Pinkie Pie

Wielkimi krokami zbliża się koniec lata. Dobrze, że pogoda jeszcze nie odpuszcza. Cieszmy się ciepłem, bo wkrótce nadejdzie czas na jakieś grubsze wdzianka. Ja dziś przemycam dłuższy sweter:) I oczywiście różowiutkie reeboki:) Nic już więcej nie piszę, idę ładować baterie na jesień:)

spełniona mama

zara, karl lagerfeld, mango

okulary vintag

Różowe reeboki

naszyjnik zara

szczęśliwa mama

spełniona kobiet

Różowe reeboki

Różowe reeboki

szczęśliwa żona

Sweter: Mango, Buty – Reebok, Spodnie – Zara, Naszyjnik – Zara, Okulary – Vintage, Torba – Karl Lagerfeld
———————————————————————————————————————
fot. Mr Blacksheep Photography https://www.facebook.com/Mr.BlacksheepPhotography/

Continue Reading

Im Chanel, You are HM

tatuum, awionetka

Masstige!

Że niby co przepraszam? Tak, tak masstige! To zestawienie dwóch słów „mass” i „prestiż”. Dwa niby wykluczające się słowa, a jednak ich zestawienie znalazło odzwierciedlenie w dzisiejsze j modzie. Wielcy projektanci łączą siły z sieciówkami i BOOOM!!!! Mamy mieszankę wybuchową! Opinia?! Sam koncept z założenia ciekawy, ale czy grzechu wart?

Baczyńska wśród proszków do prania!

Masstige leży tak daleko od prestige jak Brzeziny od Paryża. I to właśnie w tej małej podłódzkiej miejscowości, oczy z ziemi zbierałam na widok „pani” przemierzającej ulice z torbą Gosi Baczyńskiej. Niby nic w tym dziwnego, bo przecież to trend dla mas. Ale wyobraźcie sobie, wchodzi taka “pani” po papier toaletowy do pobliskiego drogerii, a wychodzi z torbą od znanego projektanta. Czyli masstige pełną gębą. Nie zrozumcie mnie źle, każdemu wolno skosztować mody wyższych lotów. Ale zastanawiam się, czy owa „pani”, znała wcześniej twórczość projektantki? Czy może Gosia pozostanie dla niej jedynie tą Gośką z Rossmanna? „Pani” nie ucierpi, a wręcz skorzysta. A Baczyńska? no cóż!

Prosto z Lidla po Balmain

H&M działa tutaj bardziej świadomie, zachowując ów prestiż wypuszczanych kolekcji. Marka zawęża ich zasięg do największych sklepów na świecie, przyciągając jedynie żądnych metek fashionistów. Ale czy w ramy prestiżu wpisuje się wielogodzinne sterczenie przed sklepem w oczekiwaniu na otwarcie drzwi? A później walka, podstawianie nóg, wyszarpywanie sobie tych luksusowych rzeczy z rąk?
Takie właśnie dantejskie sceny zarejestrowały kamery w sklepach H&M w dniu wypuszczenia ostatniej kolekcji Balmain. Nie wspomnę już o desperatach wręcz koczujących na ulicy Szpitalnej w oczekiwaniu na zakup limitowanych sneakersów wypuszczonych przez Kanye Westa.

Need more money for Chanel

Chanel, Lanvin, Balmain brzmi drogo i ekskluzywnie. Na pytanie, czy chciałabym mieć szafę po brzegi wypełnioną takimi markami, wykrzyczałabym głośno, rzucając głową z podniecenia, TAKKKKKKKK!!!! Ale czy stałabym godzinami na Marszałkowskiej, aby świadomie wkroczyć na plac boju? Zdecydowanie NIEEEEEEEEEEE!!!
Może i jestem dinozaurem i nie kumam tych klimatów, ale widok śpiących pod sklepem klientów ogrzewających się herbatką z termosu, jakoś gryzie mi się z luksusem. Oczywiście każdemu wolno, jeśli ktoś ma czas i chęci… Sama wolę zachować odrobinę klasy, nie mieć metek, wyspać się i wypić herbatę w domu.

