Jak rutyna u niemowlaka zmieniła moje życie

Są mamy, które biorą całe macierzyństwo na spontanie – chapeau bas! Ale są też takie, które w chaosie, które w codzienne życie wprowadza dziecko, nie do końca potrafią się odnaleźć. Tak też było ze mną.

Urodził się Ignaś, z początku wszystko wydawało się łatwe, bo dużo spał i nie wymagał ode mnie nic więcej jak karmienia i przewijania. Tak było przez pierwsze dwa, trzy tygodnie.

Tak ma wyglądać macierzyństwo??? Wow super! Miejmy zatem więcej dzieci – myślałam.

Moja sytuacja zmieniła się dość szybko, gdy Igi zaczął być bardziej wymagający, pojawiły się kolki czy też wkrótce ząbki. Brakowało mi rytmu dnia, który towarzyszył mi przed pojawieniem się dziecka. Nie miałam, kiedy się ubrać, zjeść śniadania a o prysznicu mogłam już tylko pomarzyć. Latałam jak przysłowiowy „ kot z pęcherzem” gasząc non stop jakieś pożary.

Ja? Czas dla mnie? Mogłam zapomnieć, nawet gdy miałam go chwilę, jedyne, o czym marzyłam to sen!

Wychodziłam z siebie. Ciągła gotowość do zadań specjalnych wysysała ze mnie energię. Cały czas musiałam zastanawiać się, o co chodzi, w czym rzecz, co teraz moje dziecko może chcieć?

Może spanie???

Nie, nie jest śpiący,

Może jedzenie? Ale dopiero jadł.

Dlaczego on płacze?

Zaczęłam szukać pomocy w Internecie i podpytywać znajomych czy też tak mieli. Po nitce do kłębka odnalazłam dla siebie sposób idealny. RUTYNA!

Sama idea już mnie zachwyciła. Ja lubię działać według planu i lubię ten plan realizować. Głęboko wierzyłam, że wszystko się uda i odzyskam w tym wszystkim odrobinę siebie.

I udało się! Ale sprawa nie była prost. Wymagała ode mnie bardzo dużo zaangażowania, cierpliwości i konsekwencji.

Wprowadziłam do naszego życia bardzo prosty schemat:

SPANIE

JEDZENIE

ZABAWA

Dokładnie spisywałam godziny w których odbywały się powyższe czynności. Po dwóch tygodniach zorientowałam się, że jego tryb dnia jest dość powtarzalny. O mniej więcej tych samych godzinach jadł, szedł spać i bawił się. EUREKA! Od tamtej pory wiedziałam jak organizować dzień, aby był on łatwiejszy do przetrwania i przyjemniejszy;)

Wprowadzenie schematu ułatwiło mi on organizację całego dnia, a w dodatku moje dziecko stało się spokojniejsze i bardziej przewidywalne.

Niesamowite było to, że po kilku tygodniach, Ignaś wiedział, że po zabawie, jest czas na drzemkę i automatycznie robił się śpiący. Nie płakał, nie marudził, nie był przemęczony. Bo ja reagowałam na pierwsze oznaki zmęczenia jak tarcie oczu i ziewanie (więcej o rutynie zasypiania u niemowlaka już wkrótce) Dwie, trzy piosenki i do łóżeczka. Wszystko wróciło do normy, a ja do psychicznej równowagi.

Julia natomiast rutynę zna od pierwszego dnia swojego życia. Ominęłam okres, w którym po urodzeniu dziecka, życie staje się totalnym chaosem, gdzie dochodzi zdenerwowanie, niewysypianie, wiecznie pusta lodówka i wyczerpane baterie. Za drugim razem było zdecydowanie łatwiej. Bez problemu znajdowałam czas dla siebie, na książkę na ćwiczenia czy inne przyjemności, które my mamy powinnyśmy sobie w ciągu dnia serwować…

…co by nie zwariować:P

  • Jeśli znalazłaś się w sytuacji, gdzie całe dnie wymykają Ci się spod kontroli.
  • Masz problem z usypaniem dziecka.
  • Masz wieczne poczucie, że nie ogarniasz, bo ciągle gasisz pożary.

Napisz do mnie. Opisz mi dokładnie swoją sytuację i z czym masz problem. Postaram się pomóc, najlepiej jak tylko potrafię. Bo naprawdę wierzę, że wprowadzenie rutyny do życia niemowlaka to klucz do sukcesu. Ty też możesz się o tym przekonać:)

Pozdrawiam Cię,

Gee

geeway@geeway.pl

Continue Reading

Wielodzietne macierzyństwo, czy tylko dla Matki Polki?

Tak się już utarło: dwójka dzieci, to taki standard, trójka lekkie szaleństwo, więcej, to dla kobiety, nic tylko już etat w domu do końca życia. Wiktoria Skalmierska, matka piątki, przełamuje stereotyp zarobionej Matki Polki i pokazuje nam, że posiadanie kilkorga dzieci to nie wyrok. Wiktoria mimo napiętych domowych grafików nie rezygnuje z siebie, nadal pragnie się rozwijać, kształcić i spełniać swoje marzenia. Doskonale wie, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci a także szczęśliwy mąż.

spełniona mama

Skąd ty się w ogóle wzięłaś?

Przede wszystkim nie jestem z Polski. Pochodzę z Kazachstanu, jestem w połowie Polką w połowie Rosjanką. Dorastałam w mieście, ale poznałam też życie na wsi. Pochodzę z rodziny repatriacyjnej. Do Polski przyjechałam na studia.

Wiki, jak to z tymi dziećmi było? Planowaliście?

Nigdy nie bałam się macierzyństwa. Rodzenie dzieci jest dla mnie rzeczą naturalną. Nigdy nie zastanawiałam się, czy jest już na to czas, pieniądze itp. Żadnej ciąży nie planowaliśmy z kalendarzem w ręku. Ale od samego początku naszej znajomości z mężem marzyliśmy o piątce. Gdy była już trójka, staraliśmy się zabezpieczać, ale plan był tak mocno zakodowany w naszych głowach, że i kolejna dwójka się przytrafiła.

spełniona mama

Ile macie dziewczynek a ilu chłopców?

 Mamy 4 dziewczynki i jednego chłopca. Czwarty był chłopiec, doczekałam się:)

 Jak na Wasze kolejne dziecko, reagowała rodzina i otoczenie?

 Mój promotor śmiał się, że jestem wiatropylna:)

Ale tak serio przy każdym kolejnym dziecku było gorzej. Rodzice po trzecim mieli nadzieję, że już na więcej się nie zdecydujemy. Słowa, gesty z otoczenia często były niemiłe i pełne współczucia dla nas i dla naszych dzieci, tak jakby wielodzietność była czymś złym. Nie czułam się z tym dobrze, ale wiedziałam, że jestem kobietą, matką i to ja podejmuje decyzje.

spełniona mama

 Pięcioro dzieci urodziłaś przez cięcie cesarskie, nie bałaś się?

 Przy każdej kolejnej ciąży, w szpitalu myśleli, że jestem chodzącą patologią.

Położna tuż przed czwartym porodem, kazałam mi się pożegnać z trójką moich pozostałych dzieci, bo była pewna, że nie dam rady. Ja dałam i mocno wierzyłam w to, że wszystko będzie dobrze. Mój mąż i lekarz prowadzący też wierzyli. Wszyscy wierzyliśmy w życie. Dałam radę, urodziłam syna, było warto.

Jak ogarniacie wszystko logistycznie?

Do niedawna mieliśmy takie uczycie, że nie nadążaliśmy. W tym roku przeprowadziliśmy się do dużego domu. Musieliśmy przeorganizować szkoły i przedszkola tak, żeby żadne dziecko nie było poszkodowane i żeby w miarę możliwości najstarsza mogła sama wracać do domu. Obecnie mamy 4 różne miejsca w które odwozimy dzieci. Jest co raz lepiej.

