Jak przetrwać podróż samolotem z maluchami?

Przed wakacjami, jedna rzecz nieustannie spędzała mi sen z powiek. Mianowicie:

Jak przetrwamy czterogodzinny lot z naszymi dziećmi? A szczególnie, jak my go przetrwamy z 16 miesięczną Julką???

6 letni Ignaś, przy Julce, która dopiero niedawno nauczyła się chodzić, to bułka z masłem;)

Po Ignasiu spodziewałam się jedynie, miliona pytań do…, zagadywania wszystkich pasażerów i marudzenia w stylu „mamo, daleko jeszcze….???” Do ogarnięcia!

Julka natomiast to LEVEL MASTER. Na miejscu nie usiedzi, spać na rękach nie umie (bo tylko w łóżeczku) no i ten start, lądowanie, potencjalnie zatkane uszy, rzeczy do zabrania na pokład… wszystko to sprawiało, że aż ściskało mnie w żołądku.

Zaczęłam przeszukiwać Internet w poszukiwaniu jakichkolwiek informacji. Trochę tego było, ale ostatecznie skorzystałam z:

  • pomocy Marysi, która w artykule NIEMOWLAK W SAMOLOCIE, radzi jak praktycznie spakować się na pokład, jakie mamy prawa na lotnisku podróżując z dzieckiem i jaki bagaż przysługuje maluchom.
  • ale też z porad Natalii i Łukasza, którzy w UWAGA! DZIECKO W SAMOLOCIE mówią, że grunt to wrzucić na luzzzz, dobrze się spakować i zabrać ze sobą dużo przekąsek, ale również i gadżetów, które umilą dziecku podróż.

Z pomocą Marysi, Natalii i Łukasza zaczęłam powoli ogarniać temat, spuszczać ciśnienie i przygotowywać się do lotu.

Na myśl o gadżetach wyprułam do sklepu, w którym spędzam zdecydowanie za dużo czasu, a co gorsza wydaję zawsze zbyt dużo:P

Flying TIGER Copenhagen – skarbnica gadżetów, umilaczy czasu i niespotykanych pierdułek dla dzieci ale też i dorosłych!

Zarówno dla Julki jak i Ignasia stworzyłam, zestawy rozrywkowe na czas lotu.

Zakupiłam mnóstwo małych gadżetów w Tiger, a Mati uzupełnił zestaw o grę planszową, komiks i zeszyt z superbohaterami. Wręczyliśmy im wszystko dopiero w dzień podróży. Nie wcześniej, bo inaczej cały plan mógł wziąć w łeb.

Największa ekscytacja miała nastąpić podczas startu i trwać jak najdłużej – a najlepiej cztery godziny!!!

Poniżej znajdziecie wszystkie wyszukane przeze mnie skarby.

JULKA- 16 MIESIĘCY

Jula (pewnie jak większość maluchów) uwielbia, otwierać i zamykać wszelakie pudełka. Dlatego skrzyneczka na przechowywanie skarbów była koniecznością. Flying TIGER Copehagen

Odklejanie i naklejanie – kolejna ulubiona czynność dzieci w tym wieku:) Flying TIGER Copehagen

Bardziej przydały się do bicia mamy po głowie, ale zawsze to jakieś zajęcie.W pełni skorzystaliśmy z kręgli już na miejscu:) Flying TIGER Copehagen

Kaczucha z wytrzeszczem. Gdy naciskasz oczy wychodzą jej z orbit. Flying TIGER Copehagen

Po pół godziny brakowało nam już elementów, ale zabawa była przednia. Flying TIGER Copehagen

Plastikowe kubeczki w samolocie, po przyklejeniu kwiatuszków, prezentowały się znacznie lepiej:) Flying TIGER Copehagen

Na wypadek gdyby klima w samolocie padła.. Flying TIGER Copehagen

Dopasowywanie, rzucanie, gryzienie – zabawka wielofunkcyjna. Flying TIGER Copehagen

Gdyby naszła wena na jakiś piękny rysunek… Flying TIGER Copehagen

 

IGNAŚ – 6 LAT

Może nie najlepszy pomysł na czas turbulencji, ale nas akurat ominęły. Flying TIGER Copehagen

Podczas lotu wprowadzaliśmy się w wakacyjne klimaty, bo pogoda u nas w kraju akurat nie sprzyjała. Flying TIGER Copehagen

Co prawda więcej było skupienia na obrazkach niż na czytaniu, ale to zawsze kilka chwil skupienia i wytchnienia dla rodziców. EMPIK

Można było porządnie oberwać po głowie, ale udało się nam pobawić bez większych ofiar (poza pasażerem klasy business, który siedział w rzędzie przed nami;) Flying TIGER Copehagen

Idealny moment na naukę sznurowania. Maluch opuszcza pokład samolotu z nową umiejętnością. Flying TIGER Copehagen

Glutek do rzucania, zamiast piłki. PS grali też inni pasażerownie;) Flying TIGER Copehagen

W samolocie trzeba uważać, żeby nie zgubić kości. My wróciliśmy z dwiema;) Flying TIGER Copehagen

Gdyby zachciało się porysować lub zrobić trochę działań matematycznych, razem z super bohaterami.

Świetna gra na każdą okazję, nie tylko dla dzieci;) Gralnia

 

Wszystkie powyższe pomogły nam jako tako przetrwać lot. Z czterech godzin zapełniły przynajmniej jedną pełną – zawsze coś;) Reszta czasu to spanie, posiłek, start i lądowanie. Jakoś daliśmy radę, choć łatwo nie było.

Skarby przydały się nam również na miejscu podczas przemieszczania się autem, plażowania czy leniuchowania przy basenie. W drodze powrotnej przy naszych miejscach w samolocie, stworzyło się mini przedszkole. Nasze dzieci, już znudzone zabawkami po dwóch tygodniach, chętnie dzieliły się nimi z  innymi małymi pasażerami.

Podsumowując warto było zainwestować w gadżety, ponieważ:

  • Zastąpiły nam duże zabawki, których nie moglibyśmy ze sobą zabrać.
  • Było ich sporo, więc zawsze ktoś znalazł coś dla siebie
  • Były lekkie, więc nie było specjalnie dużo dźwigania
  • Żadna z zabawek nie miała jakiejś szczególnej wartości, wiec przy zagubieniu czy zniszczeniu nie było płaczu
  • Dzieci wzięły je do rąk dopiero w dzień podróży, co zdecydowanie wydłużyło ich zainteresowanie

Więc jednym słowem jeśli lecisz na wakacje z dziećmi (a warto)… Mamo! Przygotuj się 🙂

Twoja Gee


fot:  Mr Blacksheep Photography


Głęboko wierzę w to, że kluczem do szczęśliwego macierzyństwa jest przede wszystkim szczęśliwa i spełniona mama. Wiem też, jak ciężko jest nam mamom wygenerować chwilę dla siebie. Dlatego przygotowałam dla Ciebie serię maili, w których opisuję moje sposoby na to aby w ciągu dnia pełnego obowiązków i wyzwań nie zapomnieć o sobie.

Po przeczytaniu maili:

  • Z łatwością wygenerujesz chwilę dla siebie
  • Nauczysz swoją rodzinę, że każdy ma swoje potrzeby i każdy potrzebuje czasu tylko i wyłącznie dla siebie. Nawet MAMA!
  • Twoje życie będzie bardziej poukładane i spokojniejsze
  • Ograniczysz elementy zaskoczenia, które w łatwy sposób dezorganizują Ci dzień
  • Dzieci widząc spokojniejszą mamę, same będą spokojniejsze i szczęśliwsze.

Zapisz się poniżej, a otrzymasz pierwszego maila już dziś!

Continue Reading

Najlepsza rada, jaką mogę dać innym rodzicom…

Dawanie rad, samo w sobie, jest dość kontrowersyjną sprawą. Bo kto lubi ich słuchać, a tym bardziej się do nich stosować?

Na pewno nie rodzice…

Dlaczego więc ja postanowiłam podjąć to ryzyko i coś Wam poradzić?

Przetestowałam i wiem, że warto;) Hahah wiem, brzmi jak każda dobra rada, ale zaufajcie mi i zostańcie ze mną jeszcze przez chwilę:) Pamiętajcie nie musicie się do niej stosować.

Najlepsza rada, jaką mogę dać innym rodzicom to…

Wyjeżdżajcie z dziećmi na wakacje!

Temat u mnie bardzo na czasie, bo dopiero wróciłam z dwutygodniowego urlopu z moją familią.

Czy jestem wypoczęta? Sprawa dyskusyjna.

Czy pojechałam, żeby leżeć plackiem na plaży? Marzenie…

Czy przez dwa tygodnie, nic tylko się do siebie uśmiechaliśmy i prawiliśmy sobie komplementy? Buahahhahahah

To niby po co ta rada, zapewne zapytacie?

Każdy rodzic wie, że wspólne wakacje z dziećmi to czasem nie lada wyzwanie. Bo dla nas rodziców poza klimatem i ładnymi widokami niewiele się zmienia;) Nadal dzieci trzeba ogarnąć, nakarmić, dopilnować i zapewnić im atrakcje. Tylko że często nawet ze zdwojonym wysiłkiem. One nie wchodzą w stan relaksu i odpoczynku, one się tam dopiero rozkręcają.