KENZO for H&M

Kolekcja zapowiada się znakomicie! Szkoda, że dane mi będzie podziwiać ją jedynie na zdjęciach. No, chyba że ktoś zechce mi ją przesłać prosto do domu;)


rys. Mateusz Hajnysz http://mhajnysz.pl/pl/

Continue Reading

Od Spidermana aż do Diora, czyli historia miłosna niby przypadków!

tatuum, awionetka

Nie ma życiu chyba nic piękniejszego niż dwoje ludzi, którzy nawzajem się inspirują, mobilizują i wspierają w działaniu.
Czasem trochę obok siebie, nieobecni i skupieni na celu, ale zawsze wyrozumiali i wrażliwi na drugą stronę. Wymieniamy się pasjami, motywujemy do działania, a nawet czasem łączymy to, co każdemu z osobna przynosi radość i spełnienie.
Dość mocny wstęp do tego, że chcę napisać, jak to mąż zaraził mnie komiksem, ale tak się to właśnie u nas dzieje. Podpatrujemy swoje pasje, uczymy się od siebie nawzajem, a nasze światy niepostrzeżenie się przenikają.

Zaczęło się niewinnie od kilku pozycji science fiction i paru obyczajówek. Powoli odkrywałam piękno ilustracji, a sam komiks pozycjonował się bardziej w kategoriach sztuki niż fanaberii chłopców mających bzika na punkcie super bohaterów.
Gdy po niespełna dwóch miesiącach otwarcia umysłu na pasję mojego męża wpadła mi w ręce pozycja Anne Goetzinger, potwierdziło się, że nic w życiu nie dzieje się bez przyczyny. Ten dość abstrakcyjny jak dotąd świat komiksu połączył się z moją bajką. Tworząc wspaniałą symbiozę w postaci cudownie zilustrowanego komiksu modowego Girl in Dior. Czekałam na przesyłkę z taką niecierpliwością, z jaką niejeden chłopiec zagryzający paznokcie czeka na kolejną część Spidermana.

Mam! Dostarczono prosto do biura. Korzystając z wolnego popołudnia, zaszyłam się w jednej z kawiarni, całkowicie przenosząc się do roku 1947 i pierwszego pokazu Diora. Numero une, number one i Marie-Therese wychodząca na wybieg a w tle odgłosy szeleszczących tkanin… Nie ma mnie, piję kawę, wyłączyłam telefon, jestem tam…bez odbioru!

tatuum, awionetka

Girl in Dior to opowieść o dziewczynie pragnącej pisać o modzie. Bacznym okiem obserwuje pierwszy z pokazów wielkiego projektanta. Dopasowana góra podkreślająca talię i mocno rozkloszowana spódnica stworzona z wielu metrów materiału przełamują skromność dominującą w powojennych czasach. Pokaz wzbudza wiele kontrowersji a projekty stają się wstępem do modowej rewolucji.
“Dear Christian, Your dresses have such a new look” – mówi Carmel Snow, redaktor naczelna Harper’s Bazar po pokazie (www.dior.com)
Clara, bo tak ma na imię główna bohaterka komiksu szybko rezygnuje z pisarstwa i przypadkowo rozpoczyna karierę modelki w domu mody Dior. Stając się jedną z muz wielkiego mistrza, oprowadza nas po świecie elegancji, mody i znanych osobistości.

Fabuła jak niektórzy jej zarzucają może odrobinę płytka i bez większego przesłania. Osobiście skupiłam się chyba bardziej na doświadczeniach wizualnych, całkowicie zapominając o treści. Zapytana, o czym była ta historia bez wahania odpowiedziałabym, że o sukniach i pokazach… Perfekcyjny przykład braku umiejętności czytania ze zrozumieniem. Takie czasy!

Anna Getzinger, poprzez swoje ilustracje i nowatorskie podejście, przedstawia świat wielkiej mody w nieco bardziej osiągalny dla przeciętnego czytelnika sposób. Zabiera nas w nieznane i pozwala doświadczyć atmosferę pokazów, splendoru i mistrzowskiego krawiectwa. Jak dla mnie to wystarczający powód, aby uznać ten prekursorski występek za genialny a doświadczenia z komiksem modowym za nieocenione.

tatuum, awionetka

I tak to już u nas jest! On coś lubi, ona po cichaczu testuje. Ona bardziej szalona, on też tak chce i nagle odkrywa w sobie duszę artysty. Niby zupełnie różni, niby z początku tyle ich dzieliło, bo inne pasje, charaktery i życiowy attitude. A tu nagle BUM symbioza przejawiająca się w pazerności poznawania świata i drugiego człowieka. I nie tylko o komiks się tu rozchodzi. Choć w dużej mierze, bo właśnie mniej więcej na tym etapie pojawiły się nam pierwsze wizje bloga, którego właśnie czytacie. Rozchodzi się również o to, że im bardziej otwarci jesteśmy na świat i ludzi tym więcej ciekawych możliwości znajdujemy wokół siebie. Niby przypadkiem złapałam za komiks z mężowej nietykalnej półki z książkami. Niby przez przypadek chwilę później wpadłam na wpis na Vumagu, że modowy komiks podbija serca francuzek. I takich „niby przypadków” po drodze było całkiem sporo. Aż doszłam do momentu, w którym zdecydowałam, że chcę założyć tego bloga a męża mianować jego artystycznym wsparciem. Ja kocham modę, on komiks i rysunek. GeeWay to taki jeden z wielu mostów, który łączy nasze dwa światy.