Z czasem dochodzicie do perfekcji?

Można tak powiedzieć, ale cała organizacja zawsze nawala, kiedy dzieci chorują. Gdy któreś zostaje w domu wszystko trzeba organizować od nowa, zmieniać i dostosowywać.

Jak radzicie sobie z wychowaniem takiej gromadki?

Grunt to organizacja. Stosujemy system nagród, staramy się być konsekwentni i wyznaczamy granice. Cały czas się uczymy. Obecnie sprawdzamy system punktacji, który przekłada się na atrakcje bądź ich brak. Dzieci wiedzą, za co dostają plusy a za co punkty ujemne. Taka trochę motywująca rywalizacja.

Jak Ty, jako mama, radzisz sobie z ogarnianiem piątki?

Każdy dzień to nie lada wyzwanie. Nie mogę być nieprzygotowana.

Jestem głównym organizatorem naszego życia.

Nikt nie wstanie z łóżka, dopóki ja wszystkich nie obudzę. Tak jakby nikt w domu nie miał budzika. Później wyprawianie dzieci do szkoły, każdy musi zjeść i zabrać śniadanie, dziewczynkom trzeba uczesać włosy, a jest co czesać, sprawdzić czy każde ma plecak, buty itp. Oczywiście nie jestem w tym sama, mąż także jest w to wszystko zaangażowany, ale to raczej ja wyznaczam priorytety i mówię co jest do zrobienia.

spełniona mama

 Czy jesteś menadżerem w swoim domu?

Od rana do wieczora:)

Jesteś pracującą mamą, jak to wszystko łączysz?

Pracuję, ale nie na pełen etat. Zajmuję się kilkoma rzeczami, w tak zwanym między czasie. Jestem doradcą pielęgnacyjnym w Mary Kay, koordynatorem grupy zakupowej Lokalny Rolnik, wykonuję też okazjonalnie makijaże ślubne a także wspieram męża w prowadzeniu własnej firmy rozrywkowej. Elastyczność wszystkich tych zajęć pozwala mi godzić dom i pracę.

Mimo natłoku obowiązków starasz się znaleźć chwilę dla siebie, chodzisz na spotkania motywacyjne, warsztaty, rozwijasz się, co Ci to daje?

 Odskocznię, motywację i pozytywną energię. Wychodząc z domu, czy to na spotkania biznesowe czy motywacyjne, wracam do domu z otwartym umysłem. Jestem szczęśliwsza, spokojniejsza i bardziej wyluzowana. Natomiast gdy całymi dniami siedzę w domu nie umiem trzeźwo myśleć, nie umiem rozwiązywać konfliktów i nie mam konstruktywnych rozwiązań na problemy dnia codziennego. Wiem, że gdy się spełniam jestem lepszą mamą. Czasem gdy wchodzę do domu po cudownie spędzonym czasie, tryskam energią, mam więcej cierpliwości do dzieci, a na napiętą sytuację w domu, działam jak katalizator. Mam na to wtedy siłę.

Czy czujesz się egoistką wychodząc z domu?

Kobiety czują olbrzymią odpowiedzialność za wszystko co robią, dlatego wychodząc z domu niepotrzebnie obarczają się poczuciem winy, sama też tak mam. Dlatego chodzę na różne warsztaty, spotykam się z innymi mamami, aby się tego wyzbyć. Przecież poradzą sobie beze mnie przez te parę godzin.

 Wiem, że warto zadbać najpierw o siebie, żeby potem móc zadbać o innych.

Zachęcasz do wielodzietności?

Czasem łatwo nie jest, ale tak jak najbardziej!

spełniona mama


fot. Mr Blacksheep Photography

Continue Reading

Mamo, czas zadbać o siebie

 

Mamo, piszę Ci dużo o tym, jak ważne jest, żebyś zadbała o siebie.

Dlaczego?

Bo szczęśliwa Ty to szczęśliwe dzieci i szczęśliwy mąż! I ogólnie całe życie szczęśliwe:P

To tak, w bardzo ekspresowym skrócie.

Może zanudzam, może inspiruje. Choć mam głęboką nadzieję, że to drugie. Ale nawet jeśli, to sama inspiracja, to często za mało!

Napływa do mnie dużo zapytań, jak ja to robię, jakie są moje sposoby? Przecież doba ma tylko 24 godziny, a dzieci wypełniają 23 z nich. A gdzie obiad, zakupy, sprzątnie, prasowanie? I co, może mam sposób na wydłużenie dnia?

Muszę Cię zmartwić, nie mam!

Przeszłam bardzo długą drogę, żeby najpierw zrozumieć, jak ważna jestem w tym wszystkim JA, mój czas i moje pasje. A później jeszcze dłuższą, żeby nauczyć się jak o to JA zadbać. Nie było to łatwe, ale wiedziałam jedno, jeśli nie poczynię jakichś kroków, będę wiecznie naburmuszona, fochata i -co gorsza- niezadowolona z życia.

Kiedyś dawno temu, kiedy jeszcze nie miałam dzieci, byłam królową własnego czasu. Praca, hobby, sport, przyjemności…

Aż łezka się w oku kręci. Posiadałam najwspanialszy skarb tej ziemi CZAS!

A teraz?

Teraz to się człowiek musi czasem nieźle nakombinować, żeby umyć rano zęby i zjeść śniadanie. A co dopiero mówić o sobie. Trzy minuty w toalecie to czasem niezłe błogosławieństwo! Znasz to?

 Doby nie rozciągniemy, ze snu nie zrezygnujemy, dzieci nie sprzedamy…

Więc co możesz zrobić, żeby zrobić coś dla siebie?

Po pierwsze, ułożyć sobie w głowie, że tego potrzebujesz, bo wszystkie homo sapiens tego potrzebują.

Po drugie, przetłumaczyć sobie, że odrobina matczynego egoizmu ma zbawienny wpływ na wszystkich dookoła.

Po trzecie, powtarzać sobie pierwsze i drugie do znudzenia.

Po czwarte, zacząć DZIAŁAĆ!

Ale co dokładnie mam robić? – zapewne zapytasz!

A ja Ci odpowiem, że przygotowałam dla Ciebie niespodziankę:)

3 SPOSOBY NA CZAS DLA SIEBIE!

Czyli dokładny plan działania, który pozwoli Ci w całym tym rodzinno-domowym chaosie, uszczknąć jakąś chwilę dla siebie.

Nieświadomie pracowałam nad nimi przez ostatnie kilka lat. Testowałam, zmieniałam, uczyłam się,. Teraz wiem, że to działa i mogę się nimi z Tobą podzielić.

Zostaw mi swój mail, a ja przez następne kilka dni podzielę się z Tobą tym, co wypracowałam i co u mnie sprawdza się rewelacyjnie.

Kto wie? Może i Ty na tym skorzystasz!

Aby zapisać się na mailing 3 SPOSOBY NA CZAS DLA SIEBIE!

skorzystaj z formularza poniżej.

Pozdrawiam Cię,

Twoja Gee

fot. Mr Blacksheep Photography 

Continue Reading

Mamo, bądź menedżerem w swoim domu

Mamo, każda z nas w mniejszym lub większym stopniu zajmuje się domem. I pewnie nie raz nie dwa, dopadała Cię frustracja związana z robieniem wszystkiego za wszystkich.

Czyż nie?

Sprzątanie, gotowanie, prasowanie, pranie – i tak dzień w dzień.

Ale podstawowe pytanie jest takie:

Czy ktoś zatrudnił Cię w Twoim domu na stanowisku „całodobowa służąca”? Czy raczej to Tobie wydaje się, że wszystko musisz zrobić sama i to w dodatku za wszystkich?

Ahaaa!

I tu Cię mam! Typowa kobieca przywara! Wydaje Ci się, że skoro siedzisz w domu, to ogarnięcie wszystkiego, co się z nim wiąże, należy do Ciebie.