Obecnie schodzi, ze mnie całe zmęczenie i ledwo trafiam w klawiaturę pisząc ten post;) Ale patrząc wstecz, pomimo czasem trudnych i męczących sytuacji, niespełnionych oczekiwań co do zwiedzonych miejsc, czasu spędzonego na plaży i czystego relaksu, był to wspaniały czas z moją rodziną.

Bez względu na to, jak bardzo zmęczeni i niewypoczęci wracamy, mówię Wam – warto! Dlaczego? Przeczytajcie sami:

  1. Wakacyjny relaks łączy

Nic tak nie zbliża ludzi, jak wspólny posiłek (link) i wakacje. Jest to czas tylko dla Was. Nie ma dookoła rozpraszaczy typu praca, obowiązki domowe czy szkolne. Jest to czas, w którym nic nie musicie. Jedyne co, musicie, a w sumie raczej chcecie, to dobrze spędzić ten czas. Budzicie się w rzeczywistości, gdzie cały dzień jest tylko i wyłącznie do Waszej dyspozycji. Robicie rzeczy, na które na co dzień nie ma czasu. Jesteście ze sobą i dla siebie. Jadacie wspólne posiłki, gracie w gry, zwiedzacie i wiele innych.

Ale pamiętajcie co za dużo to niezdrowo. Czasem warto się rozdzielić i pozwolić sobie na odrobinę swobody i czasu sam na sam. To też łączy. Szanujemy wtedy nawzajem swoje potrzeby. Nie warto zmuszać się do robienia wszystkiego wspólnie, gdy któreś z Was ma akurat ochotę na coś innego.

U nas to dość powszechna taktyka. Tym bardziej że nasze wakacyjne preferencje z mężem znacznie się różnią. On nie lubi słońca, ja kocham. On woli posiedzieć w domu i przeczekać z Julą największe upały w klimatyzowanym pomieszceniu, dla mnie to idealny czas na plażę z Ignasiem. Czasem jedno z nas przejmuje dwójkę, tak by drugie mogło zrobić coś tylko dla siebie. A czasem do znudzenia siedzimy wszyscy razem, nie robiąc nic szczególnego i ciesząc się jedynie swoją obecnością.

  1. Poznajecie siebie nawzajem

Na co dzień wszyscy jesteście czymś zajęci. Praca, przedszkole, szkoła, dodatkowe zajęcia, obowiązki. Każde z Was większość dnia spędza poza domem.

Podczas wakacji macie okazję spędzić ze sobą więcej czasu niż zwykle. Dostajecie niepowtarzalną szansę poznania się bliżej, z innej strony, w najróżniejszych sytuacjach. Doświadczacie wspólnie chwil przyjemnych, ale i konflikty nie są Wam obce. Bo pamiętajcie, wakacje nie dzieją się w oderwaniu od rzeczywistości, one są jej częścią. Z taką różnicą, że podczas wakacji spędzacie ze sobą więcej czasu niż na co dzień. Co może generować znacznie więcej miłych i śmiesznych momentów, ale i konfliktów, sytuacji stresujących, fochów, humorów i innych. Grunt to umiejętnie sobie z nimi poradzić, szybko o nich zapomnieć i nadal cieszyć się wakacjami:)

  1. Kreujecie wspomnienia

Kiedy, jak nie w wakacje można dbać o te magiczne wspomnienia ze swoją rodziną? To właśnie wtedy dzieje się dużo niecodziennych rzeczy. Zwiedzacie, doświadczacie innych kultur, próbujecie nowego jedzenia, chłoniecie atmosferę całymi sobą. Odcięci od codziennych problemów, cieszycie się chwilami zarówno z dziećmi jak z samymi sobą. Wtedy właśnie tworzą się cudowne wspomnienia. A te zostają z nami na zawsze.

  1. Wspólnie uczycie się rozwiązywać problemy

Wakacje z dziećmi to nie jakby się wydawało okres wielkiej sielanki, ale też czas gdy, właśnie wtedy lubią pojawiać się przeszkody i problemy. Jak np. przeziębienie dziecka, zgubiony bagaż, zalany namiot czy elektroniczne kluczyki do samochodu utopione w morzu. Tak to, wszystko nasze doświadczenia.. Wszystko zdarzyć się może;) A wiadomo od wakacji mamy duże oczekiwania, chcemy, żeby było miło, zdrowo, bezproblemowo i przyjemnie. Ale nie zawsze tak jest. Ważne, by w takich momentach podejmować wspólne decyzje, podchodzić z dużym dystansem do takich sytuacji i nie spisywać wszystkiego na straty. Uczycie się wtedy jak umiejętnie wyjść z każdej sytuacji razem, tak by wszyscy pod koniec powiedzieli, że mimo wszystko było fajnie.

  1. Doceniacie i uczycie się

Czas wakacji to idealny moment na wspólnie spędzone chwile, ale też czas gdzie my i nasze dzieci, możemy nauczyć się masę nowych rzeczy, doświadczyć innych kultur i skosztować życia w innych warunkach. Nauka poprzez doświadczenie to nauka najcenniejsza. Gdy wpleciemy w to wszystko jeszcze wspaniałą atmosferę wakacji, nabyta wiedza na pewno w las nie pójdzie. Mawiają przecież, że podróże kształcą. I nie musisz jeździć na koniec świata. Dla Twojego dziecka nawet leśne zwierzęta biegające 100 km od domu są niesamowicie fascynującym doświadczeniem. A i Ty możesz się przy tym czegoś nauczyć. Bo pewnie nie raz nie dwa wertowałaś Internet w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania swoich dzieci:P

My właśnie wróciliśmy z Portugalii, było cudownie, choć nie ukrywam, potrzebowaliśmy chwili, żeby nauczyć się przebywać ze sobą więcej niż zwykle. Doświadczaliśmy konfliktu interesów, przekonań wychowawczych i oczekiwań co do wakacji. Mieliśmy trudne momenty z dziećmi, bo, a to foch, a to małe przeziębienie. Samo życie. Ale w ogólnym rozrachunku cieszyliśmy się wspólnym czasem i czerpaliśmy z niego jak najwięcej.

Ignaś z początku mało chętny na wakacje, bo ominął go wyjazd na zielone przedszkole, ocenił wakacje w skali od 1 do 10 na 10. To chyba najlepszy wyznacznik, tego dlaczego, było warto. My z mężem wyjazd oceniamy na 8. Dwóch punktów zabrakło ze względu na niedosyt snu no i zawsze można było zostać jeszcze parę dni dłużej;) To było by, na tyle jeśli chodzi o moje rady…

Twoja Gee


Głęboko wierzę w to, że kluczem do szczęśliwego macierzyństwa jest przede wszystkim szczęśliwa i spełniona mama. Wiem też, jak ciężko jest nam mamom wygenerować chwilę dla siebie. Dlatego przygotowałam dla Ciebie serię maili, w których opisuję moje sposoby na to aby w ciągu dnia pełnego obowiązków i wyzwań nie zapomnieć o sobie.

Po przeczytaniu maili:

  • Z łatwością wygenerujesz chwilę dla siebie
  • Nauczysz swoją rodzinę, że każdy ma swoje potrzeby i każdy potrzebuje czasu tylko i wyłącznie dla siebie. Nawet MAMA!
  • Twoje życie będzie bardziej poukładane i spokojniejsze
  • Ograniczysz elementy zaskoczenia, które w łatwy sposób dezorganizują Ci dzień
  • Dzieci widząc spokojniejszą mamę, same będą spokojniejsze i szczęśliwsze.

Zapisz się poniżej, a otrzymasz pierwszego maila już dziś!

Continue Reading

6 powodów, dla których warto jeść wspólne posiłki z dziećmi

Ile razy w tym tygodniu zasiadłaś z całą rodziną do stołu? Raz, dwa, czy może wcale?Jak często zdarza się Wam jeść w biegu, bo spieszycie się do pracy, szkoły, czy przedszkola? Kanapki ze śniadania dzieci kończą w samochodzie, a kolację zjadają przed telewizorem, bo tak jest szybciej? Zastanawiałaś się kiedyś nad tym, co wspólny posiłek wnosi do życia Twojego dziecka?

 Oto 6 powodów, dla których rodzinne zasiadanie do stołu jest takie istotne.

Po pierwsze jest to  Czas na rozmowę

Żyjemy tak szybko i tak intensywnie, że zdarza się, że w ciągu dnia brakuje czasu na rozmowę z naszymi najbliższymi. Kontakt z dziećmi, czy z mężem sprowadza się czasem jedynie do informacyjnej wymiany zdań. Ciężko jest nam wygospodarować luźny czas na to, aby dokładnie dowiedzieć się co takiego wydarzyło się u innych członków rodziny. Wspólny posiłek jest natomiast ku temu fantastyczną okazją.

Bo kiedy jak nie przy wspólnej kolacji rozmawia się lepiej?