tatuum, awionetka


fot. Mr Blacksheep Photography https://www.facebook.com/Mr.BlacksheepPhotography/

Continue Reading

Istne szaleństwo!

tatuum, awionetka

Czasami wydaje mi się, że goniąc za swoimi pasjami, prowadzę, a raczej prowadzimy wraz z mężem i dziećmi dość nietypowe i szalone życie. Czasami też zastanawiam się, czy aby przypadkiem nie powinniśmy stać się bardziej normalną i stateczną rodziną. Myśl ta gości w mojej głowie nie dłużej niż 30 sekund, bo wtedy zdaję sobie sprawę, że nie zniosłabym nudy i pustki dnia codziennego.

Każde z nas ma swoje pasje i marzenia, nie są one spójne, ale na każdym kroku próbujemy je łączyć tak, żeby mimo wszelkich przeciwności razem je realizować. Mój mąż zapalony rysownik i ja modowa fanatyczka próbujemy wpleść nasze fanaberie w masę obowiązków związanych z dziećmi i normalnym życiem. Bywa czasem ciężko, bo codzienność potrafi przytłoczyć nadmiarem przyziemnych spraw. Ale nie poddajemy się, a dzieci zawsze towarzyszą nam w naszych szaleństwach.
Tak też było tym razem. Piękna plaża, zachód słońca i my. Ktoś by pomyślał istny relaks nad polskim morzem! Ale wróćmy do początku. Piątek wieczór, mąż wpada z pracy do domu, pakuje się naprędce, bo przecież nie było czasu, żeby zrobić to dzień wcześniej. W pośpiechu dopychamy samochód, wózkiem, bujaczkiem i innymi takimi. Wyruszamy! A jedziemy na weekend do Gdańska, na spotkanie rysownicze! Wohooo! No tak ten to sobie wymyślił! Targać całą rodzinę 300 km nad morze tylko po to, żeby sobie jakieś budynki narysować – niejeden by sobie pomyślał. Ale dla nas to jest czas, który zamiast osobno możemy spędzić razem!

Łatwe zadanie to dla mnie nie było! Ja, dwójka dzieci i rynek w Gdańsku w sobotnie południe. Dzizas jak ja się po pachy umęczyłam. Młody delikatnie rzecz ujmując kaktus w gaciach, młoda, jak to młoda w takich momentach oaza spokoju, ale bezobsługowa to ona nie jest. Tak więc w szale pilnowania młodego, żeby nie zaginął w tłumie, odpowiadania mu na milion pytań, zagadywania małej, żeby jej się nie nudziło i wplatania w to posiłków dla dwojga i kawy dla mnie, minęło nam kilka bardzo intensywnych godzin w centrum Gdańska. A tymczasem grupa rozmarzonych rysowników oddawała się namiętnie swojej pasji. Wybiła 17! Koniec spotkania, koniec mordęgi! Tutaj zwalniamy tempo, bo czas na wspólną kolację, było pysznie i przemiło. Nic tylko wrócić do hotelu i odpocząć… Ale po co???, Może jeszcze uda nam się strzelić jakąś fajna sesję nad morzem?! No to ładujemy dzieciaki do auta i sruuu. Sprint na plażę, bo zaraz zajdzie słońce. Mała w chuście u męża przycina komara. Młody nim się obejrzeliśmy moczy całe ubranie, ale za to banan mu z twarzy nie schodzi. Ja w pośpiechu przebieram się w sukienkę. A mój ukochany majstruje coś przy aparacie, bo z tego wszystkiego zapomniał jak go obsługiwać. Cyk, cyk, cyk, słońca nie ma, 4,5 minuty sesja gotowa! A teraz już możemy usiąść i pośmiać się z naszego szaleństwa! Dla sprostowania niedziela była tylko dla nas, zero rozmów o pasjach, pracy i problemach. Tylko my i morze! Uwielbiam moje życie!