Też tak kiedyś myślałam. I dlatego właśnie czasem po całym tygodniu w domu, czułam się jak mocno wyeksploatowany korporacyjny pracownik. Ale uświadomiłam sobie, że siedzenie w domu, to nie jeden, a kilka etatów naraz! Oto one:

  • Domowy menedżer do spraw organizacyjnych w Twoim domu – etat pierwszy.
  • Opiekunka do dzieci – etat na 24 godziny na dobę, czyli w sumie 3 etaty w jednym. Opiekunki kiedyś wychodzą do domu, Ty nie!
  • Pani do sprzątania – etat trzeci. Od świtu do później nocy. Tu zamieść, tam odkurzyć
  • Kucharka – etat czwarty. Coś jeść trzeba, a samo się nie ugotuje.

I wtedy gdy zdałam sobie sprawę, ile tak naprawdę rzeczy jest na mojej głowie, dałam sobie rozgrzeszenie, za to, że czasem po prostu nie nadążam.

Organizacja domu, jego sprawne funkcjonowanie i dbanie o to, aby każdy z domowników miał wszystko, co mu potrzeba, naprawdę potrafi człowieka wykończyć.

Oczywiście nie ma nic złego w dbaniu o swój dom i swoją rodzinę, ale nikt nie powiedział, że jako mama MUSISZ o wszystko zadbać sama.

Czy widziałaś kiedyś menadżera, który najpierw organizuje, tworzy listę zadań, a potem sam się za nie wszystkie zabiera?

No właśnie, tak samo jest z Tobą. Ty organizujesz, ale nie musisz robić wszystkiego sama.Twoją pracą jest dom i dzieci. Ty jesteś główną dowodzącą. Naucz się polegać na innych.

  1. DOMOWNICY

Każdy z domowników powinien mieć swoje przydzielone obowiązki. Tak, aby każdy drobiazg nie był na Twojej głowie. Zastanów się, w czym może pomóc Ci mąż a w czym dzieci. Mogą być to drobne sprawy jak wyrzucenie śmieci czy włożenie naczyń do zmywarki po każdym posiłku. Ale w ten sposób te drobne obowiązki schodzą z Twojej listy zadań a im korona z głowy przecież nie spadnie:P

  1. POMOC DOMOWA

W dzisiejszych czasach coraz bardziej popularne jest korzystanie z usług pań, które mogą wesprzeć Cię w sprzątaniu domu. Nikt nie powiedział, że musisz taką panią zatrudniać na siedem dni w tygodniu, ale taka wizyta raz w tygodniu na dwie/trzy godzin może Cię znacznie odciążyć. Możesz poprosić ją o wyprasowanie prania z całego tygodnia, umycie podłóg czy chociażby przetarcie zalegającego kurzu.

  1. OPIEKUNKA DO DZIECI

Czasem normalnie w świecie potrzebujesz wyjść sama na zakupy, spotkać się z koleżanką (aby przewietrzyć trochę umysł) lub popracować (jeśli np. jesteś akurat mamą rozwijającą domowy biznes). Jeśli masz do pomocy mamę czy teściową to super, ale pamiętaj, że znalezienie niani też jest opcją.

I znowu nikt nie mówi o zatrudnianiu pomocy do dzieci na cały etat. Jest mnóstwo opiekunek, które szukają pracy dorywczej, raz czy dwa razy w tygodniu. Daje Ci to odrobinę swobody i możliwości kontaktu ze światem zewnętrznym. Taka osoba wesprze Cię w zorganizowaniu czasu Twoim dzieciom i zarówno one, jak i Ty będziecie mieli małą od siebie odskocznię.

  1. DZIADKOWIE

Często spragnieni swoich wnuków podejmują się pomocy w codziennych obowiązkach jak odbieranie dzieci z przedszkola czy zawożenie ich na zajęcia. Czasem zdarzy się też, że babcia podrzuci np. wór pierogów czy inne rarytasy. Jeśli masz taką możliwość, korzystaj! . Oni robią to z przyjemnością a Twoja lista zadań, ulega skurczeniu:P

  1. OBIADY NA ZAMÓWIENIE

Jestem zwolenniczką domowego, wartościowego i zdrowego jedzenia. Ale bywają dni, kiedy po prostu, najzwyczajniej w świecie nie mam czasu lub energii na gotowanie. Wtedy siadam do komputera i wybieram, co tylko dusza i żołądek zapragnie. Najczęściej korzystam z pyszne.pl i pobliskich restauracji.

  1. ZAKUPY PRZEZ INTERNET

Zakupy z dziećmi w markecie? Już dawno powiedziałam NIE! Męczarnia, chaos, stres i wieczne naciąganie – po co mi to wszystko??? Przecież mogę spokojnie wieczorem usiąść i zrobić spożywcze zakupy, siedząc w kuchni z kubkiem gorącej kawy. Tesco.pl i lokalnyrolnik.pl rewelacyjnie się w tym sprawdzają. Oszczędzam czas, energię i pieniądze.

Myśląc o swojej karierze zawodowej, wiesz, że wraz ze zmianą stanowiska Twoja odpowiedzialność wzrasta, ale i obowiązki się zmieniają. Już nie robisz tego, co robiłaś poprzednio. Więcej delegujesz i bardziej wspierasz się wiedzą i pomocą innych . Pomyśl sobie, że MAMA, to bardzo wysokie i odpowiedzialne stanowisko. Podejdź do niego mądrze i naucz się, że jak coś jest od wszystkiego, to jest do niczego. Nie bój się zaufać innym i pomóc sobie w codziennych sprawach.

Mam nadzieję, że jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś, już wkrótce zmienisz swoje podejście i staniesz się głową i szyją swojego domu aniżeli pełnoetatową służącą. Pamiętaj, w Twoim domu bardzo dużo zależy od Ciebie, nie umniejszaj tej roli i stań się menadżerem we własnym domu:)

Twoja Gee

 

 

 

 

 

 

fot. Mr Blacksheep Photography 

Continue Reading

Czaru nie ma, kwiatów brak, czyli Matka i Walentynki

Walentynki???

NIE OBCHODZĘ

Kwiaty w ten dzień?

NIE DOSTAJĘ

Romantyczna kolacja?

NIE JESTEM ZAPRASZANA

To może chociaż sexy bielizna, łóżko i nocne igraszki?

TYLKO, JEŚLI AKURAT MA WOLNY WIECZÓR

 

Gee, czy Ty naprawdę masz takiego strasznego męża??????

 

Eheś….

Nie obchodzi Walentynek, kwiatów nie kupuje, na kolacje nie zaprasza, no i na co ta bielizna, skoro on właśnie siedzi i rysuje…

I wiecie co??? Chwała mu za to!!!

Bo ja też, Walentynek nie obchodzę, kwiatów w ten dzień nie doceniam, kolacje w zatłoczonych miejscach mnie męczą, a sex wolę uprawiać w dni, kiedy naprawdę mam na niego ochotę, a nie wtedy, kiedy wskaże mi na to kalendarz.

Walentynki, jasne, ale 15 lat temu. Kiedy to wysyłanie kartek, dostawanie czerwono-czerwonych upominków przyprawiało o szybsze bicie serducha. Kiedy, to z niecierpliwością czekałam na wymarzony prezent i niezapomniany wieczór.

Teraz gdy życiem zawładnęły dzieci, a lista priorytetów uległa przewartościowaniu, do takich dni jak dziś, zachowuje bardzo duży dystans. Albo nawet ostrzej, totalnie o nich zapominam!

Bo życie nie składa się z tych narzuconych nam dni miłości, a tych powszednich, w których pokazujemy sobie, jak ważni dla siebie jesteśmy. Wiem, zabrzmiało to nieco pompatycznie, ależ czy nie mam racji? Czy to nie, codzienne życie z drugą osobą definiuje nasz poziom szczęścia? Czy to nie, te małe rzeczy, drobne czyny sprawiają, że wiemy, że możemy liczyć na naszą drugą połówkę? Czy to nie te spontanicznie kupione kwiaty lub przypalona kolacja, sprawiają, że serce nam puchnie z radości?