Ty, mąż i dzieci jesteście po całym dniu pełnym wrażeń. Zasiadanie do stołu, spożywacie posiłek i:

  • dzielicie się swoimi przeżyciami z całego dnia, czasem lepszymi czasem gorszymi
  • wysłuchujecie się siebie nawzajem
  • okazujecie zrozumienie
  • pocieszacie się
  • doceniacie
  • wyjawiacie sobie swoje sekrety i plotki
  • jesteście dla siebie, bez telefonów, telewizji i innych rozpraszaczy
  • cieszycie się swoim towarzystwem

W naszym domu kolacja potrafi trwać nawet do godziny. Fakt, że często głównym powodem jest żółwie tempo przyswajania pokarmów przez naszego syna Ignasia. Ale dzięki temu zobaczcie, jak dużo czasu możemy sobie wspólnie poświęcić. Siedzimy, rozmawiamy, śmiejemy się i ostatnimi czasy wciąż rozwiązujemy zadania matematyczne…

Mamo, a ile to jest 3 x 4 i tak w kółko.

Nie dość, że Ignaś uczy się tabliczki mnożenia to rodzice mają szanse co nieco sobie powtórzyć:P

Po drugie Wspólne posiłki wpływają na rozwój Twojego dziecka

U nas, jak widać, matematyka przy stole rządzi. Można by pomyśleć, że katują dziecko matmą od małego;) Ale uwierzcie mi! To on się nad nami znęca.

Bo mama po całym dniu, nie zawsze wie, ile to jest nieskończoność razy 3, a tata ma problem, żeby wytłumaczyć dlaczego, coś razy zero równa się 0.

Badania, na które natknęłam się czytając książkę Susan Pinker “Efekt Wioski” mówi, że wspólne posiłki z dziećmi mają wpływ na ich rozwój. To właśnie podczas wspólnego jedzenia Twoje dziecko chłonie najwięcej wiedzy. A nie, jakby się zdawało, z zajęć dodatkowych, nauki przy biurku czy programów edukacyjnych w telewizji (nie wspominając o tabletach i telefonach) Dzieci podczas posiłków przysłuchują się rozmowom dorosłych, uczestniczą w nich, pytają, zastanawiają się i cały czas kminią sobie coś w tych małych główkach. Siadając z Wami do stołu, Twój maluch:

  • wzbogaca swoje słownictwo, bo przysłuchuje się Wam, przez co
  • sprawniej i szybciej uczy się czytać i pisać, a co za tym idzie
  • ma lepsze wyniki w nauce
  • dowiaduje się wielu fascynujących rzeczy, których w szkole nie mówią
  • uczy się rozpoznawać ludzkie emocje towarzyszące na co dzień
  • buduje swoją pewność siebie, bo traktowane jest na równi z innymi członkami rodziny

Bezpieczeństwo i poczucie stabilizacji, które tworzy się przy rodzinnym stole, otwiera dziecięce główki na wszystko, co się dookoła dzieje. Dziecko analizuje, odpowiada, zadaje pytania. Chce wiedzieć, jest ciekawe-nie ignoruj tego. A od kogo jak nie od rodziców ma się wszystkiego dowiedzieć i kiedy jak nie przy wspólnym stole☺

Po trzecie Pogłębiasz w dziecku poczucia bezpieczeństwa

Zasiadając do wspólnego stołu, czujemy, że przynależymy. Budujemy wtedy mocne rodzinne więzi, poczucie stabilizacji i zaufanie. Daje to, nie tylko nam, ale przede wszystkim dzieciom, olbrzymie poczucie bezpieczeństwa. Dzieląc się swoimi troskami i sukcesami przy stole, dajemy im do zrozumienia, że zawsze mogą na nas liczyć.Codzienny rytuał staje się bezpieczną oazą, gdzie problemy i troski czasem tracą na znaczeniu.

I znowu przytoczę badanie z książki Susan Pinker, które dowodzi, że rodzinne posiłki pozwalają uniknąć nawet takich zagrożeń u dzieci jak: depresja, bulimia, narkotyki, przedwczesny seks czy myśli samobójcze. Niewiarygodne jak coś tak z założenia prozaicznego jak wspólny posiłek może mieć tak duży wpływ na to:

  • jakimi ludźmi będą nasze dzieci
  • jak odnajdą się w zewnętrznym środowisku
  • jak bardzo będą nam ufać i często będą przychodzić do nas z problemami
  • jak bardzo podatni będą na młodzieńcze pokusy

Dlatego, zanim wręczysz dziecku kanapki przed telewizorem, bo nie macie czasu razem zjeść, zatrzymaj się i zastanów się, czy warto

Po czwarte Budujesz w nim dobry nawyk

Dając dziecku przykład wspólneg.o zasiadania do stołu, budujesz w nim dobry nawyk spędzania czasu z rodziną. Pokazujesz, że mimo codziennego pędu i zapracowania, czas dla najbliższych przy stole znaleźć się musi. Czasem, jak w pospiechu próbuję coś jeszcze ogarnąć w kuchni przed kolacją, a moi panowie (bo Jula zazwyczaj już wtedy śpi) czekają z wywieszonymi językami przy stole, słyszę od Ignasia: mama no chodź już!

Nie zaczynają beze mnie, mimo tego, że pokusa jest duża:P

Jest duża szansa, że rytuał przekazany będzie również dalszym pokoleniom. Tak też stało się u nas. Mój i męża nawyk, siadania do wspólnego stołu wyniesiony był z domu. Oczywistym zabiegiem zatem było przeniesienie go na nasz wspólny rodzinny grunt.

Po piąte Twoje dzieci jedzą zdrowiej

Wspólne posiłki wpływają na to, co wybieramy do jedzenia. Gdy zdarzają się sytuacje, że mam zjeść samotną kolację, bo mąż na spotkaniu, a dzieci u babci, zdarza się, że na moim talerzu lądują odgrzewane, odsmażane, często mało zdrowe dania.

Też tak macie?

Natomiast gdy szykujemy jedzenie dla całej rodziny, staramy się, aby to były zdrowe i bardziej wartościowe posiłki. I nie czytaj tu czasochłonne. Bo już powinnaś wiedzieć, że takich u nas w domu zwykle nie uraczysz 🙂 Szybko, zdrowo i na temat:P

Pamiętaj, dziecko jest wspaniałym obserwatorem. I zazwyczaj je to, co jedzą jego rodzice. To nie szkoła i programy edukacyjne uczą go, że warzywa są zdrowe, ale codzienne nawyki całej rodziny. Dlatego warto postarać się o to aby na Waszych talerzach przy rodzinnych posiłkach wylądowały zdrowe i wartościowe produkty.

Po szóste Wspólne jedzenie wpływa na trawienie

Jedząc przy telewizji czy komputerze możemy pochłonąć zdecydowanie więcej jedzenia aniżeli siedząc przy stole. Mózg skupiony jest wtedy na bodźcach płynących z ekranu, a nie na samym jedzeniu. Jemy wtedy więcej, czasem się opychamy i w rezultacie gorzej trawimy no i tyjemy.

Wielu rodziców wykorzystuje myk jedzenia przy bajkach, aby dzieci zjadły więcej. Ale muszę Cię zmartwić, nie tędy droga, Dziecko jedząc, powinno być świadome tego, co je, ile je i z kim je. Czasem ważniejszy jest cały rytuał jedzenia, a nie witaminy podane przed ekranem telewizora. I znowu, jeśli na Waszym stole nie ma warzyw, nie spodziewaj się, że dziecko samo po nie sięgnie.

U nas wspólne śniadania i kolacje to codzienny rytuał. Spotkania przy obiedzie odbywają się w weekendy, bo tylko wtedy wszyscy jesteśmy o tej porze w domu.

Dbamy o to, żeby dzieci nigdy nie jadły same. Nawet jeśli tylko jeden rodzic jest obecnie w domu.

Nie zawsze jest wolno, miło i idealnie, ale takie jest życie. Raz jest śmiesznie i przemiło, innym razem mamy skwaszone miny i nie mamy ochoty ze sobą gadać. Ale dzień w dzień bierzemy udział w naszym małym rytualne, który stopniowo coraz bardziej umacnia nasz rodzinny fundament.

Twoja Gee

fot:  Mr Blacksheep Photography


Głęboko wierzę w to, że kluczem do szczęśliwego macierzyństwa jest przede wszystkim szczęśliwa i spełniona mama. Wiem też, jak ciężko jest nam mamom wygenerować chwilę dla siebie. Dlatego przygotowałam dla Ciebie serię maili, w których opisuję moje sposoby na to aby w ciągu dnia pełnego obowiązków i wyzwań nie zapomnieć o sobie.

Po przeczytaniu maili:

  • Z łatwością wygenerujesz chwilę dla siebie
  • Nauczysz swoją rodzinę, że każdy ma swoje potrzeby i każdy potrzebuje czasu tylko i wyłącznie dla siebie. Nawet MAMA!
  • Twoje życie będzie bardziej poukładane i spokojniejsze
  • Ograniczysz elementy zaskoczenia, które w łatwy sposób dezorganizują Ci dzień
  • Dzieci widząc spokojniejszą mamę, same będą spokojniejsze i szczęśliwsze.