tatuum, awionetka

tatuum, awionetka

tatuum, awionetka

tatuum, awionetka

tatuum, awionetka

tatuum, awionetka

Sukienka – ASOS, Sweter – Mango


fot. tym razem mój mąż:P

Continue Reading

Nuda w modzie???

tatuum, awionetka

Czy nie macie czasem wrażenia, że dzisiejsza moda stała się bardzo powtarzalna i odtwórcza? Wielcy projektanci w swoich kolekcjach na nowe sezony powracają do minionych trendów a w sieciówkach znowu zawisły ubrania w stylu lat 70. Czy to oznacza, że moda jest u kresu i nie możemy się JUŻ spodziewać innowacyjności, nowych pomysłów, przełomowych form i projektów? Przeglądając sklepowe wieszaki rzeczywiście można odnieść wrażenie, że to wszystko już było i niewiele się zmienia z sezonu na sezon.

To, co nazywamy trendem sezonu, jest nie tyle trendem samym w sobie a odzwierciedleniem ruchu koła, które moda zatacza przez dziesiątki lat. Samo określenie trend nawiązuje do nowego kierunku, rewolucyjności czy też nowego odkrycia. Z całą pewnością nie tego doświadczamy w co sezonowych kolekcjach. Koła, które moda zatacza to koła kolorów, wzorów i form, które zmieniają się z sezonu na sezon, ale same trendy pozostają mniej już bardziej odtwórcze.

Moda była kiedyś odpowiedzią na zmiany społeczne i polityczne. Była też wyrazem walki o wolność i poluzowywanie przekonań dotyczących kobiecego ciała. W dzisiejszych czasach tolerancja na nowe i ekstrawaganckie jest niemalże wpisana w zasady funkcjonowania zachodnich społeczeństw. Nie mamy już o co walczyć, bo wszystko, czego nam nie było wolno, już zostało wywalczone. A w świecie gdzie nie istnieją zakazy, sama wolność przestaje być już tak atrakcyjna i inspirująca.

Moda dziś nabrała zupełnie innego tempa. Kolekcje zmieniają się dwa razy do roku, a kiedyś wielkie trendy tworzone były przez dziesiątki lat. Dlatego myśląc o sezonowych trendach nie możemy oczekiwać, że będziemy zaskakiwani przewrotnym projektami w sześciomiesięcznych odstępach. Ci wielcy i ci mniej znani projektanci zmuszeni są do tworzenia swoich kolekcji pod panujące zasady rynku. W przeciwnym razie grozi im eliminacja z gry, a przy dzisiejszej konkurencji nikt nie może sobie na to pozwolić.

Prawdą jest, że niewiele nas już może zaskoczyć z taką siłą, z jaką zaskakiwały nas przełomowe momenty w modzie do tej pory. Nie oznacza to jednak, że skazani jesteśmy na nudę i powtarzalność, wręcz przeciwnie! Sądzę, iż jesteśmy spadkobiercami tego, co pozostawił po sobie dotychczasowy świat mody. A my jako wolne zachodnie społeczeństwo możemy bawić się i przebierać w trendach do woli. Możemy je mieszać, tworzyć własne interpretacje i tym samym kreować swój niepowtarzalny styl.

Nigdy ślepo nie podążałam za modą sezonową i osobiście nie odczuwam nudy, która rzekomo powiewa w corocznych trendach. Mam świadomość tego, co pasuje do mojej sylwetki, w czym wyglądam i czuję się dobrze, a czego powinnam unikać. Adekwatnie do tego interpretuję look sezonu, z którym będzie współgrać reszta mojej szafy i starannie wybieram z niego drobne elementy pasujące do mojego stylu. Dla mnie moda to nie chwilowy kaprys a ponadczasowa możliwość ukazywania swojej osobowości. Moje codzienne stylizacje są odzwierciedleniem tego, co mnie zachwyca i inspiruje. Mój styl jest niezaplanowany, często zależy od nastroju, pogody i tego, co się wokół mnie dzieje. Bawię się różnymi trendami, mieszam je, tworząc własne interpretacje tego, co modne. Nie wymieniam szafy z sezonu na sezon, wręcz przeciwnie zachowuję najcenniejsze jej elementy na długie lata, łącząc je z drobnymi dodatkami z aktualnego sezonu.

