa i cały rytuał kła­dze­nia się spać jest o niebo łatwiej­szy. Dziecko koja­rzy: to jest mój pokój, tam leży moja koł­derka, czuję się bez­pieczny, zaraz pójdę spać.

Po dru­gie: w przy­sto­so­wa­nym do tego pokoju i miej­scu, dziecko może zasy­piać w spo­koju, bez dodat­ko­wych bodź­ców typu hałas, czy zmie­nia­jące się w wózku widoki.

Kie­dyś usły­sza­łam: No tak, bo gdy Wasze dziecko śpi, to trzeba cho­dzić na palusz­kach! Cac­ka­cie się z nim. Nasze dziecko zasy­piało nawet przy gło­śnej muzyce.

Jasne zda­rzają się ewe­ne­menty (bo cho­dziło tu aku­rat o mojego męża, gdy był mały). Ale czy nor­malni doro­śli ludzie usy­piają przy gło­śnej muzyce, lub hała­sach w dru­gim pokoju? No wła­śnie raczej nie.  Więc dla­czego ocze­ku­jemy tego od naszych dzieci?

Mówi się, żeby nie wyci­szać naszych dzia­łań w domu gdy dzieci śpią. Ja jestem nieco innego zda­nia. Gdy uci­nam sobie cza­sem popo­łu­dniową drzemkę, dzieci z tatą wysy­łam do innego pokoju. Potrze­buję wtedy chwili ciszy i spo­koju. Wycho­dzę z takiego samego zało­że­nia jeśli cho­dzi o sen moich dzieci.

2. Stała godzina snu

Ponow­nie bar­dzo ważny punkt, a czę­sto igno­ro­wany. Jeśli nasze dzieci kładą się regu­lar­nie spać o tych samych porach, po jakimś cza­sie ich orga­ni­zmy dosto­so­wują się do rytmu i same o sta­łych porach doma­gają odpo­czynku.

U nas nie­zmien­nie Jula kła­dzie się spać o 19 z minu­tami, a Ignaś o 21. Nie zda­rzyło się jesz­cze ni­gdy, żeby poło­żyły się do łóżek o swojej godzi­nie i nie mogły zasnąć. No chyba, że aku­rat nie­długo przed wie­czo­rem wpa­dła nam jakaś przy­pad­kowa drzemka, bo aku­rat byli­śmy w dłuż­szej podróży i dzieci pospały się w samocho­dzie.

Stała pora spa­nia, spraw­dza się także przy dzien­nej drzemce malu­chów. Jula w żłobku jak i w domu zawsze zasy­pia w oko­li­cach godziny 12 i śpi do 13.30–14.00. Aku­rat wczo­raj były­śmy razem w domu i zoba­czy­łam, że ziew­nęła, zapy­ta­łam ją czy idziemy spać, na co ona kiw­nęła główką twier­dząco. Bez­cenne;)

3.Rytu­ały

Prze­myśl sobie w jakiej kolej­no­ści uło­żyć wie­czorne czyn­no­ści, tak aby były one powta­rzalne, czy­telne dla Two­jego dziecka i co naj­waż­niej­sze odby­wały się już w spo­koj­nej i zre­lak­so­wa­nej atmos­fe­rze.
Trzy­maj się ich codzien­nie, a po jakimś cza­sie zoba­czysz, jak spraw­nie dziecko na nie reaguje.
Może­cie naj­pierw zjeść kola­cję póź­niej się wyką­pać, ubrać w piżamę, poczy­tać książkę lub zaśpie­wać koły­sankę, przy­tu­lić misia i poło­żyć się do łóżeczka.
Gdy będziesz kon­se­kwentna w Waszych małych rytu­ałach, dziecko zacznie się do nich przy­zwy­cza­jać i spraw­nie je odczy­ty­wać. Da mu to poczu­cie bez­pie­czeń­stwa i kom­fortu. A w rezul­ta­cie Wasze usy­pia­nie sta­nie się przy­jem­no­ścią a nie przy­krym obo­wiąz­kiem.

4. Wyci­sze­nie

Nie­sa­mo­wi­cie ważne jest, aby dziecko przed spa­niem miało szanse wyci­szyć swoje emo­cje z całego dnia. Nie­mow­laki bar­dzo mocno prze­ży­wają wszystko, co się wokół nich dzieje. Dla­tego nie dokła­dajmy im kolej­nych atrak­cji tuż przed spa­niem. Nie roz­śmie­szamy dziecka, nie sta­ramy się go zain­te­re­so­wać zabaw­kami, nie pobu­dzamy go hała­sem, bajką czy innymi roz­pra­sza­czami.
Pomyśl sobie czego Ty potrze­bu­jesz po cięż­kim, peł­nym wra­żeń dniu w pracy? Relak­su­ją­cej kąpieli i uspo­ko­je­nia myśli czy gło­śnego tele­wi­zora i hucz­nej imprezy u sąsia­dów?

Dla­tego też, gdy przy­stę­pu­je­cie do wie­czor­nych rytu­ałów, które zmie­rzają do snu, etap zabawy powi­nien być już zakoń­czony. Two­jemu dziecku ciężko będzie zasnąć tuż po zakoń­czo­nej zaba­wie.
W ramach wyciszenia możemy:

  • poczy­tać książkę,
  • poprzy­tu­lać się w fotelu,
  • dać cie­płe mleko na noc,
  • czy pośpie­wać koły­sankę

Działa to jako ele­ment rytu­ału i wyci­sze­nia jed­no­cze­śnie. Zapew­niam Cię, że Twoje dziecko to doceni a na pewno wyna­gro­dzi Ci to spo­kojnym snem.