Zapisz się poniżej, a otrzymasz pierwszego maila już dziś!

Continue Reading

Jak ułożyć małego szatana do snu?

Godzina 20:00

Ty myślisz sobie: Najwyższa pora położyć dziecko spać

A Twoje dziecko myśli sobie: Czas na najlepszą zabawę!

No cóż , Ty sobie i ono sobie.

NIE MARTW SIĘ! Wieczorne turbo doładowanie dotyczy nie tylko Twojego dziecka. Jest ich zdecydowanie więcej!

Co zatem zrobić, żeby z latającego po domu małego oszołoma, zamienić go w gotowego do snu aniołka?

Po pierwsze RUTYNA

Możesz ją kochać lub nienawidzić. Ale prawda jest taka, że pomaga ona Tobie i dzieciom. Nie tylko w ciągu całego dnia, ale też wtedy, gdy przychodzi pora na sen. Dziecko, które przyzwyczajone jest do pewnych schematów jest:

  • Spokojniejsze
  • Wie co po czym następuje
  • Z łatwością się do tego dostosowuje

Wprowadź wieczorne czynności, które zawsze wykonujecie przed pójściem spać. Twoje dziecko, zacznie je rozpoznawać, kojarzyć i w końcu dojdzie samo do wniosku:

Ochoo mama szykuje kolację, czas snu się zbliża!

Może to być wspólne szykowanie kolacji, wieczorny rytuał sprzątania zabawek, kąpiel… cokolwiek tylko chcesz. Ważne, żeby były to czynności powtarzalne, kojarzące się dziecku z nadchodzącym spaniem.

U nas w przypadku Ignasia wygląda to zazwyczaj tak:

18: 15 WSPÓLNA KĄPIEL DZIECI Z TATĄ

18: 40 KONIEC KĄPIELI

18: 50 TATA KARMI I KŁADZIE SPAĆ JULKĘ, MAMA SZYKUJE KOLACJĘ, IGNAŚ UBIERA PIŻAMĘ, ŚCIELI ŁÓŻKO I MA JESZCZE CHWILĘ NA ZABAWĘ

19:20 IGNAŚ SPRZĄTA ZABAWKI

19:30 SIADAMY DO WSPÓLNEJ KOLACJI we trójkę, bo Jula już śpi

20:20 KOŃCZYMY KOLACJĘ

20:30 IGNAŚ MYJE ZĘBY

20:40 WIECZORNE CZYTANIE

21:00 IGNAŚ ŚPI

Tylko bez przesady! To nie sztywny harmonogram, spokojnie 🙂 Jedynie godzina spania jest godziną stałą, reszty nie robimy z zegarkiem w ręku;)

Po drugie USTAL STAŁĄ GODZINĘ SNU

Stała godzina snu to bardzo ważny element całego zabiegu. Kładź dziecko spać codziennie o tej samej porze. Po pewnym czasie zobaczysz, że organizm dziecka zacznie działać jak w zegarku. Jeśli na porę snu wybraliście godzinę 21:00, spodziewaj się pierwszych objawów zmęczenia już o 20:30:) Bądź konsekwentna a zobaczysz, że to zaprocentuje.

Po trzecie WYCISZENIE

Dzieciom po całym dniu pełnym emocji bardzo potrzebne jest wyciszenie. Bez tego ani rusz. Jeśli chcesz sprawnie położyć dziecko spać, wyciszenie to podstawa  sukcesu. To nie jest czas na walkę poduszkami, przepychanki, gilgotki i inne. Tablety, bajki, gry komputerowe też nie są wskazane. Pozwól dziecku łagodnie z wyciszonym serduchem i umysłem wejść w stan snu.

Wyciszająco na dzieci działa:

  • kąpiel
  • wspólna kolacja
  • czytanie książek
  • wspólne leżenie w łóżku
  • przygaszone światła
  • śpiewanie
  • rozmowa
  • głaskanie

Tak samo jak dorośli, dzieci powinny na koniec dnia uspokoić emocje. Nie spodziewaj się, że dziecko prosto z gonitwy po domu, wskoczy do łóżka i padnie. Poświęć mu zatem trochę czasu, wycisz, a zobaczysz rewelacyjne efekty.

Po czwarte BĄDŹ Z DZIECKIEM PRZED ZAŚNIĘCIEM

Żyjemy w pędzie i często brakuje nam czasu z dzieckiem sam na sam. Wykorzystaj chwilę tuż przed snem na bliskość:

  • poczytaj mu
  • porozmawiajcie
  • poprzytulajcie się
  • wycałujcie się
  • wygłaszcie się

Bądźcie dla siebie. Taki rytuał dodatkowo wpływa na wyciszenie. Nie odmawiaj tego dziecku, ono tego potrzebuje. Obowiązki poczekają. Po wszystkich pieszczotach, pożegnajcie się i pozwól dziecku zasnąć samemu w swoim pokoju.

Po piąte CIESZ SIĘ WOLNYM WIECZOREM

Ustal stałą godzinę snu dla Twojego dziecka i stosuj się do powyższych punktów. Nagle okaże się, że zyskałaś mnóstwo wolnych wieczorów. Możesz zrobić z nimi co tylko zechcesz. Bo pamiętaj, że szczęśliwi rodzice, kładą swoje dzieci wcześnie spać:)

 

Dojście do perfekcji w kładzeniu dziecka spać, może chwilę zająć, ale uwierz mi, dzięki Twojej konsekwencji w działaniu, zobaczysz olbrzymie zmiany. Twoje dziecko z małego wieczornego rozbójnika zacznie się zmieniać w śpiącego potulnego baranka. Wieczorne usypianie stanie się łatwiejsze, spokojne i pozbawione niepotrzebnych nerwów.

POWODZENIA!

Twoja Gee

  • A Ty  jakie masz sposoby?
  • Co u Ciebie najlepiej się sprawdza?
  • Czego próbowałaś, a się nie sprawdziło? a może Twoja sytuacja jest wyjątkowa?
  • Próbowałaś wszystkiego, co powyżej napisałam i nadal bez oczekiwanych efektów – napisz do mnie na geeway@geeway.pl

Głęboko wierzę w to, że kluczem do szczęśliwego macierzyństwa jest przede wszystkim szczęśliwa i spełniona mama. Wiem też, jak ciężko jest nam mamom wygenerować chwilę dla siebie. Dlatego przygotowałam dla Ciebie serię maili, w których opisuję moje sposoby na to aby w ciągu dnia pełnego obowiązków i wyzwań nie zapomnieć o sobie.

Po przeczytaniu maili:

  • Z łatwością wygenerujesz chwilę dla siebie
  • Nauczysz swoją rodzinę, że każdy ma swoje potrzeby i każdy potrzebuje czasu tylko i wyłącznie dla siebie. Nawet MAMA!
  • Twoje życie będzie bardziej poukładane i spokojniejsze
  • Ograniczysz elementy zaskoczenia, które w łatwy sposób dezorganizują Ci dzień
  • Dzieci widząc spokojniejszą mamę, same będą spokojniejsze i szczęśliwsze.

Zapisz się poniżej, a otrzymasz pierwszego maila już dziś!

Continue Reading

7 sposobów, żeby dzieci nas słuchały

Wydaje Ci się czasami, że Twoje dziecko ma  Twoje prośby kompletnie w nosie?

Ty wytężasz się, grzecznie prosząc o posprzątanie pokoju a w odpowiedzi słyszysz:

  1. absolutną ciszę tak jakby Twoje dziecko nagle ogłuchło albo
  2. jęczące „Nie lubię sprzątać?”

Czy wiesz, że Twoje dziecko ma wbudowany mechanizm, który podpowiada mu:

„Nie słuchaj rodziców”

Nie wiem, jakbyś się płaszczyła, błagała, wkurzała czy krzyczała, prawdopodobieństwo osiągnięcia Twojego celu jest znikome. Bo jemu w główce ktoś ciągle powtarza:

„Jesteś już duży, nie musisz jej słuchać”

 Czasem mimo tego, że włożyłaś ogrom energii w to, aby wytłumaczyć dziecku, że np.

  1. po każdej zabawie należy posprzątać pokój, albo
  2. codziennie myjemy zęby czy
  3. zawsze przed wyjściem wkładamy buty

ono nawet w pełni świadome, że będziesz się złościła lub wyciągniesz konsekwencje i tak czasem powie Ci:

„Nie zrobię tego, bo nie!”

 Nikt nie lubi być kontrolowany

Pomyśl sobie jak się czujesz, kiedy szef KAŻE Ci coś zrobić. Automatycznie odpalają Ci się negatywne emocje i chęć przeciwstawienia się. Jesteś dorosłym, niezależnym człowiekiem i nikt nie może Ci nic kazać. A tu jednak!

Tak samo czuje się Twoje dziecko, gdy po raz kolejny słyszy: WŁÓŻ BUTY, bo wychodzimy.

Twoje dziecko zaczyna zadawać sobie pytanie:

„Dlaczego zawsze muszę robić to, co oni chcą?”