Moda powinna być bardziej rozumiana w kategoriach własnego stylu, a nie obowiązujących modowych hitów. Dlatego wiec, zamiast narzekać, że marki nie oferują nam nic nowego, że znowu nie mam się w co ubrać, a w mojej szafie panuje nuda, powinniśmy puścić wodze fantazji i uwolnić swoją kreatywność.


rys. Mateusz Hajnysz http://mhajnysz.pl/pl/

Continue Reading

Czasem słońce, czasem deszcz!

tatuum, awionetka

Te chmury za mną, to nie jest fotomontaż;)

Wypad na Mazury, piękna sprawa, trzeba tylko jeszcze umieć trafić w pogodę;) Mnie średnio się to udaje. Kocham Mazury ale one chyba za mną nie przepadają. Ale i tak było miło:) Dziś krótko i na temat, bo jak patrzę na te zdjęcia to już mi zimno:)

Miłego oglądania!

tatuum, awionetka

tatuum, awionetka

tatuum, awionetka

tatuum, awionetka

tatuum, awionetka

Top- Mango, Szorty – Zara, Trampki- Pepe Jeans


Continue Reading

Odrobina elegancji

tatuum, awionetka

Nie podążam ślepo za tłumem, to co popularne i na czasie rzadko do mnie przemawia. Nowe fasony, kolory i hity sezonu tak i owszem, ale w niewielkim ilościach. Definiuję swój styl jako niezaplanowany, może czasem trochę chaotyczny. Zależy on w dużej mierze od mojego nastroju, planów na dany dzień i pogody. Z łatwością przeskakuję ze szpilek w tenisówki, obcisłych topów w luźne blazery, ze spódniczek w spodnie i tak dalej. Spokojnie można mi zarzucić brak spójności i dwulicowość zodiakalnego bliźniaka. Jakkolwiek by tego nie nazwać, ja czuję się z tym dobrze, a reszta jest poza mną.

W dni, kiedy pragnę poczuć się kobieco, stawiam na odrobinę wyrafinowaną elegancję. Taki look w moim mniemaniu powinien być w miarę klasyczny, ale niezbyt nudny. Często dodaję więc do niego małe smaczki. Dziś postanowiłam poszaleć z dość mocno rzucającą się w oczy skórzaną spódnicą. Dobrałam do niej czarny top na ramiączka. Prosty w formie tak, by nie odwrócił uwagi od ręcznie wykończonej talii spódnicy. Żeby nie było zbyt ą ę zamiast klasycznych czarnych szpilek założyłam białe z odrobiną fantazji. Całość dopełniłam nietypową torbą z koła i okularami vintage.

Spódnicę wyszukałam podczas jednej z moich wizyt w Londynie. Nigdy do końca nie pożegnałam się z tym miejscem. Jego magia przyciąga jak magnes, stąd te częste wizyty na wyspach. Podróżuję tam w poszukiwaniu wspomnień z lat studenckich i dobrego shoppingu. Obowiązkowym punktem turystycznym są moje ulubione vintage shopy i eventy, w które staram się celować. Spódnica pochodzi od przemiłej starszej pani.  Przyniosła ją klientka w sędziwym wieku, twierdząc, że jej już chyba nie posłuży, a ona może ją komuś sprzedać. Cóż za fart, że byłam jedną z pierwszych osób na stoisku i szybko przechwyciłam to cudo! Z perspektywy czasu żałuje, że nie dopytałam o więcej szczegółów na temat ten spódnicy. Na metce widnieje napis “Haute Couture Free Way“, co pewnie oznacza, że była stworzona dla kogoś pod specjalne zamówienie. Ale to tylko moje domysły. Jest to zdecydowanie jedna z najlepszych rzeczy w mojej szafie i żeby tylko za bardzo mi się nie przytyło, bo będzie musiała iść w odstawkę.

Buty jak buty, mam na ich punkcie totalną obsesję. Im bardziej fantazyjne, tym lepsze. Totalnie oszalałam na punkcie tych łatek. Hego’s nigdy nie zawodzi:) Buty idealne na co dzień, jak i do eleganckiej stylizacji. Torba natomiast, pochodzi od zaprzyjaźnionej marki Come Bag, fantazyjne kształty to ich specjalność, no i ta jakość:)
A na koniec moje ukochane okulary. Dostałam je kiedyś od cioci mojego męża, a w sumie to je sobie wyprosiłam;) Ciocia jak to ciocia lubi chomikować różne rzeczy i przy okazji pochwaliła się tymi okularami z lat 70. Nie nosi ich od dawna, więc po co miały się kurzyć:) Od tamtej pory się z nimi nie rozstaję. Dobrze, że zainwestowałam w wymianę szkieł, bo te poprzecierane czasem utrudniały mi jazdę samochodem:P