Narzucone, oczekiwane, w kalendarzu wyznaczone, nie ma czaru, nie ma magii…

Przynajmniej dla mnie.

A jak jest u Was?Obchodzicie, gardzicie, czy nie zauważacie?

Bo u mnie to tyle w temacie Walentynek NIE OBCHODZĘ I KROPKA.

Mama Gee powiedziała co wiedziała i czym prędzej odleciała….

 

Miłego dnia kochane, dla tych co obchodzą i nie obchodzą:)

Wasza Gee

Continue Reading

Organizacja pierwszych urodzin – czas start!

Gdy zbliża się data pierwszych urodzin naszego dziecka, mamy ochotę wykrzyczeć „Kiedy to zleciało!!!!!” Tak, tak czas leci nieubłaganie, a nasze pociechy niestety rosną jak na drożdżach.

Pierwsze urodziny to bardzo wyjątkowe wydarzenie szczególnie dla rodziców. Nie wiem czemu, ale gdy Iguś dmuchał pierwszą świeczkę na torcie, płakałam jak bóbr. Teraz przyszedł czas na Julę. Pewnie będzie podobnie, bo mama Gee to taka bardzo wrażliwa i sentymentalna osóbka. Kto by pomyślał?:P

Został mi nieco ponad miesiąc, więc czas najwyższy zakasać rękawy i zabrać się za organizację.  Czyli to, co tygryski lubią najbardziej.

Na moim przykładzie podpowiem Ci jak sprawnie przygotować tą niezwykłą uroczystość.

PROJEKT – PIERWSZE URODZINY 

Jaki jest mój cel? Na czym mi zależy?

Nieważne czy to pierwsze, czy już kolejne urodziny Twojego dziecka, zadaj sobie te pytania. Pomogą Ci one sprawnie zaplanować, jak i zrealizować projekt.

Wiem powiało korporacją, ale dobra organizacja to podstawa!

Jeśli dziecko jest starsze, zapytaj je o zdanie. Jak chce spędzić ten dzień? O czym marzy? I co sprawi, że będzie szczęśliwe?

Jeśli natomiast są to jego pierwsze urodzinki, zadaj te pytania sobie (ze względów dość oczywistych:P). Czyli, krótko mówiąc, stwórz własną wizję, do której w dalszych krokach będziesz dążyć.

Na przykład mamie Gee zależy na:

  • Rodzinnej i spokojnej atmosferze
  • Przyjaznym dzieciom środowisku
  • Niewielkiej liczbie gości, aby Jula czuła się bezpiecznie i komfortowo
  • Gustownych i dziewczęcych dekoracjach
  • Eleganckim torcie
  • Stworzeniu niepowtarzalnej pamiątki dla Juleczki, jak i jej gości
  • Trzymaniu się tradycji rodzinnych związanych z pierwszymi urodzinami

 

Gdy już mamy swoją listę życzeń, czas na planowanie.

  1. Budżet

Bardzo istotny element przyjęcia urodzinowego. Nie planuj nic, zanim nie ustalisz jakim budżetem dysponujesz. Od tego zależy wszystko: miejsce, liczba gości, dekoracje itp.

  1. Liczba gości

Ten punkt powinien iść zaraz za ustalonym budżetem. Skoro wiesz ile pieniędzy masz do dyspozycji, wiesz też już mniej więcej,  jak duże może być przyjęcie. Pomyśl, kogo wypada, a kogo po prostu chcesz zaprosić. Gdy już to dziesięć razy przeanalizujesz, dodasz, wykreślisz, posprzeczasz się trochę z mężem, że ta ciocia tak, a ta nie, przejdź z gotową listą do kolejnego punktu.

  1. Miejsce spotkania

Gdy już masz ustalony budżet i liczbę gości, możesz przejść do miejsca spotkania. Zastanów się, gdzie Ty, Twoje maleństwo i goście będziecie czuli się najlepiej. Może być to dom, restauracja, impreza w plenerze czy inne.

Patrząc na powyższe wcześniej wypisane oczekiwania, łatwiej będzie Ci podjąc decyzję.

Na przykład u mnie rodzinna atmosfera i komfort dziecka jest priorytetem, wybór jest zatem dość oczywisty. Będzie to nasze mieszkanie. Nie powiem, bardzo kusiła mnie opcja restauracji, bo wchodzisz, jesz, płacisz i wychodzisz. A w domu nadal czysto i nic do sprzątania:P Jednak komfort Julki i dwójki pozostałych dzieci w jej wieku był decydujący.  Przeważyły tutaj dwa argumenty:

  • O każdej porze dzieci będą mogły pójść na drzemkę w osobnym pokoju. Unikniemy stresu, marudzenia i noszenia na rękach niewyspanego dziecka w nieznanym dla nich miejscu.
  • Maluchy będą mogły swobodniej poruszać się po domowej podłodze niż tej restauracyjnej. A wiadomo jest to okres raczkowanio-chodzenia, więc bezpieczeństwo ponad wszystko.

Natomiast jeśli w Twojej głowie powstała, jak u mnie wcześniej, wizja komfortu związanego z nicnierobieniem – postaw na restaurację. Może akurat znasz takie miejsce, które jest przyjazne dzieciom i maluchy będą czuły się tam świetnie.

Miejsce to bardzo ważny element całego planu, od niego zależy, w którym kierunku będziesz szła przy następnych punktach.

  1. Gotowanie w domu czy catering?

Omijasz ten punkt, gdy wybrałaś restaurację:)

Ileż to ja razy dałam się namówić na gotowanie i szykowanie wszystkich posiłków w domu. Rok w rok, po takim przyjęciu, gdy padałam pod koniec dnia na twarz, obiecywałam sobie, że następnym razem to już na bank wezmę catering. I co? Przychodziła kolejna impreza, a ja powtarzałam ponownie ten sam błąd.  A bo może wyjdzie taniej! Nic bardziej mylnego!

Po pierwsze, czasu, który poświęcasz na zakupy i całe to gotowanie, nikt Ci nie zwróci. Umęczysz się po pachy już kilka dni przed. I w dzień samej imprezy, oczy założysz na zapałki i będziesz udawała, że czujesz się kwitnąco. A nie zapominaj, że to wyjątkowy dzień i warto byłoby go zapamiętać, jako miły i przyjemny, a nie jako kolejny dzień harówki.

Po drugie, ceny cateringu są często bardzo korzystne i koniec końców nie powinnaś, zapłacić więcej niż zapłaciłabyś za wszystkie składniki sama. Bo szykując przyjęcie na własną rękę, kupujesz zawsze więcej „na wszelki wypadek”. Później zostają resztki, na które często nie masz już ochoty. Więc nie raz, nie dwa, jedzenie się marnuje. I te teksty „ojej ile Ty tego narobiłaś, nie przejemy”, a Tobie wtedy nóż w kieszeni się otwiera. Plusem cateringu są dobrze wycyrklowane porcje. Podajesz liczbę dzieci i dorosłych, a oni wiedzą co już z tym zrobić. Plus za dzieci zazwyczaj płacisz mniej.

Po trzecie, często nie musisz martwić się o zastawę, bo firmy cateringowe coraz częściej oferują swoją. Wobec tego jeśli brakuje Ci części do kompletu, nie musisz się spinać. Oni przywiozą Ci swój.

Tak, więc w tym roku mama Gee, będzie bardzo asertywna i zamawia catering! A Ty?

  1. Tort

 Przemyśl jak chcesz, żeby wyglądał. Poszukaj inspiracji w internecie (polecam do tego Pinteresta – moje inspiracje znajdziesz tutaj). I co najważniejsze, nie zapomnij zamówić go z wyprzedzeniem. Bo jeśli Twoje dziecko, jak na przykład moje starsze, ma urodziny w maju, cukiernie są zazwyczaj obłożone komunijnymi zamówieniami i często odmawiają przyjęcia zamówienia.