Zaczyna w nim narastać poczucie potrzeby niezależności i posiadania własnego zdania. W konfrontacji z Twoimi prośbami czy rozkazami Twoje dziecko może przejawiać agresję, negację, lenistwo, brak chęci współpracy czy chęci do nauki.

To jest absolutnie normalne i naturalne zachowanie, a nie, jak się nam czasem wydaje podstępny plan czterolatka, który chce wyprowadzić Cię w danym momencie z równowagi.

Nie twierdzę, że powinniśmy

  1. pozwolić dziecku podejmować decyzje w każdym obszarze
  2. pozwolić mu robić co chce
  3. spisać współpracę z dzieckiem na straty,

ale sądzę, że powinniśmy

  1. zrozumieć, z czego wynika jego zachowanie
  2. dawać mu wybór i szanować jego decyzje
  3. zwracać się do niego w taki sposób z prośbami, aby mimo wszystko czuło, że samo podejmuje decyzje

Jak w takim razie dogadać się z małym buntownikiem?

 

1.Daj dziecku wybór

Dzieci lubią współpracować, tylko czasem nie wiedzą jak. My, jako rodzice, też mamy z tym problem. Współpraca to nie dawanie rozkazów i wykonywanie poleceń.

Współpraca to słuchanie i szanowanie zdania innych, tak aby wszyscy byli szczęśliwi.

Więc, zamiast mówić: Posprzątaj pokój!

Powiedz: Chcesz sam posprzątać czy wolisz, żebym Ci pomogła?

Zapewniam Cię, że Twoje dziecko wybierze drugą opcję. Czyli wilk syty i owca cała. Ty mu pomożesz, ale w zamian szybko osiągniesz swój cel.

2. Powiedz, co masz do powiedzenia i odejdź

Gdy prosisz dziecko o coś, nie stój nad nim i nie czekaj aż to wykona. Daj mu przestrzeń do podjęcia decyzji.

Zamiast: Obiad na stole, jak nie przyjdziesz to wyjdziemy na spacer sami!

Powiedz: Kochanie, właśnie podałam do stołu, ja, tata i Jula już siadamy, właśnie rozmawiamy o tym, co będziemy robić po obiedzie, dołączysz do nas?

I wyjdź! Daj mu czas na podjęcie decyzji. Nie złość się, jeśli chwilę mu to zajmie.

Jeśli nie przyjdzie zaakceptuj to, nie złość się i dawaj kary. Może za pierwszym razem nie zadziała, ale w końcu się uda.

3. Dawaj motywację

Pomyśl o tym, co jest dla Twojego dziecka ważne i daj mu opcje do wyboru.

Zamiast mówić: Włóż szybko buty, bo spóźnimy się do przedszkola.

Powiedz: Czas do przedszkola, włóż buty i wskakuj do auta. Wiesz, że jak teraz nie wyjdziemy to Stefan nas wyprzedzi i będzie pierwszy.

Albo będzie się ociągać i kolega przyjdzie do przedszkola wcześniej, albo szybko włoży buty i to on ma szanse na wygraną. Widzisz różnicę?

4. Nie złość się i nie rób scen

Pewnie dobrze znasz sytuacje, w których Twoje dziecko, z byle powodu potrafi doprowadzić Cię do furii. Dzieje się tak dlatego, że pewne sytuacje się nawarstwiają, a Ty wybuchasz przy najbardziej banalnej rzeczy jak np. źle założone skarpetki.

Gdy się złościsz, dziecko wyczuwa zagrożenie i może nie chcieć współpracować. Często dochodzi do scen, płaczu i histerii. Wtedy to dopiero jest dramat, bo wyprowadzenie dziecka z takie stanu, zajmie Ci o wiele więcej czasu, niż przeprowadzenie całej akcji w spokoju.

Poproś dziecko o wykonanie jakiejś czynności stanowczo, ale z opanowaniem w głosie. Pamiętaj, żeby twoja prośba była wyraźna. Nie proś dziecka w sposób błagalny, ale konkretny i zdecydowany.

5. Nie rzucaj karami na lewo i prawo

 Z doświadczenia wiem, że kary przynoszą efekty, ale na krótką metę. Sama je stosowałam i sądziłam, że moja konsekwencja przyniesie zamierzony skutek i moje dziecko zawsze będzie się mnie słuchało. Tylko że dzieci szybko przyzwyczajają się do kar i z czasem nic sobie z nich nie robią. Nie zapomnę, jak któregoś dnia przy kolacji:

Ja: Zjadaj kolację, bo…. (i tu nie zdążyłam dokończyć zdania)

Igi: Tak wiem, wiem nie będzie słodyczy i soczków.

W pełni świadom, że na powyższe będzie szlaban, nie zjadł kolacji. Nie robiło to już na nim żadnego wrażenia. W dodatku przez kilka dni nie prosił o słodycze!

6. Nie mów za dużo

Rodzice często próbują wyjaśnić dziecku pewne sprawy za wszelką cenę. Tak miał mój mąż. Sądził, że jeśli wyłoży swojemu synowi teorię dobrego zachowania, to on na pewno wszystko z tego zrozumie, wyciągnie wnioski i wprowadzi założone zmiany w swoje zachowanie.

No cóż…

Próbował! Podziwiam za cierpliwość.

Ale prawda jest taka, że Igi przy trzecim zdaniu się totalnie wyłączał i nie był w stanie powtórzyć, o co tacie chodziło.

Do dzieci trzeba mówić krótko, zwięźle i na temat!

7. Dziecko to nie żołnierz

 Zastanów się co tak naprawdę z rzeczy, o które prosisz dziecko jest ważne i niezbędne. Czy coś się stanie, jeśli ich nie wykona lub jeśli mu w nich pomożesz? Często kierujemy się swoimi nawykami i nadgorliwością. Wymagamy od dzieci, wykonania każdej czynności, o którą zostaną poproszone.

Nie uczmy ich bezwarunkowego posłuszeństwa. Dajmy im przestrzeń, pomóżmy w niektórych rzeczach, odpuśćmy od czasu do czasu i pozwólmy im zrobić pewne rzeczy po swojemu. Bezwarunkowe posłuszeństwo do niczego nie prowadzi. Kształtuje jedynie w naszych dzieciach bezradność i uzależnienie od poleceń. Nie róbmy z naszych dzieci odtwórczych istotek, pozwólmy im być samodzielnymi ludźmi, a zaprocentuje to w ich dorosłym życiu.

Dzięki powyższym sposobom:

  • masz szanse na zbudowanie ze swoim dzieckiem relacji, opartych na zaufaniu i zrozumieniu
  • ominiesz wiele konfliktowych sytuacji
  • będziesz spokojniejsza
  • w Twoim domu zapanuje miła i przyjemna atmosfera
  • ZYSKASZ CZAS! Pamiętaj, że każda kłótnia, każda sprzeczka z Twoim dzieckiem to strata czasu. Gdy się przepychacie, marnujecie go. Zamiast złościć się i tracić energię, możecie w łatwy sposób dojść do porozumienia. A zyskany czas poświęcić na wspólną zabawę lub chwilę każdy z osobna dla siebie.

Mam nadzieję, że powyższe sposoby zadziałają również u Ciebie. U mnie sprawdzają się rewelacyjnie. Wprowadzenie ich nie było proste, bo wymagało ode mnie i mojego męża sporo wysiłku i cierpliwości. Spędziliśmy godziny na dyskusjach co powinniśmy robić a czego nie, czytaliśmy mnóstwo książek i chodziliśmy na warsztaty.

Ale zapewniam Cię, że było warto:)

Jeśli masz jakieś pytania, coś jest dla Ciebie niejasne, zaczęłaś wprowadzać te metody i coś nie działa lub masz jakieś inne propozycje, zostaw komentarz pod postem lub napisz do mnie geeway@geeway.pl Odpowiadam na każdego maila i na każdy komentarz. Pisz śmiało!

Twoja GEE

fot. Mr Blacksheep Photography 


Głęboko wierzę w to, że kluczem do szczęśliwego macierzyństwa jest przede wszystkim szczęśliwa i spełniona mama. Wiem też, jak ciężko jest nam mamom wygenerować chwilę dla siebie. Dlatego przygotowałam dla Ciebie serię maili, w których opisuję moje sposoby na to aby w ciągu dnia pełnego obowiązków i wyzwań nie zapomnieć o sobie.

Po przeczytaniu maili:

  • Z łatwością wygenerujesz chwilę dla siebie
  • Nauczysz swoją rodzinę, że każdy ma swoje potrzeby i każdy potrzebuje czasu tylko i wyłącznie dla siebie. Nawet MAMA!
  • Twoje życie będzie bardziej poukładane i spokojniejsze
  • Ograniczysz elementy zaskoczenia, które w łatwy sposób dezorganizują Ci dzień
  • Dzieci widząc spokojniejszą mamę, same będą spokojniejsze i szczęśliwsze.

Zapisz się poniżej, a otrzymasz pierwszego maila już dziś!

 

Continue Reading

Jak rutyna u niemowlaka zmieniła moje życie

Są mamy, które biorą całe macierzyństwo na spontanie – chapeau bas! Ale są też takie, które w chaosie, które w codzienne życie wprowadza dziecko, nie do końca potrafią się odnaleźć. Tak też było ze mną.