Miłego oglądania!

tatuum, awionetka

tatuum, awionetka

tatuum, awionetka

tatuum, awionetka

tatuum, awionetka

tatuum, awionetka

Spódnica – Vintage Haute Couture Free Way, Top -Zara, Torba – Come Bag, Buty – Hego’s, Okulary – Vintage


fot. Mr Blacksheep Photography https://www.facebook.com/Mr.BlacksheepPhotography/

Continue Reading

Ilość czy jakość?

tatuum, awionetka

W życiu cenię sobie… I tu rozwija się długa lista u każdej z nas: miłość, rodzinę, przyjaciół, bezpieczeństwo itp.
A jak to się ma do tak prozaicznej rzeczy, jaką są zdobycze wypełniające Twoją szafę?
Ostatnio pisałam o racjonalnych zakupach i zdobywaniu umiejętności opierania się nieuzasadnionym pokusom. Na powyższe pytanie, po mojej konsumpcyjnej metamorfozie, odpowiedziałabym, cenię sobie jakość!
Jakość, a nie ilość drogi Panie.

Moja zmiana w podejściu do zakupów dotyczyła nie tylko nauki panowania nad swoimi materialistycznymi zachciankami, ale również na inwestowaniu w dobra, które będą mogły posłużyć mi przez wiele lat. Czyli w prosty sposób przekaz ujmując, skupiłam się bardziej na jakości zakupowanych rzeczy, a nie na ich ilości.
Posiadam w szafie rzeczy, które mimo upływu lat nadal cieszą i o dziwo wciąż nadają się do założenia. Co więcej, nie rzadko stają się obiektem zachwytów. Satysfakcja płynąca ze skomplementowanej rzeczy, która po wymianie kilku zdań okazuje się starociem w rewelacyjnym stanie i te wielkie oczy mówiące „No co Ty???!!!” jest po prostu nieopisana. Tak, tak ten sweterek dała mi babcia na 18 urodziny, a teraz mam… yyyyy, no dobra przyznaję bez bicia od kilku dni już 30. Super fason, uniwersalny kolor i niezwykła jakość! Bezmetkowiec, zakładam, że made in Poland, zakupiony pewnie na pobliskim bazarku, bo co jak co, ale mojej świętej pamięci babci w galerii handlowej to sobie nie wyobrażam:P Czyli żadne „ą” „ę”, a dobrze udziergany prosty i nawet w mój gust trafiający sweterek. Nadal cieszy i przyprawia o wielkiego banana na twarzy. Bo po pierwsze, nadal w częstym użyciu, a po drugie niesie w sobie pewną historię i miłe wspomnienia.
¾ mojej dotychczasowej szafy nie kwalifikuje się na przetrzymywanie jej dłużej niż do kolejnego sezonu. Mimo tego, że większość z tych rzeczy kocham, to wiem, że ich wygląd nie nacieszy mojego oka przez wystarczająco długi okres. Postanowiłam, że czas to zmienić i zacząć inwestować w porządniejsze produkty.

Ogromnym uznaniem cieszą się u mnie rzeczy vinatge, z którymi często eksperymentuje i dodaje je do swoich stylizacji. Jestem pod ogromnym wrażeniem ich trwałości i ponadczasowości. Ich wygląd nadal ujmuje i jestem pewna, że ten stan rzeczy nie zmieni się jeszcze przez bardzo długi czas. Najwspanialszą kopalnią ubrań i dodatków vintage jest dla mnie Londyn. Często do niego wracam, a do domu przywożę wypakowana zdobyczami walizkę.

Kolejną dobrą inwestycją są rzeczy, które kupuje od sprawdzonych młodych projektantów. Produkowane są one w większości w Polsce z bardzo dobrych materiałów. Ale uwaga! Nie dajmy się nabrać na metkę „made in Poland”, bo to, że uszyte u nas, nie znaczy, że każda osoba podejmująca się założenia marki przykłada taką samą wagę do jakości!

Ukracając swoje modowe zachcianki nie zrezygnowałam z sieciówek, które mogłyby kojarzyć się jedynie z gorszą jakością. W rzeczywistości tak nie jest, to tylko od nas zależy, jaki produkt wybierzemy i jak dobrze znamy się na materiałach. Takie marki coraz częściej mają w swojej ofercie kolekcje premium, które z założenia mają nam oferować produkty lepszej jakości. No i oczywiście nie oszukujmy się, ale sieciówki są też idealnym źródłem tak zwanych basików na co dzień. Są one nieodłącznym elementem mojej garderoby i dość mocno je eksploatuję. A nie ma nic wygodniejszego niż po sezonie wymienić taki biały basic po prostu na nowy.