Rok temu, znalazłam na szczęście Panią, która torty robi sama w domu. Przemiła, niesamowicie utalentowana i zawsze wyrozumiała na fanaberie klientów Tortowa Cudotwórczyni:) Dobrze jest mieć taką osobę na liście kontaktów w swoim telefonie.

W głowie już mam wizję tortu idealnego i wiem, że Pani Ania na pewno tej wizji sprosta:)

  1. Dekoracje

Zastanów się czy chcesz i jeśli tak to jakie. Będą to eleganckie dekoracje na stole, czy baloniki w całym domu. Ogranicza Cię jedynie Twoja wyobraźnia… no i ustalony wcześniej budżet 🙂 O dekoracje też warto zadbać z wyprzedzeniem, żeby znaleźć odpowiednią kolorystykę i pasujące do Twojej wizji gadżety.

Ja lubię, skromnie i elegancko. A, że Julia jest na tyle mała, że o Elzę jeszcze nie woła, to ja korzystam i robię po swojemu:P Zdąży pewnie mi się jeszcze bajkowymi bohaterkami i przepychem ulać:P Stawiam więc na delikatne dekoracje na stole, kilka baloników i kwiaty…. dużo kwiatów! (moje inspiracje znajdziesz również tutaj)

  1. Pamiątka pierwszych urodzin

Fajna sprawa, o której często zapominamy, a zostaje później na lata. Strasznie żałuję, że nie zrobiłam takiej pamiątki dla Ignasia. Ale pomysł przyszedł do głowy niestety dopiero po pierwszych urodzinach.

Na przyjęciu Julii, chciałabym, aby każdy z gości, nagrał dla niej swoje życzenia na pierwsze, jak i na osiemnaste urodziny. Chciałabym pokazać jej ten film dopiero w dniu osiemnastych urodzin. Na samą myśl, jak Jula po latach ogląda to nagranie, aż łezka kręci mi się w oku. Będzie mogła zobaczyć, jak wyglądali jej rodzice, dziadkowie i chrzestni na jej urodzinach, siedemnaście lat wcześniej:) Ja jestem bardzo podekscytowana pomysłem, mam nadzieję, że i Jula się kiedyś ucieszy 🙂 (właśnie zaczęłam się zastanawiać, czy nie będę musiała usunąć tej części posta za kilka lat, żeby pozostało to niespodzianką 😉

Możesz oczywiście pomyśleć o czymś innym: jak wspólne rodzinne zdjęcie z tego dnia, wpis życzeń do księgi gości czy inne.

  1. Tradycja w pierwsze urodziny

Tradycję warto pielęgnować. Bo to ona umacnia więzy rodzinne, jak i zostawia nam w głowie miłe wspomnienia. Dlatego też podczas pierwszych urodzin warto sięgnąć do rodzinnych zwyczajów i wykorzystać je podczas przyjęcia.

U mnie w rodzinie na przykład, roczny jubilat zawsze wybierał przedmioty, które mogą określać jego potencjalne zajęcie w przyszłości. Taka drobna zabawa, przy której jest zazwyczaj kupa śmiechu.

Na tacy kładziemy długopis (pisarz/pisarka), różaniec (ksiądz/zakonnica), kieliszek (rozrywkowa dziewczyna/ chłopak), samochód (dziewczyna szukająca mocnych wrażeń/ rajdowiec) i kilka innych, które przyjdą Ci do głowy. Dziecko wybiera, jedno czy dwa i już wiesz, że Twój syn będzie np. policjantem:)

  1. Zdjęcia

Ja w tym roku mam jeszcze jeden plan. Jest on związany ze zdjęciami. Cykamy ich miliony, ale rzadko kiedy trafiają one do naszych albumów. Od tego roku mam postanowienie, że przed urodzinami moich dzieci, będę robiła w nich porządki. Będę je segregowała i drukowała te najbardziej wartościowe i wkładała do albumów. Raz do roku nie częściej.

Dodatkowo przy okazji chcę stworzyć mini zestaw zdjęć dla dziadków i chrzestnych i wręczyć im w dniu przyjęcia.

 

Ja już jestem podekscytowana:) Zabieram się zaraz do działania. Wkrótce podzielę się z Wami efektami mojej pracy. Mam nadzieję, że powyższy plan działania Ci się przyda.

 

A może o czymś zapomniałam? Dodałabyś coś do powyższej listy?

Jak Ty podchodzisz do organizacji takich imprez? Masz jakieś specjalne zwyczaje/tradycje?
Przejmujesz się tym, poświęcasz na organizację dużo czasu i roztkliwiasz się nad szczegółami? Czy może jesteś zdystansowana do tego typu wydarzeń i załatwiasz je szybko i konkretnie?

Napisz w komentarzu poniżej albo napisz do mnie maila.

Pozdrawiam Cię serdecznie,

Mama Gee

Continue Reading

Szczęśliwi rodzice kładą swoje dzieci wcześnie spać

Przed pojawieniem się dzieci…

…byliście z mężem zapewne bardzo szczęśliwą parą, chodziliście do kina, do restauracji. Cieszyliście się sobą, wyjeżdżaliście na wakacje, czytaliście razem książki na kanapie. Cud miód i orzeszki.

Skoro tak bardzo się kochaliście, postanowiliście, że najwyższy czas na dziecko!

Okres ciąży, czas wypełniony wielkimi planami. Obietnicami, że nie zatracicie siebie, że nadal będziecie szczęśliwą kochającą się rodziną, że nie będziecie powielać błędów rodziców… dodać do tego tylko jeszcze świąteczną scenerię niczym z reklamy coca-coli, i można by się rozpłynąć…

A jak wygląda Wasze życie teraz?

Dzieci, dzieci i cały dzień dzieci. A to nakarmić, a to przebrać,, a to starsze odebrać z przedszkola i zawieźć na zajęcia piłki nożnej, a to poczytać, a to się pobawić, a to opowiedzieć bajkę na dobranoc, a to wyściskać… I tych A TOCHÓW, znalazłabym jeszcze całe mnóstwo!

Zachciało się dzieci to macie! Dzień wypełniony nimi po brzegi, klejącą podłogę, pomalowane ściany, stos brudnych ubrań i zero czasu dla siebie. Po całym dniu padacie z mężem na twarz i tyle z Waszej wyidealizowanej wizji życia z dziećmi.

I po co było się decydować???

Ale skoro już nie macie odwrotu, to może by tak odsunąć te szkodniki czasem trochę na bok i poświecić sobie nawzajem odrobinę uwagi? Nie mówię, żeby od razu wychodzić do kina, bo to jest już wyższy poziom zaawansowania. Ale, żeby chociaż wspólne wieczory przy serialu były tylko Wasze!

Jak to zrobić?

Połóż dzieci wcześnie spać!

O której Wasze dzieci idą do łóżek? 22,23? Nie za późno?

A może nie macie określonego czasu pójścia spać? I niech się dzieje wola nieba?

Od momentu pojawienia się Ignasia w naszym życiu, znajomi i rodzina, dziwnie się na nas patrzyli, gdy my kurczowo trzymaliśmy się pewnej rutyny i godzin snu.

Twierdzili, że nie ma w nas za grosz luzu i że nie można dzieci ustawić jak w wojsku. Czułam się z tym okropnie, bo zastanawiałam się, czy aby nie jestem złą matką, zasłaniając swojemu dziecku okna o 19 30, gdy latem było jeszcze widno.

Z perspektywy czasu i doświadczeń z drugim dzieckiem, wiem, że był to najmądrzejszy krok, jaki mogliśmy wykonać.

Z DWÓCH POWODÓW:

Sen ma niesamowicie korzystny wpływ na rozwój dziecka.