Powyższe punkty z jednej strony są bardzo oczywiste z drugiej wielu rodziców o nich zapomina. Ważne jest, aby uważnie obserwować swoje dziecko i świadomie zastanowić się:

  • Czego moje dziecko potrzebuje?
  • Jakim jest typem osoby?
  • Co sprawi, że będzie łatwiej zasypiać?

Niektórym dzieciom wystarczy jedynie komfortowe miejsce do spania, inne będą potrzebowały wypełnienia wszystkich powyższych punktów, aby spokojnie zasnąć. Obserwuj i wyciągaj wnioski. Szanuj czas jego drzemki, a zobaczysz, że zasypianie stanie się łatwiejsze.

Mam nadzieję, że pomoglam, jeśli masz jakieś wątpliwości, proszę napisz w komentarzu poniżej lub do nie na priv geeway@geeway.pl

Twoja Gee

fot:  Mr Blacksheep Photography


Głęboko wierzę w to, że kluczem do szczęśliwego macierzyństwa jest przede wszystkim szczęśliwa i spełniona mama. Wiem też, jak ciężko jest nam mamom wygenerować chwilę dla siebie. Dlatego przygotowałam dla Ciebie serię maili, w których opisuję moje sposoby na to aby w ciągu dnia pełnego obowiązków i wyzwań nie zapomnieć o sobie.

Po przeczytaniu maili:

  • Z łatwością wygenerujesz chwilę dla siebie
  • Nauczysz swoją rodzinę, że każdy ma swoje potrzeby i każdy potrzebuje czasu tylko i wyłącznie dla siebie. Nawet MAMA!
  • Twoje życie będzie bardziej poukładane i spokojniejsze
  • Ograniczysz elementy zaskoczenia, które w łatwy sposób dezorganizują Ci dzień
  • Dzieci widząc spokojniejszą mamę, same będą spokojniejsze i szczęśliwsze.

Zapisz się poniżej, a otrzymasz pierwszego maila już dziś!

Continue Reading

Poranki z dziećmi to wieczny poligon? Jak temu zapobiec?

Jak często zdarza się, że poranki w Twojej rodzinie przypominają poligon wojskowy?

Ty, jak opętana biegasz po domu, starając się wszystkich wyszykować. Mąż błąka się i nie do końca wie, co ma ze sobą zrobić. Dzieci w piżamach krzyczą, ganiają się i rozrzucają zabawki.

Próbując ogarnąć sytuację biegasz po domu jeszcze szybciej, rzucając w eter komendy: Ubierzcie się/ Idź z dziećmi umyj zęby/ Spakuj plecak. Naiwnie myśląc, że ktoś je wykona.

Jesteś, jak mało respektowany komendant. Nikt Cię nie słucha, wręcz mają Cię w nosie. W domu bałagan, chaos, zaginione buty, napięta atmosfera. Zaczynasz się denerwować, pokrzykiwać i rzucać granatami.

To, że nie oberwałaś jeszcze latającymi po domu przedmiotami, powinnaś uważać za cud.

Czujesz, że jeśli wszyscy nie stawią się w tej chwili po drzwiami i nie założą butów, zaraz eksplodujesz.

Wychodzicie…

Oddychasz z ulgą, ale czujesz się jakby przejechał po Tobie czołg.

Bitwa przegrana….. znowu.

Nie wiem jak Tobie, ale mnie się to zdarzało.

Teraz to rzadkość.

Zawarliśmy pokój, zastanowiliśmy się nad rozwiązaniami i wprowadziliśmy je w życie.

1. Wieczorne szykowanie

To jest pierwszy klucz do spokojnego poranka.

Im więcej możesz naszykować wieczorem tym lepiej. Mogą to być ubrania, spakowana torba do pracy czy szkoły, podszykowne śniadania (jak np. zalanie płatów owsianych mlekiem na noc, żeby szybciej wszystko przygotować) i wiele innych. Wszystko zależy od tego, co robisz rano, co zajmuje Ci czas i co możesz przerzucić na poprzedzający poranek, wieczór.

Jeśli codziennie rano, zmagasz się z egzystencjonalnym problem swojej córki, bo koszulka z Elzą jest już niemodna, załatw to wieczorem. Zajrzyjcie razem do szafy i pozwól jej wybrać ubrania na kolejny dzień. Zaznaczając, że to jej wybór i się go trzyma. Unikniesz w ten sposób, porannych fochów i sprzeczek. A o te, rano zawsze łatwiej.

2. Wstań wcześniej

Jeśli rano nie spina Ci się, żeby zrobić to co dla Ciebie ważne, przed wyjściem do pracy jak np. makijaż, prysznic, ćwiczenia, wybór ubrania – po prostu wstań nieco wcześniej.

Najlepiej przed dziećmi, wtedy będziesz mogła zrobić wszystkie te czynności, które wolisz robić w spokoju. Wtedy jest szansa, że:

  • umyjesz się bez publiczności,
  • umalujesz się w miarę prosto, bo nikt nie będzie Cię szarpał za nogę
  • uda Ci się dobrać w miarę pasujące do siebie ubrania
  • będziesz miała 2,5 minuty na wypicie w spokoju kawy

Twój poranek będzie spokojniejszy, bo Ty już będziesz gotowa. Teraz tylko, do ogarnięcia zostaną dzieci.

3. Stosuj się do zasad rutyny

Klucz nad kluczami!

Gdy jest rutyna i plan, wszystko idzie jak po maśle. Gdy codziennie, w miarę możliwości, Wasze czynności są powtarzalne i wykonywane w tej samej kolejności, unikacie konfliktów np. o łazienkę!