Ostatnią i najwspanialsza inwestycją w moich oczach są produkty wysokiej klasy marek. Jest to już dość duży wydatek, więc nie mogę sobie na niego zbyt często pozwolić. Ale nabyta przeze mnie umiejętność oszczędzania pozwala mi na skrupulatne odkładanie małego co nieco przez dłuższy okres na tę jedną wymarzoną rzecz. To jak kupowanie drogich obrazów. Gdy jeden zawiśnie w Twoim salonie, delektujesz się jego widokiem jeszcze przez bardzo długi czas.

Doświadczyłam już niejednokrotnie satysfakcji płynącej z inwestowania w jakość, dlatego też staram się mieć to zawsze na uwadze, gdy dokonuje kolejnego zakupu. Szczerze polecam takie podejście do sprawy. Wiem, że choć wymaga ono sporej dyscypliny i zorganizowania, naprawdę warto. Chętnie posłucham Waszych doświadczeń:)


rys. Mateusz Hajnysz http://mhajnysz.pl/pl/

Continue Reading

Wielkie powroty

tatuum, awionetka

Łódź miasto, w którym się urodziłam i wychowałam. Często kojarzone z obskurnymi ulicami, szarą strefą, ogólnym nieładem i brudem, ostatnimi czasy daje mi się poznać na nowo z innej, tej bardziej pozytywnej strony.
Sześć miesięcy temu, ze stolicy, sprowadziliśmy się na stare śmieci i mimo mojej początkowej niechęci do tego pomysłu, muszę przyznać, że jest mi tu coraz lepiej:)
Oczywiście spowodowane jest to przede wszystkim komfortem, który przy dwójce dzieci dają mi rodzice. Ale też miasto samo w sobie zaczyna mnie powoli zachwycać swoim nowo nabytym urokiem.
Dlatego dziś casualowa stylizacja w łódzkich murach. Świeci słońce, wiosnę czuć w powietrzu a odgłosy parzonej kawy dobiegają do nas z Offa:)

Dziś w roli głównej mój ulubiony grubo pleciony sweterek vintage na krotki rękaw w obłędnych kolorach. Do tego levisy, które wyhaczyłam przypadkowo na jakiejś promocji i wbiłam się w o rozmiar mniejsze niż sprzed ciąży. Nie ukrywam, dzieciaki dają czasem popalić, więc ciągłe bieganie za piłka lub spacery z małą w chuście robią swoje:P Wygrzebałam tez moje zeszłoroczne białe buty z Zary, które po prostu uwielbiam. No i mały prezent, który sprawiłam sobie na dzień mamy:) Pod przykrywką większej wygody przy małym dziecku zakupiłam torbę Karla Lagerfelda w pięknym pudrowym różu przewieszaną przez ramię. Idealnie zastępuje tę do ręki. A jaka wygodna:P Czego kobieta nie wymyśli, żeby usprawiedliwić swoje zakupy;)
No dobrze zapraszam do oglądania!

tatuum, awionetka

tatuum, awionetka

tatuum, awionetka

tatuum, awionetka

tatuum, awionetka

tatuum, awionetka

Jeansy – Levi’s; Sweterek – Vintage; Szalik – H&M; Torba- Karl Lagerfeld


fot. Mr Blacksheep Photography https://www.facebook.com/Mr.BlacksheepPhotography/

Continue Reading

Od szwendacza zakupoholika do racjonalnej konsumentki

Perfekcyjna pani domu stereotyp nowoczensa mama

Kiedyś zakupy sprawiały mi niesamowicie dużo przyjemności. Uwielbiałam szwendać się po sklepach w poszukiwaniu nowych nabytków. Wpadałam do sieciówek rządna nowości i odrobiny luksusu. Bez większego planu czego brakuje w mojej szafie, skakałam od sklepu do sklepu i kupowałam. Wychodząc z założenia, że pewnego dnia na pewno się przyda. Z każdym nowym zakupem moje ciało wypełniała narastająca adrenalina, stopy w podskokach kierowały do kolejnych witryn sklepowych, a coraz to cięższe torby dodawały mi skrzydeł. W domu wyrzucałam wszystkie zakupy na środek pokoju i ponownie wszystko przymierzałam. Później krótki catwalk przed mężem, oczekiwanie na akceptację, odcinanie metek i wszystkie zakupione rzeczy oficjalnie stawały się moje! I tu jak za dotknięciem magicznej różdżki czar z reguły pryskał, a adrenalina zaczynała opadać.