Są gdzieś jakieś na to badania, ale w przytaczaniu takich rzeczy jestem słaba, więc musicie mi uwierzyć na słowo. Dziecko wysypia się:

  • co eliminuje poranne fochy
  • lepiej znosi okres jesienno-zimowy i choroby za tym idące.
  • ma więcej energii, co nie zawsze jest dla nas rodziców korzystne, ale takie są już dzieci
  • lepiej przyswajają wiedzę i chętniej uczestniczą w zajęciach przedszkolnych i poza przedszkolnych
  • mają lepszy apetyt

Wczesny kładzenie dziecka spać ma również zbawienny wpływ na Wasz związek, bo:

  • zyskujecie czas na rozmowy o dorosłym życiu
  • możecie w spokoju zrelaksować się po całym dniu
  • lub oddać się przyjemnościom na które przy dzieciach nie możecie sobie pozwolićJ

DLATEGO godzina pójścia dzieci spać jest u nas godziną świętą.

Mamy taką zasadę, że maksymalnie do godziny 21: 00, Iguś musi być wykąpany, najedzony i wyczytany:P

Julkę odstawiamy do łóżeczka już o godzinie 19:00.

Godzina 21: 01 jest równoznaczna ze startem imprezy!

No dobra, może nie zawsze, bo Jula, a w sumie jej obecnie wychodzące zęby, potrafią nam czasem zrujnować plany, no ale takie życie. Nie zawsze wszystko jest kolorowe. Czasem i na dobrą imprezę wpada nieproszony gość.

Ale gdy wszystko idzie zgodnie z założeniami, mamy wolne!!!!

Spać chodzimy w okolicach 23-24, tak więc prosta kalkulacja, zdobywamy więc ponad 3, 4 godziny wolnego czasu tylko dla siebie!

Po prostu BAJKA!

Tym oto sposobem jesteśmy małżeństwem i jednocześnie rodzicami z prawie sześcioletnim stażem. I muszę powiedzieć, że całkiem nieźle się trzymamy.

Znalezienie balansu pomiędzy czasem spędzonym z dziećmi a czasem spędzonym ze współmałżonkiem jest dość istotną podwaliną naszego szczęśliwego życia. Gdy cały nasz dzień wypełnia jedynie praca, obowiązki domowe i dzieci, zatracamy się w tym wszystkim zapominając o potrzebach osoby, z którą to wszystko stworzyliśmy. A nie stworzyliśmy tego po to, żeby później się od siebie odsunąć, a po to, by razem się tym cieszyć.

Oczywistą sprawą jest, że nie każdy wieczór możecie poświęcić na przytulasy i romantyczne kolacje. Bo tam gdzieś zza okna wychyla się WIELKI OBIADUS, który trzeba na jutro przygotować. Idźcie zatem do kuchni i ugotujcie go razem! Łączycie wtedy pożyteczne z przyjemnym np. z rozmową przeprowadzoną w świętym spokoju i to w dodatku w Waszym języku.

Nie bylibyście w stanie tego zrobić, gdyby Wasze dzieci o 21:30 nadal biegały po kuchni, prawda?

Jeśli nie wiesz jak poradzić sobie ze zmianą nawyków i kładzeniem dziecka wcześnie spać napisz do mnie geeway@geeway.pl

Twoja Gee

fot. Mr Blacksheep Photography 

 

Continue Reading

Blog Parenting Poznań

15027647_994513613993332_3460365642849707126_n

Inicjatywa, jakiej jeszcze w Polsce nie było! Wszyscy blogerzy parentingowi w jednym miejscu!

Piszesz blog o tematyce rodzinnej, masz ochotę poznać ludzi z branży i wyrwać się na chwilę z domu? Zapraszam na wydarzenie BLOG PARENTNG POZNAŃ (18.03. 2017) organizowane przez Barbarę Tomczak, autorkę bloga www.pierwsze-kroki.com

To już za chwilę, dowiedzmy się o nim nieco więcej od samej organizatorki,mamy, blogerki, kobiety pełnej pozytywnej energii, której kołem napędowym jest działanie:)

1.Basiu, Blog Parenting Poznań, skąd pomysł?

Pomysł na początku był zupełnie inny. Chciałam zorganizować spotkanie znacznie mniejsze, dla około 30 blogerów. Po spotkaniu z Parkiem Rodzinka w Skórzewie i poznaniu ich opinii, spotkanie z 30 osób przerodziło się w spotkanie na 150 osób. Wyzwanie bardzo duże! Uwielbiam zaskakiwać samą siebie, dlatego się go podjęłam.

2. Jaki jest cel tej inicjatywy?

Cel to przede wszystkim poznanie innych blogerów w swojej dziedzinie oraz nauka. Na spotkaniu będą obecne bardzo popularne osoby z ten kategorii, dzięki czemu dowiemy się bardzo ciekawych rzeczy – uwierzcie mi! Nauczymy się jak współpracować z markami, jak poruszać się w świecie blogowym. Myślę ,że każdy wyniesie coś dla siebie. Chciałam coś przyjemnego i wartościowego połączyć z czymś pożytecznym dlatego na spotkaniu odbędzie się zbiórka pieniążków dla osób potrzebujących.

3. Co takie spotkanie przyniesie blogerom?

Przede wszystkim pozwoli wyjść z domu. Poznać innych ludzi i nauczyć się jak zadbać jeszcze bardziej o swój blog by był jeszcze bardziej popularny. Każda blogerka otrzyma szansę na zdobycie ciekawych propozycji współpracy, dzięki obecnym na spotkaniu firmom. Przewidziana jest też paczka z upominkiem!

4. Kogo będziemy mogli wysłuchać podczas eventu?

Na spotkaniu będą obecni tacy blogerzy jak Marysia i Kuba z bloga oczekując.pl, Ilona z bloga mumandthecity.pl, Agnieszka prowadząca blog buuba.pl oraz Tomek z bloga TastyWayOfLife.pl. Poza tym ciekawe prelekcje poprowadzi Agnieszka z Instrukcję Poprosze oraz reprezentanci firm Ziaja, Anex oraz pogotowia ratunkowego.
Myślę, że warto także wspomnieć o warsztatach na mniejszej salce lub w kuchni. Szef kuchni Piotr Skiba poprowadzi warsztaty gotowania dla blogerów, Poznańskie stowarzyszenie noszenia w chuście pięć par nauczy poprawnie motać dziecko. A firma Ziaja będzie prowadziła dermo konsultacje skóry. To nie wszystkie atrakcje, ale nie mogę zdradzić za dużo, bo nie będzie niespodzianek.

5. Blogerzy i ich dzieci mile widziane. Przewidujesz jakieś atrakcje dla naszych pociech?

Dla zupełnych maluszków niestety nie. Natomiast dla dzieci, które są już na tyle samodzielne by bawić się bez pomocy już tak. Przewidziana jest super zabawa w parku, konkursy, a to wszystko pod czujnym okiem animatorów którzy będą czuwać nad bezpieczeństwem. Natomiast nie będą ich opiekunkami i to warto pamiętać – musi być z dzieckiem ktoś dorosły.

 6. Życie rodzinne, blog, organizacja wydarzenia, jak Ty na wszystko znajdujesz czas? Musisz być mocno zorganizowaną mamą, żeby to wszystko ogarnąć:)

Nie jestem ani trochę zorganizowana. W domu panuje wieczny chaos. Po prostu jestem taką osobą, która lubi mieć dużo na głowie. Musi się coś dziać bym czuła, że spełniam marzenia. Blog Parenting Poznań to takie maje małe spełnienie i mam nadzieję, że na jednej edycji się nie skończy.

7. Na koniec, parę słów zachęty dla uczestników:)

Każdy bloger w kategorii parentingu powinien się tu pojawić.Nie ma drugiego takiego wydarzenia dla nas, nie ma lepszego miejsca na takie spotkanie i nie ma lepszych prowadzących prelekcje od tych zaproszonych na Blog Parenting Poznań. Będzie ciekawie, inspirująco, zabawnie. Będą atrakcje dla dużych i małych. To jest szansa dla blogerów, z której warto skorzystać.