Jak wygląda to u nas:

  • Najpierw prysznic biorę ja, później  ogarniam dzieci
  • Mat w tym czasie szykuje śniadanie. Gdy jest gotowe…
  • … wspólnie siadamy do stołu.
  • Zbiorowe mycie zębów (czasem parami).
  • Mati idzie się wykąpać,
  • ja kończę szykować dzieci do wyjścia.
  • Zwarci i gotowi wychodzimy z domu

Przyzwyczailiśmy się do tego rytmu i tak jest nam łatwiej i przede wszystkim milej. Gdy działaliśmy na spontanie to zdarzało się, że dzieci wychodziły z nieumytymi zębami, zapominaliśmy o porannych witaminach, śniadaniu do pracy i innych. Teraz też się to zdarza, bo pod linijkę, to my nie żyjemy, ale jest zdecydowanie lepiej:)

Co więcej, do sprawnego poranka dzieciom też potrzebna jest rutyna. Gdy Iguś wie, co ma rano zrobić, i robi to samodzielnie, jest nam wszystkim zdecydowanie łatwiej. My nie musimy za nim biegać i prosić o poranną toaletę, ubranie się itp, a on nie złości się, że ciągle coś od niego chcemy.

Wstaje rano, ubiera się, ścieli łóżko, czesze, siada do śniadania, myje zęby i wychodzimy. Wie, co rano jest do zrobienia i to robi. Jak tego dokonaliśmy, zdradzę Wam już wkrótce.

Jasne czasem mu się zapomina, czasem mu się nie chce – prawo dziecka. Ale zwykle jednak wykonywanie tych czynności jest dla niego naturalne i nie czuje potrzeby, żeby z tego powodu się foszyć, stawiać i pokazywać swoją niezależność.

4. Komunikujcie się i współpracujcie

Jeśli sposób w jaki wyglądają Wasze poranki, przeszkadza Ci, wypruwa Cię z porannej energii, czujesz się nimi zmęczona – zakomunikuj to innym. Wszyscy tworzycie tę rodzinę i wszyscy powinniście zadbać o to, żeby tak ważny moment jak wspólny poranek, był dla wszystkich miłym rozpoczęciem dnia.

Jeśli denerwujesz się Ty, przenosisz to na innych. Inni nie są obojętni na Twój nastrój i pośpiech, zbierają tego żniwo.

Rozumiem, że ani Twój partner ani dzieci nie mają może naturalnej potrzeby organizacji tej części dnia. Ale zapewniam Cię, że dzieje się tak dlatego, że nie wiedzą jak może być inaczej.

Zakomunikuj im to i spróbuj wytłumaczyć, co jest dla Ciebie ważne, a tym samym, co powinno być ważne dla nich, albo przynajmniej jak nie utrudniać;)

Zastanówcie się wspólnie nad rozwiązaniem i konsekwentnie wprowadzajcie je w życie.

Poranki definiują często nasz cały dzień. Nie pozwól, aby brak komunikacji i wspólnego porozumienia sprawiał, że każdy Twój dzień będzie zaczynał się bitwą o przetrwanie

5.Wrzuć na luz i się uśmiechnij

Nie zapomnę naszych poranków, kiedy po urodzeniu Ignasia postanowiłam wrócić do pracy.

Za nic nie potrafiłam ogarnąć sytuacji. Z jednej strony małe dziecko, które potrzebuje mojej atencji, bo zaraz wychodzę, z drugiej poranne obowiązki. Było słabo. Wiecznie się spieszyłam i dzień w dzień wstawałam skwaszona, bo już wiedziałam, co mnie czeka.

Mieliśmy rutynę, ale nieco inną od opisanej powyżej.

  • Pobudka
  • Przepychanki, kto zajmuje się Ignasiem, kto idzie się kąpać, kto robi śniadanie
  • Foch
  • Kłótnia
  • Trzaśniecie drzwiami na do widzenia
  • Chwila namysłu
  • Telefon z przeprosinami

I tak w kółko!

Jak ja się cieszę, że już mnie to nie dotyczy.

Dziś wstaję, uśmiecham się i wiem, że ten poranek będzie piękny. A na do widzenia, zamiast trzaskania drzwiami, daję mężowi i dzieciom buziaka.

A Ty jak rozpoczynasz swój dzień? Napisz w komentarzu!

Ściskam, Twoja Gee

fot:  Mr Blacksheep Photography


Głęboko wierzę w to, że kluczem do szczęśliwego macierzyństwa jest przede wszystkim szczęśliwa i spełniona mama. Wiem też, jak ciężko jest nam mamom wygenerować chwilę dla siebie. Dlatego przygotowałam dla Ciebie serię maili, w których opisuję moje sposoby na to aby w ciągu dnia pełnego obowiązków i wyzwań nie zapomnieć o sobie.

Po przeczytaniu maili:

  • Z łatwością wygenerujesz chwilę dla siebie
  • Nauczysz swoją rodzinę, że każdy ma swoje potrzeby i każdy potrzebuje czasu tylko i wyłącznie dla siebie. Nawet MAMA!
  • Twoje życie będzie bardziej poukładane i spokojniejsze
  • Ograniczysz elementy zaskoczenia, które w łatwy sposób dezorganizują Ci dzień
  • Dzieci widząc spokojniejszą mamę, same będą spokojniejsze i szczęśliwsze.

Zapisz się poniżej, a otrzymasz pierwszego maila już dziś!

Continue Reading

Gdy czujesz, że zaraz eksplodujesz!

W poprzednim odcinku…

W zeszłym tygodniu pisałam o tym, skąd w nas mamach bierze się krzyk. Ten niemiły i niefajny efekt uboczny emocji, które często wzbudzają w nas dzieci.