Perfekcyjna pani domu stereotyp nowoczensa mama

Przyjemność, jaka płynęła z shoppingu, szybko przemijała, a wyciąg z konta przyprawiał o ból głowy. Zakupione rzeczy powszedniały, a co gorsza szybko odchodziły w niepamięć. Przyjrzałam się głębiej moim zakupom i okazało się, że połowy rzeczy nie noszę. Wiele z nich  po trzecim praniu pozostawiała wiele do życzenia, część była jednak nie do końca w moim stylu, a jeszcze inna straciła swój blask po wyjściu ze sklepu i leży zapomniana gdzieś na dnie szafy. Wniosek? Zgromadziłam olbrzymią ilość rzeczy na tak zwana „DZIAŁKĘ”, czyli wspaniała kolekcja ciuchów domowo-podwórkowych. Średnio zadowalający wynik biorąc pod uwagę sumę wydanych pieniędzy w porównaniu do jakości i zadowolenia.

Pieniądze szczęścia nie dają a zakupy tak i owszem. Temat nie wymaga polemiki, a ta i tak w moim wydaniu byłaby nieco sztucznym tworem. Problem, który zidentyfikowałam, nie leży w samym kupowaniu, a robieniem tego w sposób nieprzemyślany, niezaplanowany a co gorsza pod wpływem emocji. Minęło sporo czasu, zanim zrozumiałam, że moje impulsywne zakupy są niewspółmierne do satysfakcji. Postanowiłam podjąć stosowne kroki i sprzeciwić się wszechobecnemu konsumpcjonizmowi, który i mnie po trosze dopadł. Spokojnie, nie przerzuciłam się na szycie sukienek z firany i dzierganie na drutach. Zaczęłam jedynie głębiej analizować swoje potrzeby i wnikliwej definiować zbędne zachcianki. Wow brzmi to trochę enigmatycznie, ale już wyjaśniam.

Przejrzałam swoją szafę i zrobiłam w niej remanent z prawdziwego zdarzenia. Pozbyłam się większości mojej działkowej kolekcji, rzeczy wadliwej jakości oraz zapomnianych niedobitków. Wyznaczyłam nieprzekraczalny miesięczny budżet, który nazwałam budżetem na FANABERIE i postanowiłam spojrzeć wszelkim pokusom prosto w oczy.

  • Zanim coś kupię, tworzę listę rzeczy które „mogłyby się przydać”. Weryfikuje to z aktualnym stanem mojej garderoby i przystępuje do wykreślania lub modyfikowania listy.
  • Przerzuciłam się na zakupy internetowe, które dają mi możliwość głębszego przemyślenia danego zakupu.
  • Analizuję czy dana rzecz będzie się dobrze komponować z tym, co już wisi w mojej szafie, jaki jest jej skład i czy cena jest w miarę adekwatna.
  • Przestałam polować na wyprzedaże w celu kupienia sobie „czegoś” na poprawę humoru.
  • Postawiłam również w znacznej mierze na jakość, a nie na ilość. Zaczęłam zwracać większą uwagę na potencjalną żywotność ubrań, które kupuję. Nawet za cenę wydania większych pieniędzy.

Efekt przyszedł zadziwiająco szybko. Czerwone SAILE już do mnie nie krzyczały, a ubrania wiszące w sklepach nie przyciągały już tak silnie mojego wzroku. Nie wiem, co zadziałało, potęga podświadomości, afirmacja czy jak oni mądrzy tam sobie to nazywają, ale zaczęłam racjonalnie myśleć o moich zakupach.

Moja szafa obecnie wydaje się nieco bardziej uporządkowana i przemyślana. Zaczęłam czerpać przyjemność ze świadomych zakupów. Dają mi one satysfakcję na znaczenie dłużej niż dotychczas. Nie złoszczę się, kiedy zaglądam na konto i nie mam pojęcia, na co wydałam tyle kasy skoro i tak nie mam się w co ubrać. Uleganie małym pokusom leży w kobiecej naturze. I mimo systematycznej pracy zapanowania nad chciejstwem nadal bywają sytuacje, kiedy wpada do torby coś niezaplanowanego. Dzieje się to jednak bardzo sporadycznie i nie wywołuje we mnie już tak silnych emocji jak kiedyś.


rys. Mateusz Hajnysz http://mhajnysz.pl/pl/

Continue Reading