Jak widzicie nic dodać, nic ujać. Jeśli jesteś blogerem parentingowm, nie pozostaje Ci nic innego jak zjawić się na tym spotkaniu. Nie wiem jak Wy, ale ja już nie mogę się doczekać.

Continue Reading

Nie dawaj dziecku tableta!

ramka-strona-geeway

Moją główną misją na blogu jest pokazywanie, Wam, mamom, że czas dla siebie to bardzo ważny element szczęśliwego macierzyństwa. Nic się w tej kwestii u mnie nie zmienia. Ale jest jedno, ALE! Czas wolny tak i owszem ALE, nie za wszelką cenę!

Nie za cenę dziecka siedzącego z tabletem w ręku!

Wspólny rodzinny obiad w restauracji. Zasiadamy do stolika, składamy zamówienie i czekamy…
I o ile w restauracji nie ma kącika dla dzieci, nie zastanawiając się, ,wyjmujemy naszą ulubioną grę planszową „Pędzące żółwie” i czekamy na jedzenie.

OKRES OCZEKIWANIA NA JEDZENIE 30 MIN i …0 MINUT TABLETA

Wyjazd samochodem do Włoch z trzyletnim wtedy Ignasiem. Całą drogę śpiewamy, gramy w gry słowne, odgadujemy kształty chmur i rozwiązujemy zadanka dla trzylatków.

DROGA DO WŁOCH 23 GODZINY i…0 GODZIN TABLETA

A Ty co robisz z dzieckiem w takich sytuacjach?

  1. Wyjmujesz grę, kolorowankę lub zeszyt z zadaniami?
  2. Wykorzystujesz ten czas na rozmowę z dzieckiem?
  3. A może wręczasz dziecku tablet?

Jeśli Twoja odpowiedź to „c”, proszę, poświęć chwilę na przeczytanie tego artykułu.

Jeśli masz głębokie przekonanie, że Twojemu dziecku nie dzieje się żadna krzywda, gdy spędza czas nad tabletem, muszę niestety zburzyć Twój światopogląd!

Nadużywanie technologii przez Twoje dziecko wpływa bardzo negatywnie na jego ogólny rozwój. Każda godzina ekspozycji dziecka na technologię na wczesnym etapie życia przekłada się na przyszły spadek aktywności w szkole, gorsze wyniki w nauce, wzrost zobojętnienia i spadek empatii.

Słowa te nie są moim wymysłem, a podsumowaniem wieloletnich badań przeprowadzanych w USA (po więcej zapraszam do lektury „Efekt Wioski” Susan Pinker)

Przedstawię Ci teraz kilka mitów, które obecnie funkcjonują w naszym społeczeństwie.

Technologia wspomaga rozwój mojego dziecka

Aplikacji i rozwiązań technologicznych dla dzieci na rynku jest już co niemiara. Znajdziemy dosłownie wszystko. Aplikację do uczenia niemowlaków pierwszych słów, iNocnik, który umili nam naukę kontroli zwieracza, najróżniejsze logiczne gry dla dzieci czy aplikacje do nauki czytania i pisania. Producenci wyszli naprzeciw wszelakim potrzebom naszych pociech, tylko czy aby na pewno one tego potrzebują?

  • Czy przypominasz sobie, żeby Twój nocnik skandował, kiedy po raz pierwszy zrobiłaś do niego kupę? Czy raczej to mama biła Ci brawo i wycałowała z radości?
  • Czy czujesz się poszkodowana, przez to, że to mama uczyła Cię pierwszych słów, a nie urządzenie elektroniczne
  • Czy nie miło wspominasz granie z rodzicami w pierwsze gry planszowe, śmiejąc się przy tym i spędzając z nimi niezapomniany czas.

Aplikację możemy wymyślić dosłownie na wszystko, ale czy jest coś, co może zastąpić dziecku rodzica?

Gdy sadzasz dziecko przed ekranem, aby spokojnie móc zająć się swoimi sprawami, wpadacie w dwa osobne niezwiązane ze sobą światy. Ty sprzątasz i gotujesz, a dziecko siedzi zamknięte w swoim pokoju. Nie dyskutujecie, nie wymieniacie się spostrzeżeniami, nie śmiejecie się. Pozbawiacie się interakcji, która ma niesamowicie korzystny wpływ na jego rozwój.

Nic nie zastąpi bezpośredniego kontaktu rodzica i dziecka, jeśli chodzi o rozwój umiejętności językowych oraz rozwój poznawczy i społeczno-emocjonalny.

Czas, który poświęcasz dziecku to najlepsza inwestycja w jego rozwój. Dziecko poprzez interakcję z rodzicem uczy się rozmawiać, rozpoznawać emocje, i funkcjonować w społeczeństwie A co najważniejsze czuje się potrzebne i kochane i właśnie to kształtuje go na całe życie.

Każda godzina Twojego dziecka przed ekranem to godzina mniej na rozmowy i wspólne zabawy.

W naszym domu staramy się, aby dzieciaki brały czynny udział w życiu rodziny. Zamiast tableta, gdy nie mamy dla nich czasu, proponujemy pomoc w obowiązkach domowych lub zachęcamy do samodzielnej zabawy. O dziwo, dość dobrze się to sprawdza. Ignaś uwielbia majstrować w kuchni, a Julka zawsze z chęcią poprzerzuca makaron z miski do miski.

Moje dziecko uczy się, grając w gry edukacyjne i oglądając bajki

Przekonanie, że Ty ogarniasz dom, a Twoje dziecko w tym czasie uczy się na tablecie, jest bardzo naiwne. Dziecko wpadając w świat technologii, przepada, często tępo patrzy się w ekran, niewiele z tego wynosząc.
Początkowo głęboko wierzyłam, że mój Ignaś uczy się, oglądając bajki w języku angielskim. Wydawało mi się, że skoro my dorośli, często uczymy się, jakichś słów w innym języku słuchając muzyki bądź oglądając filmy, to dzieci też tak mają.

Nic bardziej mylnego!
Po kilku tygodniach oglądania w kółko tej samej bajki moje dziecko nie było w stanie mi jej w żaden sposób streścić. A ja naiwna sądziłam, że tym sposobem nauczy się języka.
Ilość bodźców, którą dziecko otrzymuje, wpatrując się w ekran, jest tak duża, że małe główki nie są w stanie tego wszystkiego przetworzyć. Do dziecka docierają jedynie kolorowane obrazy i zmieniające się dźwięki.

Zapytałaś kiedyś swoje dziecko, o czym była bajka? No właśnie, rzadko kiedy maluchy potrafią odpowiedzieć na to pytanie. A mimo wszystko lgną do bajek jak opętane. Bo tym, co je przyciąga to zmieniający się obraz, soczyste kolory i dźwięki. A nie treść, a tym bardziej nauka!

Dlatego zamiast, podsuwać dzieciom gry typu MEMORY w wersji elektronicznej usiądź z nim i razem zagrajcie w wersje papierową. Zapewniam Cię, że wyniesie z tego o wiele więcej aniżeli z wersji elektronicznej.

W przeprowadzonych przez Dimitra Christakisa badaniach stwierdzono korelację pomiędzy wpatrywaniem się w ekran we wczesnym dzieciństwie a niższymi wynikami w testach oceniających rozwój językowy, poznawczy i emocjonalny w późniejszym wieku. (tu też zapraszam do lektury „ Efekt Wioski” Susan Pinker)

Tak więc, nie jest to mój wymysł a potwierdzone badaniami wyniki.

Nie chcę tu nic ujmować świetnym programom edukacyjnym, bo pewnie wiele z Was korzysta i jesteście zadowolone. Pewnie coś tam te małe główki zawsze przyswoją. Ale pytanie, czy warto, skoro idzie za tym tyle negatywnych konsekwencji.