W artykule „Dlaczego tak naprawdę krzyczymy na nasze dzieci”, mówię o kilku podstawowych przyczynach naszego krzyku. Jak widać, często nie wynika on ze złego zachowania naszych pociech, a spraw które, dotyczą bezpośrednio nas samych jak np:

  • przemęczenie
  • stres
  • bezsilności
  • brak czasu dla siebie
  • zbyt duże wymagania w stosunku do dzieci

To często my sami generujemy w sobie pokłady negatywnych emocji, które potem wylewamy na dzieci. Ich zachowanie jest już często tylko zapalnikiem wywołującym reakcję łańcuchową.

Nad emocjami możemy zapanować, trzeba tylko wiedzieć jak.

Poniżej znajdziesz kilka sposobów:)

ZROZUM DLACZEGO TO ROBISZ

Są momenty, w których wystarczy nawet najdrobniejsze przewinienie naszego dziecka, abyśmy zaczęły krzyczeć. Co wyzwala tę złość?

Najważniejsze jest, żeby zidentyfikować źródło. Gdy już je znajdziesz, łatwiej Ci będzie przeciwdziałać.

Obserwuj siebie i spisuj (najlepiej codziennie) sytuacje, w których złościsz się i zaczynasz krzyczeć. Zastanów się:

  • Kiedy to się stało?
  • Co zrobiło dziecko, że tak Cię zdenerwowało?
  • Jak Ty czułaś się przed sytuacją konfliktową?
  • Co działo się w domu, zanim zaczęłaś krzyczeć?

Gdy ochłoniesz, spójrz na to krytycznym okiem i zadaj sobie pytanie “Co TAK NAPRAWDĘ było przyczyną?”

Ty sama, czy dziecko, bo rzeczywiście było niegrzeczne? A może spowodowały to jakieś inne czynniki w domu jak bałagan, hałas czy inne.

Jeśli źródło jest w Tobie, zastanów się co, możesz zmienić, aby więcej nie doprowadzać do takich sytuacji.

  • Wyspać się, bo ledwo widzisz na oczy i łatwo wyprowadzić Cię z równowagi
  • Zrobić coś dla siebie, bo frustruje Cię ciągłe siedzenie po pracy w domu z dziećmi
  • Czy może po prostu powinnaś czasem obniżyć wymagania w stosunku do swoich pociech?

Jeśli natomiast to ewidentnie dziecko zawiniło, zastanów się co, możesz zrobić, aby zmieniło swoje zachowanie.

Nie mów, że jest po prostu niegrzeczne i tyle. Niegrzeczne jest z jakiegoś powodu, zastanów się z jakiego?

  • Chce zwrócić Twoją uwagę?
  • Odzywa się tak, bo Tobie też się to czasem zdarza?
  • Może jest przemęczone i dlatego marudne?
  • Jest z czegoś niezadowolone (np. że budowanie z LEGO mu nie wychodzi)?
  • Jest złe na Ciebie (bo np. nie pozwoliłaś mu zjeść czegoś słodkiego przed obiadem albo oglądać bajki)?
  • Chce zwrócić Twoją uwagę (bo np. jest zazdrosne o rodzeństwo, albo o to, że właśnie pracujesz albo rozmawiasz z koleżanką)?

Jakiekolwiek zidentyfikowałabyś źródło, poświeć temu chwilę i zastanów się jak możesz to zmienić. Jeśli zrozumiesz, w czym leży problem, zapewniam Cię, że jesteś już o krok od jego rozwiązania.

Wynika to ze sposobu funkcjonowania naszego mózgu, a w sumie trzech naszych mózgów: gadziego, ssaczego i człowieczego (kora nowa). Z punktu widzenia emocji (krzyku), będą nas interesowały dwa ostatnie. Kora przedczołowa jest w ciągłym „kontakcie” z układem limbicznym (element mózgu ssaczego), który jest odpowiedzialny właśnie za emocje. Jeśli kora nowa nada znaczenie sytuacji i nastąpi „zrozumienie”, wtedy układ limbiczny nie aktywuje się lub przestaje aktywować pojawienie się nieprzyjemnych emocji. (oprac. Jarek Nuszczyński na podst. Paul Maclean “Trójjedyny”)

Kiedy następnym razem zetkniesz się z podobną sytuacją wykorzystaj to, co zidentyfikowałaś (czyli swoją wiedzę), by zatrzymać w sobie złość. Zrozumienie problemu powinno zatrzymać reakcję łańcuchową. Pamiętaj trening czyni mistrza. Nie oczekuj, że po pierwszym razie zobaczysz rezultaty. Nie poddawaj się, działaj.

MIEJ PLAN NA ZŁOŚĆ

Zrób listę rzeczy, które najbardziej Cię złoszczą. Zastanów się jak, alternatywnie możesz na nie zareagować, tak aby powstrzymać w sobie krzyk.

  • Jeśli znowu zobaczę bałagan w pokoju dziecka, zamiast krzyczeć, zapytam się, czy mu pomóc
  • Jeśli zacznie się do mnie brzydko odzywać, zamiast krzyczeć, zapytam, czemu tak robi i powiem, że jest mi bardzo przykro. Wytłumaczę, że tak nie wolno, że są pewne zasady kierujące relacją rodzic- dziecko itp.
  • Jeśli będzie udawało, że mnie nie słyszy, zamiast krzyczeć, zapytam grzecznie, czy nie ma ochoty na coś słodkiego, tym sposobem zwrócę jego uwagę;)

Jeśli sobie to spiszesz i kilkakrotnie przeczytasz, Twój mózg zakoduje sobie jak ma reagować na daną sytuację i bardzo prawdopodobne, że następnym razem, zamiast krzyczeć zastosujesz się do swojego planu.