Urodził się Ignaś, z początku wszystko wydawało się łatwe, bo dużo spał i nie wymagał ode mnie nic więcej jak karmienia i przewijania. Tak było przez pierwsze dwa, trzy tygodnie.

Tak ma wyglądać macierzyństwo??? Wow super! Miejmy zatem więcej dzieci – myślałam.

Moja sytuacja zmieniła się dość szybko, gdy Igi zaczął być bardziej wymagający, pojawiły się kolki czy też wkrótce ząbki. Brakowało mi rytmu dnia, który towarzyszył mi przed pojawieniem się dziecka. Nie miałam, kiedy się ubrać, zjeść śniadania a o prysznicu mogłam już tylko pomarzyć. Latałam jak przysłowiowy „ kot z pęcherzem” gasząc non stop jakieś pożary.

Ja? Czas dla mnie? Mogłam zapomnieć, nawet gdy miałam go chwilę, jedyne, o czym marzyłam to sen!

Wychodziłam z siebie. Ciągła gotowość do zadań specjalnych wysysała ze mnie energię. Cały czas musiałam zastanawiać się, o co chodzi, w czym rzecz, co teraz moje dziecko może chcieć?

Może spanie???

Nie, nie jest śpiący,

Może jedzenie? Ale dopiero jadł.

Dlaczego on płacze?

Zaczęłam szukać pomocy w Internecie i podpytywać znajomych czy też tak mieli. Po nitce do kłębka odnalazłam dla siebie sposób idealny. RUTYNA!

Sama idea już mnie zachwyciła. Ja lubię działać według planu i lubię ten plan realizować. Głęboko wierzyłam, że wszystko się uda i odzyskam w tym wszystkim odrobinę siebie.

I udało się! Ale sprawa nie była prost. Wymagała ode mnie bardzo dużo zaangażowania, cierpliwości i konsekwencji.

Wprowadziłam do naszego życia bardzo prosty schemat:

SPANIE

JEDZENIE

ZABAWA

Dokładnie spisywałam godziny w których odbywały się powyższe czynności. Po dwóch tygodniach zorientowałam się, że jego tryb dnia jest dość powtarzalny. O mniej więcej tych samych godzinach jadł, szedł spać i bawił się. EUREKA! Od tamtej pory wiedziałam jak organizować dzień, aby był on łatwiejszy do przetrwania i przyjemniejszy;)

Wprowadzenie schematu ułatwiło mi on organizację całego dnia, a w dodatku moje dziecko stało się spokojniejsze i bardziej przewidywalne.

Niesamowite było to, że po kilku tygodniach, Ignaś wiedział, że po zabawie, jest czas na drzemkę i automatycznie robił się śpiący. Nie płakał, nie marudził, nie był przemęczony. Bo ja reagowałam na pierwsze oznaki zmęczenia jak tarcie oczu i ziewanie (więcej o rutynie zasypiania u niemowlaka już wkrótce) Dwie, trzy piosenki i do łóżeczka. Wszystko wróciło do normy, a ja do psychicznej równowagi.

Julia natomiast rutynę zna od pierwszego dnia swojego życia. Ominęłam okres, w którym po urodzeniu dziecka, życie staje się totalnym chaosem, gdzie dochodzi zdenerwowanie, niewysypianie, wiecznie pusta lodówka i wyczerpane baterie. Za drugim razem było zdecydowanie łatwiej. Bez problemu znajdowałam czas dla siebie, na książkę na ćwiczenia czy inne przyjemności, które my mamy powinnyśmy sobie w ciągu dnia serwować…

…co by nie zwariować:P

  • Jeśli znalazłaś się w sytuacji, gdzie całe dnie wymykają Ci się spod kontroli.
  • Masz problem z usypaniem dziecka.
  • Masz wieczne poczucie, że nie ogarniasz, bo ciągle gasisz pożary.

Napisz do mnie. Opisz mi dokładnie swoją sytuację i z czym masz problem. Postaram się pomóc, najlepiej jak tylko potrafię. Bo naprawdę wierzę, że wprowadzenie rutyny do życia niemowlaka to klucz do sukcesu. Ty też możesz się o tym przekonać:)

Pozdrawiam Cię,

Gee

geeway@geeway.pl

Continue Reading

Organizacja pierwszych urodzin – czas start!

Gdy zbliża się data pierwszych urodzin naszego dziecka, mamy ochotę wykrzyczeć „Kiedy to zleciało!!!!!” Tak, tak czas leci nieubłaganie, a nasze pociechy niestety rosną jak na drożdżach.

Pierwsze urodziny to bardzo wyjątkowe wydarzenie szczególnie dla rodziców. Nie wiem czemu, ale gdy Iguś dmuchał pierwszą świeczkę na torcie, płakałam jak bóbr. Teraz przyszedł czas na Julę. Pewnie będzie podobnie, bo mama Gee to taka bardzo wrażliwa i sentymentalna osóbka. Kto by pomyślał?:P

Został mi nieco ponad miesiąc, więc czas najwyższy zakasać rękawy i zabrać się za organizację.  Czyli to, co tygryski lubią najbardziej.

Na moim przykładzie podpowiem Ci jak sprawnie przygotować tą niezwykłą uroczystość.

PROJEKT – PIERWSZE URODZINY 

Jaki jest mój cel? Na czym mi zależy?

Nieważne czy to pierwsze, czy już kolejne urodziny Twojego dziecka, zadaj sobie te pytania. Pomogą Ci one sprawnie zaplanować, jak i zrealizować projekt.

Wiem powiało korporacją, ale dobra organizacja to podstawa!

Jeśli dziecko jest starsze, zapytaj je o zdanie. Jak chce spędzić ten dzień? O czym marzy? I co sprawi, że będzie szczęśliwe?

Jeśli natomiast są to jego pierwsze urodzinki, zadaj te pytania sobie (ze względów dość oczywistych:P). Czyli, krótko mówiąc, stwórz własną wizję, do której w dalszych krokach będziesz dążyć.

Na przykład mamie Gee zależy na:

  • Rodzinnej i spokojnej atmosferze
  • Przyjaznym dzieciom środowisku
  • Niewielkiej liczbie gości, aby Jula czuła się bezpiecznie i komfortowo
  • Gustownych i dziewczęcych dekoracjach
  • Eleganckim torcie
  • Stworzeniu niepowtarzalnej pamiątki dla Juleczki, jak i jej gości
  • Trzymaniu się tradycji rodzinnych związanych z pierwszymi urodzinami

 

Gdy już mamy swoją listę życzeń, czas na planowanie.

  1. Budżet

Bardzo istotny element przyjęcia urodzinowego. Nie planuj nic, zanim nie ustalisz jakim budżetem dysponujesz. Od tego zależy wszystko: miejsce, liczba gości, dekoracje itp.

  1. Liczba gości

Ten punkt powinien iść zaraz za ustalonym budżetem. Skoro wiesz ile pieniędzy masz do dyspozycji, wiesz też już mniej więcej,  jak duże może być przyjęcie. Pomyśl, kogo wypada, a kogo po prostu chcesz zaprosić. Gdy już to dziesięć razy przeanalizujesz, dodasz, wykreślisz, posprzeczasz się trochę z mężem, że ta ciocia tak, a ta nie, przejdź z gotową listą do kolejnego punktu.

  1. Miejsce spotkania

Gdy już masz ustalony budżet i liczbę gości, możesz przejść do miejsca spotkania. Zastanów się, gdzie Ty, Twoje maleństwo i goście będziecie czuli się najlepiej. Może być to dom, restauracja, impreza w plenerze czy inne.

Patrząc na powyższe wcześniej wypisane oczekiwania, łatwiej będzie Ci podjąc decyzję.

Na przykład u mnie rodzinna atmosfera i komfort dziecka jest priorytetem, wybór jest zatem dość oczywisty. Będzie to nasze mieszkanie. Nie powiem, bardzo kusiła mnie opcja restauracji, bo wchodzisz, jesz, płacisz i wychodzisz. A w domu nadal czysto i nic do sprzątania:P Jednak komfort Julki i dwójki pozostałych dzieci w jej wieku był decydujący.  Przeważyły tutaj dwa argumenty:

  • O każdej porze dzieci będą mogły pójść na drzemkę w osobnym pokoju. Unikniemy stresu, marudzenia i noszenia na rękach niewyspanego dziecka w nieznanym dla nich miejscu.
  • Maluchy będą mogły swobodniej poruszać się po domowej podłodze niż tej restauracyjnej. A wiadomo jest to okres raczkowanio-chodzenia, więc bezpieczeństwo ponad wszystko.

Natomiast jeśli w Twojej głowie powstała, jak u mnie wcześniej, wizja komfortu związanego z nicnierobieniem – postaw na restaurację. Może akurat znasz takie miejsce, które jest przyjazne dzieciom i maluchy będą czuły się tam świetnie.

Miejsce to bardzo ważny element całego planu, od niego zależy, w którym kierunku będziesz szła przy następnych punktach.