Dziecko które, nie używa tableta nie poradzi sobie w przyszłości.

Powiem tak, skoro często 8 miesięczne dziecko jest w stanie odblokować telefon i wykonać na nim proste czynności, to czy naprawdę sądzisz, że nie poradzi sobie z tym za kilka lat? Interfejs takich urządzeń jest zazwyczaj tak łatwy, że radzą sobie z nim nawet niemowlaki. Producentom nie zależy na tym, żeby tworzyć urządzenia skomplikowane w użyciu. Także spokojnie, nic nie stanie się Twojemu dziecku, jeśli na parę lat wstrzymasz się z podawaniem mu ekranów dotykowych. Ty sobie dałaś radę, mimo braku styczności z takimi urządzeniami w dzieciństwie. Więc Twoje dziecko też da sobie radę.

Podobno używanie tabletów i oglądanie bajek przez dzieci w wieku do 2 lat, ma wręcz katastrofalne skutki odbijające się na ich rozwoju Do drugiego roku życia w ogóle nie powinno się zatem podsuwać dzieciom takich rozwiązań, a później również bym się nie spieszyła. Im dłużej wstrzymamy się z technologią u dzieci, tym bardziej uchronimy je przed negatywnymi konsekwencjami na etapie ich wczesnego rozwoju.

Co więcej, pokusiłabym się o stwierdzenie, że dziecko prędzej będzie miało problemy w szkole, używając tableta we wczesnym wieku, aniżeli to, które tego tableta nie dostaje.

Wszystkie dzieci grają

Nieprawda! Są na tym świecie rodzice, którzy nie pozwalają dzieciom używać telefonów, tabletów i komputerów do pewnego roku życia! Moje dziecko dopiero w tym roku (mając obecnie 5 lat) po raz pierwszy dostało pozwolenie na granie 2 razy w tygodniu po 40min.

Często narażona jestem na krzywe i mało pochlebne spojrzenia ze strony innych mam. Zołza! Sztywniara! Liczę się z tym, ale swojego postępowania zmienić nie zamierzam.

Obserwuję moje dziecko i widzę, że nie dzieje mu się żadna krzywda, gdy odmawiam mu gry na telefonie. Jasne pyta, drąży, czasem się foszy i wychodzi do pokoju, trzaskając drzwiami. Ale już wie, że wytyczyliśmy sobie pewne granice, których nie będziemy przekraczać. I zazwyczaj szybko mu przechodzi. Wraca, wtula się, a wtedy ja, staram się, wymyślić w zamian coś fajnego co możemy zrobić razem. Chociażby nawet wstawić pralkę. On sortuje ubrania po kolorach, Jula przeczołgując się w tę i we w tę wszystko mu miesza, ten się złości i każe jej wszystko naprawiać… śmiesznie jest. I tak mija nam wspólne popołudnie.

Ograniczanie dzieciom dostępu do technologii w dzisiejszych czasach nie jest sprawą łatwą. Wymaga niestety sporej konsekwencji i cierpliwości. Ale jest osiągalne. Przetestowałam to z moim pięciolatkiem i nie zamierzam zmienić zasad przy Julce. Widzę tego ogromne plusy i wytrwam w moich postanowieniach nawet kosztem mojego wolnego czasu. Bo wiem, że warto i nie dam się zwariować. Wy też nie dajcie się zwariować dzisiejszym czasom. Tu przecież chodzi o Wasze jedyne dzieci.

Post ukazał się również gościnnie na Blogi Mam

Continue Reading

Matko! Wbij to sobie do głowy!

Perfekcyjna pani domu stereotyp nowoczensa mama

MATKO! NIE BÓJ SIĘ POMYŚLEĆ O SOBIE!

Nie mogę, przecież ja mam dzieci…. powie Ci nie jedna matka.

Powtórzy to absurdalne stwierdzenie wielokrotnie, usprawiedliwiając zaniedbanie siebie i swoich pasji.

Odłoży marzenia i przyjemności na potem.

Pozbawi się małych radości z życia, bo przecież macierzyństwo zobowiązuje.

Przedłoży kolejną godzinę zabaw z dziećmi lub – co gorsza- obowiązków domowych nad chwilę dla siebie.

Padnie na twarz, rozwożąc dzieci po wszelkich możliwych zajęcia, bo przecież edukacja i sport to ważne elementy potrzebne do prawidłowego rozwoju dziecka.

Zrobi wszystko w ciągu dnia, żeby dzieciom było dobrze, a sama zmęczona, bez cienia uśmiechu na twarzy pójdzie spać…

A kolejny dzień powita z miną nie lepszą i ponownie przystąpi do wypełniania swojej misji.
I tak w koło Macieju, aż dochodzi do permanentnego smutku i narastających negatywnych emocji. A co za tym idzie??? Sprzeczki z mężem, zmniejszająca się cierpliwość do dzieci, wieczne poddenerwowanie i żal do wszystkich o dosłownie wszystko!

A dlaczego tak się dzieje? A no dlatego, że w tym całym dniu zabrakło najważniejszej osoby, czyli jej samej!
I tak oto młoda niegdyś uśmiechnięta kobieta, staje się męczennicą swojego losu.

AAAAA STOP! Nie mogę już dłużej o tym pisać, bo aż w żołądku mnie ściska na samą myśl o takim podejściu. Które uwaga! Sama kiedyś miałam!

Dzieci to nie kara, a macierzyństwo to nie więzienie!

Szczęśliwa, spełniona i wypoczęta mama to SZCZĘŚLIWE DZIECI.
Będę to powtarzać do znudzenia! Aż Wy drogie mamy tego nie zrozumiecie!

Powtarzał mi to mój mąż i stworzył potwora. Potwora który:
– nie rzuca już telefonem o ścianę (przynajmniej stara się tego nie robić)
– nie pruje się na niego z byle powodu
– nie foszy się, nie płacze po kątach
– rozmawia z nim jak czuje się z czymś źle
– uśmiecha się i daje mu z rana buziaki

Macierzyństwo:
• Zmienia nasze życie.
Przetestowałam, potwierdzam! Ja mama dwójki Julki i Ignasia – najcudowniejszych dzieci pod słońcem!

• Zabiera nam 99% czasu i energii.
Testuję codziennie od pięciu lat. Potwierdzam!

Ale nie oznacza to, że nas już nie ma i spotkamy się z własnym „JA” dopiero na emeryturze!

Swoje dzieci kocham miłością nieopisaną, poświęcam im bardzo dużo mojej uwagi. Ale staram się też dbać o siebie i swoje potrzeby. Codziennie, choć przez pół godziny jestem EGOISTKĄ przez duże E! Robię coś tylko dla SIEBIE! Ćwiczę, czytam, moczę się w wannie z bąbelkami. To jest mój czas! Próbuję nie myśleć o dzieciach i obowiązkach. Relaksuję się, odcinam.

Nikt jeszcze nie zbudował domu na słabych fundamentach. A Ty droga mamo, jesteś fundamentem swojej rodziny. Jeśli jesteś zmęczona, niezadowolona z życia, brakuje Ci energii, odbija się to na wszystkich dookoła. Nie zauważyłaś tego jeszcze?

I proszę, nie wmawiaj mi, że Ty, nie potrzebujesz czasu dla siebie! Każdy potrzebuje. Może jeszcze o tym nie wiesz, ale spróbuj i znajdź różnice!

Ja spróbowałam i moje życie nabrało lepszych barw.

Ten post chciałabym zadedykować mojemu mężowi. Bo to on był moim, jak to się teraz modnie mówi COACHEM! To on wbijał mi młotkiem do głowy, że najważniejsze, żebym zadbała o swoje potrzeby, a wszystko inne się ułoży.

A teraz drogie Panie, ja biorę młotek do rąk i wbijam każdej po kolei! Strzeżcie się!

fot. Mr Blacksheep Photography 

Continue Reading