ZDYSTANSUJ SIĘ!

Hahahahha, wiem dobry żart. Jak tu się zdystansować, gdy krew w żyłach buzuje, a Twoje emocje sięgają zenitu. Ale zapewniam Cię, że jest to jeden z najlepszych sposobów na uspokojenie.

Zanim krzykniesz, zatrzymaj się na chwilę, stań obok i oceń całą sytuację z innego punktu widzenia.

  • Co byś pomyślała o innej matce, która by się tak zachowała?
  • Co będą czuły Twoje dzieci, gdy krzykniesz? Będą pewnie płakały, będzie im smutno.
  • Jak będzie wygląda reszta Twojego dnia, gdy wybuchniesz? Bedziesz czuła się źle z tym, że znowu to zrobiłaś. Będą dręczyły Cię wyrzuty sumienia.

Jeśli dasz sobie te kilka sekund na zastanowienie, okaże się, że nie warto tego robić i emocje opadną.

DAJ SOBIE PRZESTRZEŃ

Gdy czujesz, że robisz się czerwona ze złości, odejdź!!! Zmień miejsce i rozładuj emocje. Oto kilka sposobów:

 

Temat szeroki i głęboki jak ocean. Pewnie nie raz nie dwa do niego wrócę. Ale nie czekaj na dalsze odcinki. Jeśli krzyczysz i czujesz się z tym źle, spróbuj zastosować się do powyższych. Daj znać co u Ciebie działa, a co nie. Pamiętaj nie jestem ekspertem od złości, to są moje przemyślenia i sposoby z których korzystałam. Jeśli znasz inne, lepsze, sprawdzające się u Ciebie, napisz w komentarzu i podziel się nimi:)

 

Tymczasem życzę miłego i spokojnego dnia z dziećmi.

Twoja Gee

fot:  Mr Blacksheep Photography


Głęboko wierzę w to, że kluczem do szczęśliwego macierzyństwa jest przede wszystkim szczęśliwa i spełniona mama. Wiem też, jak ciężko jest nam mamom wygenerować chwilę dla siebie. Dlatego przygotowałam dla Ciebie serię maili, w których opisuję moje sposoby na to aby w ciągu dnia pełnego obowiązków i wyzwań nie zapomnieć o sobie.

Po przeczytaniu maili:

  • Z łatwością wygenerujesz chwilę dla siebie
  • Nauczysz swoją rodzinę, że każdy ma swoje potrzeby i każdy potrzebuje czasu tylko i wyłącznie dla siebie. Nawet MAMA!
  • Twoje życie będzie bardziej poukładane i spokojniejsze
  • Ograniczysz elementy zaskoczenia, które w łatwy sposób dezorganizują Ci dzień
  • Dzieci widząc spokojniejszą mamę, same będą spokojniejsze i szczęśliwsze.

Zapisz się poniżej, a otrzymasz pierwszego maila już dziś!

 

Continue Reading

Dlaczego TAK NAPRAWDĘ krzyczymy na nasze dzieci?

Moja historia

To był poranek, jak każdy inny. Mąż robił śniadanie, ja próbowałam podnieść moje maluchy z łóżka.

Julka wstała bez problemu, Ignaś niestety stawiał opory.

Dałam mu chwilę na dospanie i jeszcze jedną i jeszcze jedną. Robiło się późno, w końcu wstał. Poprosiłam, żeby jak, co dzień ubrał się i umył zęby.

Minęło 15 min, poszłam zawołać go na śniadanie, otwieram drzwi pokoju, a on jak gdyby nigdy nic, leży na łóżku i bawi się klockami.

Nie ubrany, nie umyty, łóżko niepościelone!!!!

Wtedy czuję, jak krew w żyłach zaczyna mi buzować i wydobywa się ze mnie niekontrolowane i jakże wściekłe…

CHYBA SOBIE ZE MNIE JAJA ROBISZ!!!!

Tak, to właśnie ja! Zawsze wiedziałam, że jestem nerwusem, ale żeby aż do takiego stopnia, z tak błahego powodu?

A jednak. Odkąd zostałam mamą złość i podnoszenie głosu zaczęły przychodzić mi nieco łatwiej.

Plany versus Rzeczywistość

Żadna z nas, stając się mamą, zapewne nie planuje:

BĘDĘ ZŁĄ MAMĄ, BĘDĘ KRZYCZEĆ.

Wręcz pokusiłabym się o stwierdzenie, że raczej obiecujesz sobie, że:

  • nie będziesz złościć się na dzieci
  • zawsze będziesz wyrozumiała i cierpliwa
  • krzyk to już ostateczność

Tak przynajmniej ja sobie obiecywałam.

Wszystko fajnie, do momentu, gdy okazuję się, że nagle robisz to, czego obiecałaś sobie nie robić. KRZYCZYSZ!

Dlaczego tak się dzieje?

Przecież miałaś być tą wspaniałą mamą, której obraz stworzyłaś sobie w głowie.

No właśnie, dlaczego tak się dzieje? Jest wiele przyczyn naszej złości. Oto kilka podstawowych:

CZUJESZ SIĘ BEZSILNA

Krzyk bierze się najczęściej ze STRACHU. STRACHU przed BEZSILNOŚCIĄ!

Bezsilnością, gdy starasz się wyjść do pracy na czas, a Twoje dziecko za grosz nie wykazuje chęci współpracy.

Bezsilnością, gdy po raz setny prosisz o sprzątnięcie LEGO, a góra klocków, jaka była taka jest.