  1. Gotowanie w domu czy catering?

Omijasz ten punkt, gdy wybrałaś restaurację:)

Ileż to ja razy dałam się namówić na gotowanie i szykowanie wszystkich posiłków w domu. Rok w rok, po takim przyjęciu, gdy padałam pod koniec dnia na twarz, obiecywałam sobie, że następnym razem to już na bank wezmę catering. I co? Przychodziła kolejna impreza, a ja powtarzałam ponownie ten sam błąd.  A bo może wyjdzie taniej! Nic bardziej mylnego!

Po pierwsze, czasu, który poświęcasz na zakupy i całe to gotowanie, nikt Ci nie zwróci. Umęczysz się po pachy już kilka dni przed. I w dzień samej imprezy, oczy założysz na zapałki i będziesz udawała, że czujesz się kwitnąco. A nie zapominaj, że to wyjątkowy dzień i warto byłoby go zapamiętać, jako miły i przyjemny, a nie jako kolejny dzień harówki.

Po drugie, ceny cateringu są często bardzo korzystne i koniec końców nie powinnaś, zapłacić więcej niż zapłaciłabyś za wszystkie składniki sama. Bo szykując przyjęcie na własną rękę, kupujesz zawsze więcej „na wszelki wypadek”. Później zostają resztki, na które często nie masz już ochoty. Więc nie raz, nie dwa, jedzenie się marnuje. I te teksty „ojej ile Ty tego narobiłaś, nie przejemy”, a Tobie wtedy nóż w kieszeni się otwiera. Plusem cateringu są dobrze wycyrklowane porcje. Podajesz liczbę dzieci i dorosłych, a oni wiedzą co już z tym zrobić. Plus za dzieci zazwyczaj płacisz mniej.

Po trzecie, często nie musisz martwić się o zastawę, bo firmy cateringowe coraz częściej oferują swoją. Wobec tego jeśli brakuje Ci części do kompletu, nie musisz się spinać. Oni przywiozą Ci swój.

Tak, więc w tym roku mama Gee, będzie bardzo asertywna i zamawia catering! A Ty?

  1. Tort

 Przemyśl jak chcesz, żeby wyglądał. Poszukaj inspiracji w internecie (polecam do tego Pinteresta – moje inspiracje znajdziesz tutaj). I co najważniejsze, nie zapomnij zamówić go z wyprzedzeniem. Bo jeśli Twoje dziecko, jak na przykład moje starsze, ma urodziny w maju, cukiernie są zazwyczaj obłożone komunijnymi zamówieniami i często odmawiają przyjęcia zamówienia.

Rok temu, znalazłam na szczęście Panią, która torty robi sama w domu. Przemiła, niesamowicie utalentowana i zawsze wyrozumiała na fanaberie klientów Tortowa Cudotwórczyni:) Dobrze jest mieć taką osobę na liście kontaktów w swoim telefonie.

W głowie już mam wizję tortu idealnego i wiem, że Pani Ania na pewno tej wizji sprosta:)

  1. Dekoracje

Zastanów się czy chcesz i jeśli tak to jakie. Będą to eleganckie dekoracje na stole, czy baloniki w całym domu. Ogranicza Cię jedynie Twoja wyobraźnia… no i ustalony wcześniej budżet 🙂 O dekoracje też warto zadbać z wyprzedzeniem, żeby znaleźć odpowiednią kolorystykę i pasujące do Twojej wizji gadżety.

Ja lubię, skromnie i elegancko. A, że Julia jest na tyle mała, że o Elzę jeszcze nie woła, to ja korzystam i robię po swojemu:P Zdąży pewnie mi się jeszcze bajkowymi bohaterkami i przepychem ulać:P Stawiam więc na delikatne dekoracje na stole, kilka baloników i kwiaty…. dużo kwiatów! (moje inspiracje znajdziesz również tutaj)

  1. Pamiątka pierwszych urodzin

Fajna sprawa, o której często zapominamy, a zostaje później na lata. Strasznie żałuję, że nie zrobiłam takiej pamiątki dla Ignasia. Ale pomysł przyszedł do głowy niestety dopiero po pierwszych urodzinach.

Na przyjęciu Julii, chciałabym, aby każdy z gości, nagrał dla niej swoje życzenia na pierwsze, jak i na osiemnaste urodziny. Chciałabym pokazać jej ten film dopiero w dniu osiemnastych urodzin. Na samą myśl, jak Jula po latach ogląda to nagranie, aż łezka kręci mi się w oku. Będzie mogła zobaczyć, jak wyglądali jej rodzice, dziadkowie i chrzestni na jej urodzinach, siedemnaście lat wcześniej:) Ja jestem bardzo podekscytowana pomysłem, mam nadzieję, że i Jula się kiedyś ucieszy 🙂 (właśnie zaczęłam się zastanawiać, czy nie będę musiała usunąć tej części posta za kilka lat, żeby pozostało to niespodzianką 😉

Możesz oczywiście pomyśleć o czymś innym: jak wspólne rodzinne zdjęcie z tego dnia, wpis życzeń do księgi gości czy inne.

  1. Tradycja w pierwsze urodziny

Tradycję warto pielęgnować. Bo to ona umacnia więzy rodzinne, jak i zostawia nam w głowie miłe wspomnienia. Dlatego też podczas pierwszych urodzin warto sięgnąć do rodzinnych zwyczajów i wykorzystać je podczas przyjęcia.

U mnie w rodzinie na przykład, roczny jubilat zawsze wybierał przedmioty, które mogą określać jego potencjalne zajęcie w przyszłości. Taka drobna zabawa, przy której jest zazwyczaj kupa śmiechu.

Na tacy kładziemy długopis (pisarz/pisarka), różaniec (ksiądz/zakonnica), kieliszek (rozrywkowa dziewczyna/ chłopak), samochód (dziewczyna szukająca mocnych wrażeń/ rajdowiec) i kilka innych, które przyjdą Ci do głowy. Dziecko wybiera, jedno czy dwa i już wiesz, że Twój syn będzie np. policjantem:)

  1. Zdjęcia

Ja w tym roku mam jeszcze jeden plan. Jest on związany ze zdjęciami. Cykamy ich miliony, ale rzadko kiedy trafiają one do naszych albumów. Od tego roku mam postanowienie, że przed urodzinami moich dzieci, będę robiła w nich porządki. Będę je segregowała i drukowała te najbardziej wartościowe i wkładała do albumów. Raz do roku nie częściej.

Dodatkowo przy okazji chcę stworzyć mini zestaw zdjęć dla dziadków i chrzestnych i wręczyć im w dniu przyjęcia.

 

Ja już jestem podekscytowana:) Zabieram się zaraz do działania. Wkrótce podzielę się z Wami efektami mojej pracy. Mam nadzieję, że powyższy plan działania Ci się przyda.

 

A może o czymś zapomniałam? Dodałabyś coś do powyższej listy?

Jak Ty podchodzisz do organizacji takich imprez? Masz jakieś specjalne zwyczaje/tradycje?
Przejmujesz się tym, poświęcasz na organizację dużo czasu i roztkliwiasz się nad szczegółami? Czy może jesteś zdystansowana do tego typu wydarzeń i załatwiasz je szybko i konkretnie?

Napisz w komentarzu poniżej albo napisz do mnie maila.

Pozdrawiam Cię serdecznie,

Mama Gee

Continue Reading

Nie dawaj dziecku tableta!

ramka-strona-geeway

Moją główną misją na blogu jest pokazywanie, Wam, mamom, że czas dla siebie to bardzo ważny element szczęśliwego macierzyństwa. Nic się w tej kwestii u mnie nie zmienia. Ale jest jedno, ALE! Czas wolny tak i owszem ALE, nie za wszelką cenę!

Nie za cenę dziecka siedzącego z tabletem w ręku!

Wspólny rodzinny obiad w restauracji. Zasiadamy do stolika, składamy zamówienie i czekamy…
I o ile w restauracji nie ma kącika dla dzieci, nie zastanawiając się, ,wyjmujemy naszą ulubioną grę planszową „Pędzące żółwie” i czekamy na jedzenie.

OKRES OCZEKIWANIA NA JEDZENIE 30 MIN i …0 MINUT TABLETA

Wyjazd samochodem do Włoch z trzyletnim wtedy Ignasiem. Całą drogę śpiewamy, gramy w gry słowne, odgadujemy kształty chmur i rozwiązujemy zadanka dla trzylatków.

DROGA DO WŁOCH 23 GODZINY i…0 GODZIN TABLETA

A Ty co robisz z dzieckiem w takich sytuacjach?

  1. Wyjmujesz grę, kolorowankę lub zeszyt z zadaniami?
  2. Wykorzystujesz ten czas na rozmowę z dzieckiem?
  3. A może wręczasz dziecku tablet?

Jeśli Twoja odpowiedź to „c”, proszę, poświęć chwilę na przeczytanie tego artykułu.

Jeśli masz głębokie przekonanie, że Twojemu dziecku nie dzieje się żadna krzywda, gdy spędza czas nad tabletem, muszę niestety zburzyć Twój światopogląd!