Bezsilnością, gdy zamiast iść do kąpieli, po wielu prośbach, Twoje dziecko bawi się w najlepsze.

WTEDY KRZYCZYSZ!

Bo w danym momencie to Twoja jedyna broń. Niestety obusieczna. Bo czy kiedykolwiek krzycząc na swoje dziecko, udało Ci się natychmiastowo osiągnąć, to czego oczekiwałaś?

No właśnie. Założę się, że nie (albo bardzo sporadycznie). Zamiast w takich sytuacjach krzyczeć, znajdź sprytny sposób, żeby rozwiązać łagodnie konflikt.

U mnie zwykle, gdy już dochodzi do sytuacji kryzysowej i nie wytrzymuję, kończy się to obrażaniem albo płaczem, później tłumaczeniem, przepraszaniem i wreszcie osiągnięciem celu. Zajmuje to zdecydowanie dłużej, niż gdybym od razu podeszła do sprawy mądrzej, kreatywniej i konstruktywniej;)

JESTEŚ PRZEMĘCZONA

Codziennie dajesz z siebie wszystko. Twój dzień wypełniony jest po brzegi.

DZIECI, PRACA, DOM, MĄŻ

Dzieje się tak dużo, że nie nadążasz i próbując wszystko ogarnąć, po prostu zaniedbujesz sen i odpoczynek.

Czyli najgorszy błąd jaki możesz popełnić. Bo gdy jesteś niewyspana, ciągle przemęczona, to nie dziw się, że krzyczysz. Twoja tolerancja na czynniki zewnętrzne jest wtedy zdecydowanie mniejsza. Przeszkadza i denerwuje Cię wszystko. Nawet najdrobniejsze przewinienie Twojego dziecka.

Dlatego śpij min 7 godzin dziennie i zadbaj o swój odpoczynek.

NIE ŁADUJESZ SWOJEJ ENERGII

Często chcesz podołać wszystkiemu i koniec końców, brakuje Ci dnia i tygodnia, żeby gdzieś na chwilę się wyrwać, zatęsknić za dziećmi i przede wszystkim zrobić coś bez nich (tylko z mężem lub tylko dla siebie).

Cały czas tylko dajesz i dajesz. A gdy nie doładowujesz swojej energii, w końcu się wyczerpujesz. Baterie w przeciwieństwie do Ciebie, gdy są rozładowane, przestają działać, Ty nie! I nadal dajesz.

A gdy tak dłużej próbujesz funkcjonować na 0 POWER MODE, niewiele dzieli Cię od sytuacji, w której zaczynasz krzyczeć. Rozumiesz, o czym mówię?

Dlatego tak ważne jest, żebyś zadbała również o siebie. 

 Nie tylko dla siebie, ale również dla nich!

Weekend w spa, kawa z koleżanką, zajęcia taneczne, lunch z przyjaciółmi, randka z mężem. Opcji jest wiele, na pewno coś wybierzesz. Ważne, żeby robić to zanim, dojdzie do sytuacji kryzysowej, czyli najlepiej regularnie!

STRESUJESZ SIĘ PIERDOŁAMI

Myślisz, że nie nadążasz, że czegoś nie zrobiłaś, że mogłaś coś zrobić lepiej. Masz wobec siebie bardzo duże wymagania. Ciągle chcesz, żeby było lepiej, czyściej, dokładniej.

Tylko, że ta gonitwa za perfekcjonizmem prowadzi najczęściej do stresu. Stresu, który sama sobie fundujesz.

Zamiast skupiać się, na tym, żeby było idealnie, daj sobie przestrzeń do tego, żeby było w niektórych obszarach PO PROSTU akceptowalnie. Wtedy będziesz spokojniejsza i milsza w obyciu.

Ponownie zabrudzona przez dzieci podłoga, nie wywoła w Tobie już wtedy frustracji i nie doprowadzi do wydobycia się z Ciebie złości w postaci krzyku:

Wynocha z kuchni, tu się sprząta!!!

Pamiętaj masz wybór, albo będziesz się stresować, że coś jest nie po Twojej myśli albo wrzucisz na duży luuuuuuuuz i zaakceptujesz, fakt, że życie z dziećmi wygląda nieco inaczej.

MASZ ZA DUŻE WYMAGANIA

Czasem od swojego szkraba wymagasz za wiele. Możesz go np. uczyć porządku, odnoszenia po sobie talerza czy składania łóżka, ale nie wymagaj, że będzie robił te wszystkie rzeczy samodzielnie, od razu i w dodatku dobrze. Dzieci szybko przyswajają i wszystkiego mogą się nauczyć. Ale niektóre rzeczy zajmą im więcej czasu, a w niektórych przypadkach będą potrzebowały Twojej pomocy (szczególnie na początku) – np. ścielenie łóżka.

Gdy czasem widziałam efekty sprzątania Ignasia w swoim pokoju, szlag mnie trafiał. Bo jak można wszystko, co było na podłodze, wrzucić „ot tak” do szafki, nie układając!!!!

W odpowiedzi słyszałam: „No, ale przecież prosiłaś, żeby sprzątnąć wszystko z podłogi, więc to zrobiłem.

No właśnie, matka sama sobie winna:P

Więc zanim zareagujesz agresywnie, najpierw zastanów się, czy aby na pewno, powinnaś od dziecka wymagać tego, o co je właśnie poprosiłaś.

BIERZESZ WSZYSTKO DO SIEBIE

„Nie kocham Cię”

„Chcę się wyprowadzić”

„Inne dzieci mają fajniejszych rodziców”

Tak, to wszystko już zdążyło spaść na moje uszy, choć Ignaś ma dopiero 6 lat. Gdy to słyszę jest mi przepotwornie przykro. Bo wiem, że robię, co mogę, żeby było dobrze, a tu moje dziecko podsumowuje wszystko jednym zdaniem. Zdaniem, które trafia prosto w serducho. Zdaniem, które rani, ale i też wywołuje agresję.

Bo myślisz sobie: „ja tu kurczę skaczę koło Ciebie, jak zając wokół marchewki, a Ty, tak mi się odwdzięczasz?

Ważne, żeby zrozumieć, że dzieci mówiąc takie rzeczy, wcale tak nie myślą. Działają tak, gdy np. próbują coś wynegocjować. Używają haseł zasłyszanych w przedszkolu czy szkole i myślą, że mają moc. Później najczęściej przepraszają, wtulają się i bardzo tego żałują.

Dlatego zanim zareagujesz, przetłumacz sobie, że to nic nie znaczy. Weźmiesz to wtedy z łatwością na klatę, uśmiechniesz się i co najważniejsze nie będziesz krzyczeć.

Co teraz?

Teraz gdy znasz źródła złości, możesz starać się zaradzić wszelkim krzykliwym sytuacjom. Sprawa niełatwa, bo wymaga od Ciebie pracy samej ze sobą. Zrozumienia, ale i przewidzenia pewnych sytuacji. A potem zapobiegania.

Powinnaś się zastanowić, co tak naprawdę Cię złości i dlaczego. Może wystarczy, że będziesz się wysypiać albo odpuścisz pewne wymagania. Zlokalizuj swoje źródło i zastanów się, co możesz zmienić.

To, że stajemy się rodzicami nie oznacza, że wiemy wszystko i na wszystko potrafimy reagować. Rodzicielstwo to tak jakby narodzić się na nowo i na nowo poznawać samego siebie. Nie wiń się za to, że krzyczałaś. Było minęło. Nikt nie jest idealny . Teraz zaparz sobie herbatkę i zastanów się, co zrobić, żeby tego nie robić;)

No, ale co gdy, nie zadziałasz prewencyjnie i znowu znajdziesz się w sytuacji, gdy krew zaczyna Ci szybciej pulsować, policzki stają się czerwone, a gardło szykuje się do wydania możliwie jak najwyższego tonu….

O tym już w przyszłym tygodniu!

Pozdrawiam Cię serdzecznie

Twoja Gee

fot:  Mr Blacksheep Photography


Głęboko wierzę w to, że kluczem do szczęśliwego macierzyństwa jest przede wszystkim szczęśliwa i spełniona mama. Wiem też, jak ciężko jest nam mamom wygenerować chwilę dla siebie. Dlatego przygotowałam dla Ciebie serię maili, w których opisuję moje sposoby na to aby w ciągu dnia pełnego obowiązków i wyzwań nie zapomnieć o sobie.

Po przeczytaniu maili:

  • Z łatwością wygenerujesz chwilę dla siebie
  • Nauczysz swoją rodzinę, że każdy ma swoje potrzeby i każdy potrzebuje czasu tylko i wyłącznie dla siebie. Nawet MAMA!
  • Twoje życie będzie bardziej poukładane i spokojniejsze
  • Ograniczysz elementy zaskoczenia, które w łatwy sposób dezorganizują Ci dzień
  • Dzieci widząc spokojniejszą mamę, same będą spokojniejsze i szczęśliwsze.

Zapisz się poniżej, a otrzymasz pierwszego maila już dziś!

Continue Reading

Jak przetrwać podróż samolotem z maluchami?

Przed wakacjami, jedna rzecz nieustannie spędzała mi sen z powiek. Mianowicie:

Jak przetrwamy czterogodzinny lot z naszymi dziećmi? A szczególnie, jak my go przetrwamy z 16 miesięczną Julką???

6 letni Ignaś, przy Julce, która dopiero niedawno nauczyła się chodzić, to bułka z masłem;)

Po Ignasiu spodziewałam się jedynie, miliona pytań do…, zagadywania wszystkich pasażerów i marudzenia w stylu „mamo, daleko jeszcze….???” Do ogarnięcia!

Julka natomiast to LEVEL MASTER. Na miejscu nie usiedzi, spać na rękach nie umie (bo tylko w łóżeczku) no i ten start, lądowanie, potencjalnie zatkane uszy, rzeczy do zabrania na pokład… wszystko to sprawiało, że aż ściskało mnie w żołądku.

Zaczęłam przeszukiwać Internet w poszukiwaniu jakichkolwiek informacji. Trochę tego było, ale ostatecznie skorzystałam z:

  • pomocy Marysi, która w artykule NIEMOWLAK W SAMOLOCIE, radzi jak praktycznie spakować się na pokład, jakie mamy prawa na lotnisku podróżując z dzieckiem i jaki bagaż przysługuje maluchom.
  • ale też z porad Natalii i Łukasza, którzy w UWAGA! DZIECKO W SAMOLOCIE mówią, że grunt to wrzucić na luzzzz, dobrze się spakować i zabrać ze sobą dużo przekąsek, ale również i gadżetów, które umilą dziecku podróż.

Z pomocą Marysi, Natalii i Łukasza zaczęłam powoli ogarniać temat, spuszczać ciśnienie i przygotowywać się do lotu.

Na myśl o gadżetach wyprułam do sklepu, w którym spędzam zdecydowanie za dużo czasu, a co gorsza wydaję zawsze zbyt dużo:P

Flying TIGER Copenhagen – skarbnica gadżetów, umilaczy czasu i niespotykanych pierdułek dla dzieci ale też i dorosłych!