Nadużywanie technologii przez Twoje dziecko wpływa bardzo negatywnie na jego ogólny rozwój. Każda godzina ekspozycji dziecka na technologię na wczesnym etapie życia przekłada się na przyszły spadek aktywności w szkole, gorsze wyniki w nauce, wzrost zobojętnienia i spadek empatii.

Słowa te nie są moim wymysłem, a podsumowaniem wieloletnich badań przeprowadzanych w USA (po więcej zapraszam do lektury „Efekt Wioski” Susan Pinker)

Przedstawię Ci teraz kilka mitów, które obecnie funkcjonują w naszym społeczeństwie.

Technologia wspomaga rozwój mojego dziecka

Aplikacji i rozwiązań technologicznych dla dzieci na rynku jest już co niemiara. Znajdziemy dosłownie wszystko. Aplikację do uczenia niemowlaków pierwszych słów, iNocnik, który umili nam naukę kontroli zwieracza, najróżniejsze logiczne gry dla dzieci czy aplikacje do nauki czytania i pisania. Producenci wyszli naprzeciw wszelakim potrzebom naszych pociech, tylko czy aby na pewno one tego potrzebują?

  • Czy przypominasz sobie, żeby Twój nocnik skandował, kiedy po raz pierwszy zrobiłaś do niego kupę? Czy raczej to mama biła Ci brawo i wycałowała z radości?
  • Czy czujesz się poszkodowana, przez to, że to mama uczyła Cię pierwszych słów, a nie urządzenie elektroniczne
  • Czy nie miło wspominasz granie z rodzicami w pierwsze gry planszowe, śmiejąc się przy tym i spędzając z nimi niezapomniany czas.

Aplikację możemy wymyślić dosłownie na wszystko, ale czy jest coś, co może zastąpić dziecku rodzica?

Gdy sadzasz dziecko przed ekranem, aby spokojnie móc zająć się swoimi sprawami, wpadacie w dwa osobne niezwiązane ze sobą światy. Ty sprzątasz i gotujesz, a dziecko siedzi zamknięte w swoim pokoju. Nie dyskutujecie, nie wymieniacie się spostrzeżeniami, nie śmiejecie się. Pozbawiacie się interakcji, która ma niesamowicie korzystny wpływ na jego rozwój.

Nic nie zastąpi bezpośredniego kontaktu rodzica i dziecka, jeśli chodzi o rozwój umiejętności językowych oraz rozwój poznawczy i społeczno-emocjonalny.

Czas, który poświęcasz dziecku to najlepsza inwestycja w jego rozwój. Dziecko poprzez interakcję z rodzicem uczy się rozmawiać, rozpoznawać emocje, i funkcjonować w społeczeństwie A co najważniejsze czuje się potrzebne i kochane i właśnie to kształtuje go na całe życie.

Każda godzina Twojego dziecka przed ekranem to godzina mniej na rozmowy i wspólne zabawy.

W naszym domu staramy się, aby dzieciaki brały czynny udział w życiu rodziny. Zamiast tableta, gdy nie mamy dla nich czasu, proponujemy pomoc w obowiązkach domowych lub zachęcamy do samodzielnej zabawy. O dziwo, dość dobrze się to sprawdza. Ignaś uwielbia majstrować w kuchni, a Julka zawsze z chęcią poprzerzuca makaron z miski do miski.

Moje dziecko uczy się, grając w gry edukacyjne i oglądając bajki

Przekonanie, że Ty ogarniasz dom, a Twoje dziecko w tym czasie uczy się na tablecie, jest bardzo naiwne. Dziecko wpadając w świat technologii, przepada, często tępo patrzy się w ekran, niewiele z tego wynosząc.
Początkowo głęboko wierzyłam, że mój Ignaś uczy się, oglądając bajki w języku angielskim. Wydawało mi się, że skoro my dorośli, często uczymy się, jakichś słów w innym języku słuchając muzyki bądź oglądając filmy, to dzieci też tak mają.

Nic bardziej mylnego!
Po kilku tygodniach oglądania w kółko tej samej bajki moje dziecko nie było w stanie mi jej w żaden sposób streścić. A ja naiwna sądziłam, że tym sposobem nauczy się języka.
Ilość bodźców, którą dziecko otrzymuje, wpatrując się w ekran, jest tak duża, że małe główki nie są w stanie tego wszystkiego przetworzyć. Do dziecka docierają jedynie kolorowane obrazy i zmieniające się dźwięki.

Zapytałaś kiedyś swoje dziecko, o czym była bajka? No właśnie, rzadko kiedy maluchy potrafią odpowiedzieć na to pytanie. A mimo wszystko lgną do bajek jak opętane. Bo tym, co je przyciąga to zmieniający się obraz, soczyste kolory i dźwięki. A nie treść, a tym bardziej nauka!

Dlatego zamiast, podsuwać dzieciom gry typu MEMORY w wersji elektronicznej usiądź z nim i razem zagrajcie w wersje papierową. Zapewniam Cię, że wyniesie z tego o wiele więcej aniżeli z wersji elektronicznej.

W przeprowadzonych przez Dimitra Christakisa badaniach stwierdzono korelację pomiędzy wpatrywaniem się w ekran we wczesnym dzieciństwie a niższymi wynikami w testach oceniających rozwój językowy, poznawczy i emocjonalny w późniejszym wieku. (tu też zapraszam do lektury „ Efekt Wioski” Susan Pinker)

Tak więc, nie jest to mój wymysł a potwierdzone badaniami wyniki.

Nie chcę tu nic ujmować świetnym programom edukacyjnym, bo pewnie wiele z Was korzysta i jesteście zadowolone. Pewnie coś tam te małe główki zawsze przyswoją. Ale pytanie, czy warto, skoro idzie za tym tyle negatywnych konsekwencji.

Dziecko które, nie używa tableta nie poradzi sobie w przyszłości.

Powiem tak, skoro często 8 miesięczne dziecko jest w stanie odblokować telefon i wykonać na nim proste czynności, to czy naprawdę sądzisz, że nie poradzi sobie z tym za kilka lat? Interfejs takich urządzeń jest zazwyczaj tak łatwy, że radzą sobie z nim nawet niemowlaki. Producentom nie zależy na tym, żeby tworzyć urządzenia skomplikowane w użyciu. Także spokojnie, nic nie stanie się Twojemu dziecku, jeśli na parę lat wstrzymasz się z podawaniem mu ekranów dotykowych. Ty sobie dałaś radę, mimo braku styczności z takimi urządzeniami w dzieciństwie. Więc Twoje dziecko też da sobie radę.

Podobno używanie tabletów i oglądanie bajek przez dzieci w wieku do 2 lat, ma wręcz katastrofalne skutki odbijające się na ich rozwoju Do drugiego roku życia w ogóle nie powinno się zatem podsuwać dzieciom takich rozwiązań, a później również bym się nie spieszyła. Im dłużej wstrzymamy się z technologią u dzieci, tym bardziej uchronimy je przed negatywnymi konsekwencjami na etapie ich wczesnego rozwoju.

Co więcej, pokusiłabym się o stwierdzenie, że dziecko prędzej będzie miało problemy w szkole, używając tableta we wczesnym wieku, aniżeli to, które tego tableta nie dostaje.

Wszystkie dzieci grają

Nieprawda! Są na tym świecie rodzice, którzy nie pozwalają dzieciom używać telefonów, tabletów i komputerów do pewnego roku życia! Moje dziecko dopiero w tym roku (mając obecnie 5 lat) po raz pierwszy dostało pozwolenie na granie 2 razy w tygodniu po 40min.

Często narażona jestem na krzywe i mało pochlebne spojrzenia ze strony innych mam. Zołza! Sztywniara! Liczę się z tym, ale swojego postępowania zmienić nie zamierzam.

Obserwuję moje dziecko i widzę, że nie dzieje mu się żadna krzywda, gdy odmawiam mu gry na telefonie. Jasne pyta, drąży, czasem się foszy i wychodzi do pokoju, trzaskając drzwiami. Ale już wie, że wytyczyliśmy sobie pewne granice, których nie będziemy przekraczać. I zazwyczaj szybko mu przechodzi. Wraca, wtula się, a wtedy ja, staram się, wymyślić w zamian coś fajnego co możemy zrobić razem. Chociażby nawet wstawić pralkę. On sortuje ubrania po kolorach, Jula przeczołgując się w tę i we w tę wszystko mu miesza, ten się złości i każe jej wszystko naprawiać… śmiesznie jest. I tak mija nam wspólne popołudnie.

Ograniczanie dzieciom dostępu do technologii w dzisiejszych czasach nie jest sprawą łatwą. Wymaga niestety sporej konsekwencji i cierpliwości. Ale jest osiągalne. Przetestowałam to z moim pięciolatkiem i nie zamierzam zmienić zasad przy Julce. Widzę tego ogromne plusy i wytrwam w moich postanowieniach nawet kosztem mojego wolnego czasu. Bo wiem, że warto i nie dam się zwariować. Wy też nie dajcie się zwariować dzisiejszym czasom. Tu przecież chodzi o Wasze jedyne dzieci.

Post ukazał się również gościnnie na Blogi Mam

Continue Reading