Zarówno dla Julki jak i Ignasia stworzyłam, zestawy rozrywkowe na czas lotu.

Zakupiłam mnóstwo małych gadżetów w Tiger, a Mati uzupełnił zestaw o grę planszową, komiks i zeszyt z superbohaterami. Wręczyliśmy im wszystko dopiero w dzień podróży. Nie wcześniej, bo inaczej cały plan mógł wziąć w łeb.

Największa ekscytacja miała nastąpić podczas startu i trwać jak najdłużej – a najlepiej cztery godziny!!!

Poniżej znajdziecie wszystkie wyszukane przeze mnie skarby.

JULKA- 16 MIESIĘCY

Jula (pewnie jak większość maluchów) uwielbia, otwierać i zamykać wszelakie pudełka. Dlatego skrzyneczka na przechowywanie skarbów była koniecznością. Flying TIGER Copehagen

Odklejanie i naklejanie – kolejna ulubiona czynność dzieci w tym wieku:) Flying TIGER Copehagen

Bardziej przydały się do bicia mamy po głowie, ale zawsze to jakieś zajęcie.W pełni skorzystaliśmy z kręgli już na miejscu:) Flying TIGER Copehagen

Kaczucha z wytrzeszczem. Gdy naciskasz oczy wychodzą jej z orbit. Flying TIGER Copehagen

Po pół godziny brakowało nam już elementów, ale zabawa była przednia. Flying TIGER Copehagen

Plastikowe kubeczki w samolocie, po przyklejeniu kwiatuszków, prezentowały się znacznie lepiej:) Flying TIGER Copehagen

Na wypadek gdyby klima w samolocie padła.. Flying TIGER Copehagen

Dopasowywanie, rzucanie, gryzienie – zabawka wielofunkcyjna. Flying TIGER Copehagen

Gdyby naszła wena na jakiś piękny rysunek… Flying TIGER Copehagen

 

IGNAŚ – 6 LAT

Może nie najlepszy pomysł na czas turbulencji, ale nas akurat ominęły. Flying TIGER Copehagen

Podczas lotu wprowadzaliśmy się w wakacyjne klimaty, bo pogoda u nas w kraju akurat nie sprzyjała. Flying TIGER Copehagen

Co prawda więcej było skupienia na obrazkach niż na czytaniu, ale to zawsze kilka chwil skupienia i wytchnienia dla rodziców. EMPIK

Można było porządnie oberwać po głowie, ale udało się nam pobawić bez większych ofiar (poza pasażerem klasy business, który siedział w rzędzie przed nami;) Flying TIGER Copehagen

Idealny moment na naukę sznurowania. Maluch opuszcza pokład samolotu z nową umiejętnością. Flying TIGER Copehagen

Glutek do rzucania, zamiast piłki. PS grali też inni pasażerownie;) Flying TIGER Copehagen

W samolocie trzeba uważać, żeby nie zgubić kości. My wróciliśmy z dwiema;) Flying TIGER Copehagen

Gdyby zachciało się porysować lub zrobić trochę działań matematycznych, razem z super bohaterami.

Świetna gra na każdą okazję, nie tylko dla dzieci;) Gralnia

 

Wszystkie powyższe pomogły nam jako tako przetrwać lot. Z czterech godzin zapełniły przynajmniej jedną pełną – zawsze coś;) Reszta czasu to spanie, posiłek, start i lądowanie. Jakoś daliśmy radę, choć łatwo nie było.

Skarby przydały się nam również na miejscu podczas przemieszczania się autem, plażowania czy leniuchowania przy basenie. W drodze powrotnej przy naszych miejscach w samolocie, stworzyło się mini przedszkole. Nasze dzieci, już znudzone zabawkami po dwóch tygodniach, chętnie dzieliły się nimi z  innymi małymi pasażerami.

Podsumowując warto było zainwestować w gadżety, ponieważ:

  • Zastąpiły nam duże zabawki, których nie moglibyśmy ze sobą zabrać.
  • Było ich sporo, więc zawsze ktoś znalazł coś dla siebie
  • Były lekkie, więc nie było specjalnie dużo dźwigania
  • Żadna z zabawek nie miała jakiejś szczególnej wartości, wiec przy zagubieniu czy zniszczeniu nie było płaczu
  • Dzieci wzięły je do rąk dopiero w dzień podróży, co zdecydowanie wydłużyło ich zainteresowanie

Więc jednym słowem jeśli lecisz na wakacje z dziećmi (a warto)… Mamo! Przygotuj się 🙂

Twoja Gee


fot:  Mr Blacksheep Photography


Głęboko wierzę w to, że kluczem do szczęśliwego macierzyństwa jest przede wszystkim szczęśliwa i spełniona mama. Wiem też, jak ciężko jest nam mamom wygenerować chwilę dla siebie. Dlatego przygotowałam dla Ciebie serię maili, w których opisuję moje sposoby na to aby w ciągu dnia pełnego obowiązków i wyzwań nie zapomnieć o sobie.

Po przeczytaniu maili:

  • Z łatwością wygenerujesz chwilę dla siebie
  • Nauczysz swoją rodzinę, że każdy ma swoje potrzeby i każdy potrzebuje czasu tylko i wyłącznie dla siebie. Nawet MAMA!
  • Twoje życie będzie bardziej poukładane i spokojniejsze
  • Ograniczysz elementy zaskoczenia, które w łatwy sposób dezorganizują Ci dzień
  • Dzieci widząc spokojniejszą mamę, same będą spokojniejsze i szczęśliwsze.

Zapisz się poniżej, a otrzymasz pierwszego maila już dziś!

Continue Reading